Wednesday, 4 September 2013

Głośna samotność





Just give me a reason
Just a little bit's enough
Just a second we're not broken just bent
And we can learn to love again
It's in the stars
It's been written in the scars on our hearts’
Pink


Jak codzień jej powieki otworzyły się wraz z dźwiękiem budzika, ukazując w pełnej okazałości oczy, które niegdyś zachwycały wszystkich swą intensywną barwą zieleni. Teraz jednak były one pozbawione tego blasku sprzed kilku lat. Mimowolnie spojrzała na drugą stronę łóżka. Było puste jak niemalże każdego poranka. Nie spodziewała się niczego innego. Przyzwyczaiła się już, że każdego wieczoru kładzie się sama i budzi ównie osamotniona. Ale mimo wszystko głupio łudziła się, że dzisiaj będzie inaczej. Wkońcu to dziś jest ich kolejna rocznica ślubu. Wstając z łóżka, wydobyła z siebie ciężkie westchnięcie. Chwyciła za biały jedwabny szlafrok znajdujący się na pobliskim fotelu, który następnie zarzuciła na siebie. Powolnym krokiem schodziła po drewnianych hebanowych schodach, przyglądając się uważnie zdjęciom wiszącym na karmelowej ścianie. Ile by oddała, by powrócić do błogich radosnych czasów z początku ich małżeństwa. Pierwsze pięć lat po złożeniu przysięgi było niczym wyciągniąte z pięknej baśni. Oboje po skończonych studiach, oddali się w ręce stażu, podróżując w wolnych chwilach po świecie. Zwiedzili niemalże połowę świata i wszystko to z czystej przyjemności.
Szczupłymi palcami przejechała po szybce, zza której radosne małżeństwo spoglądało na nią ze swego ślubnego zdjęcia. Promienieli jak nigdy. Nawet on, wiecznie obojętny i chłodny pan Uchiha uśmiechał się czule i szczerze. Oddałaby wszystko, żeby ponownie ujrzeć ten uśmiech na jego twarzy. A póki co ledwo widuje go w domu. Nie skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie widziała go od tygodnia, może dwóch, a może trzech. A może i nawet dłużej. Nie była w stanie określić. Jednak za każdym razem, gdy wstawała, wiedziała, że był w domu. Zawsze coś świadczyło o jego nocnej obecności - brudne naczynia w zmywarce, czy też zwykła wymiana ubrań. Nie było nocy, by czegoś po sobie nie zostawił. Pewnego wieczoru, nie kładła się spać, chcąc wreszcie wymienić się z nim choć słowem, ale niestety Morfeusz objął ją swymi ramionami w godzinach wczesno porannych. Gdy się przebudziła na skórzanej kanapie, miała na sobie wełniany pled w jakże znienawidzoną kratę, a wcześniej nie nakrywała się nim. Na kuchennym blacie, zastała natomiast jeszcze gorący kubek z fusami kawy na dnie. Innym razem natomiast wstała wcześniej, jednak zbyt późno - on zdążył już wyjść. Miała wrażenie, że ostatanimi miesiącami komunikowali się ze sobą, jedynie za pomocą swoich sekretarek. Po chwili rozmyśleń, kontynuowała schodzenie z pierwszego piętra, kątem oka zerkając na rozweselone twarze spoglądające na nią z kolorowych fotografii. Ile by dała, by ponownie wrócić do tamtych czasów, w których liczyli się tylko i wyłącznie oni.
Przechodząc przez hol, wyciągnęła z obszernej torebki gruby, skórzany kalendarz i trzymając go zdecydowanie w dłoni, skierowała kroki ku kuchni. Kiedyś to pomieszczenie było dla niej niczym eden, w którym uwielbiała się zatracać, gotując przeróżne potrawy na kolacje, które niegdyś jedli wspólnie. Kiedyś sprawiało jej to czystą przyjemność, jednak z czasem ta przyjemność zamieniła się w katorgę gotowania jedynie dla siebie. W rezultacie przestała gotować cokolwiek. Bo po co? Dla samej siebie równie dobrze może zamawiać codziennie fast foody, tak jak robiła to za czasów studenckich, bądź też jadać w restauracjach, na które w obecnej chwili było ją stać.
Na kuchennym krześle wisiał jeden z krawatów Sasuke, kolejna oznaka tego, że pojawił się w domu. Coraz częściej zastanawiała się: po co w ogóle wraca na chwilę? Czemu po prostu nie zakończy tej farsy, jakim było ich małżeństwo od ostatniego roku. A z dnia na dzień robiło się coraz gorzej. Jeszcze dwa lata temu, ujrzała pudełeczko z biżuterią na poduszce tuż po przebudzeniu, rok temu był bukiet soczystych kwiatów, a dziś nic. Trzęsącą się ręką złapała za krawat i niepewnie przystawiła go do twarzy. Gdy tylko woń kobiecych perfum dotarła do jej nozdrzy, wykrzywiła się w grymasie. To nie był pierwszy raz, gdy wyczuła zapach innej kobiety na ciuchach męża. Zdażało się również, że dostrzegła ślady szminki na jego koszuli. Pomimo iż nigdy jej tego nie powiedział, ani nie przyłapała go na jakże haniebnym uczynku, była prawie pewna, że ją zdradza od dłuższego czasu. W momencie, gdy owa perspektywa pojawiła się w jej umyśle, była załamana. Przecież mówił, że kocha - a teraz zdradza, nie mając nawet odwagi spojrzeć jej prosto w oczy. Miała jedynie nadzieję, że podczas jej wyjazdów na sympozja, Sasuke nie był zdolny sprowadzić swojej kochanki tutaj. Z każdym kolejnym powrotem, zaczynała brzydzić się domem, który niegdyś tak bardzo kochała. Gdyby nie przyjaciel, który był, gdy go najbardziej potrzebowała, prawdopodobnie wpadłaby w depresję. Z początku była mu wdzięczna za to, że po prostu był. Był, gdy Sasuke nie było, gdy ją unikał i odsuwał od siebie na każdym kroku. Sasori pocieszył ją. Podniósł na duchu. A co najważniejsze objął przyjacielskim ramieniem. Jednak z czasem i ona oddała się chwili. Nie wiedziała czemu zaczęła z nim sypiać. Przyłapywała się na myśleniu, że to rewanż na Sasuke - w końcu skoro on może ją zdradzać, to czemu jej nie wolno? Czy ona już nie może zaznać choć odrobiny szczęścia? Nawet jeśli jest ono przelotne? Odłożyła krawat męża, tam gdzie go zostawił i skierowała się ku kuchennym blacie. Z górnej półki wyciągnęła duży kubek i zalała go do pełna świeżo zaparzoną kawą. Gdy była mała nigdy by nie przypuszczała, że za jej czasów wymyślą urządzenie, które wystarczy nastawić czasowo a wraz z pobódką, będzie czekała na nią aromatyczna kawa.
Z kubkiem w ręku usiadła przy solidnym drewnianym stole, po czym otworzyła swój kalendarz chcąc dowiedzieć się, co na dzisiaj miała zaplanowane. Jednak pierwsze co rzuciło jej się w oczy to zaznaczona na czerwono dzisiejsza data z podpisem: ósma rocznica ślubu. Musiała chyba być nieźle pijana, że to napisała. Ignorując swój wcześniejszy wpis, spojrzała jakie spotkania i operację ustawiła dla niej jej sekretarka. Jednak ku jej niezadowoleniu nie było tego zbyt wiele. Miała dziwne wrażenie, że Misa widząc wzmiankę jak bardzo dziesiąty czerwca jest dla niej ważnym dniem, ustawiła jak najmniej spotkań. Jedynie co miała zaplanowane to spotkanie z Tsunade.
Sakura przeczesała dłonią gęste różowe włosy i upiła większy łyk kawy, której aromatem najpierw się zachwyciła. Już miała zamykać kalendarz, gdy ujrzała, że cały czas dłonią zasłaniała kolejną wzmiankę, napisaną przez nią samą. Widząc, co napisała pół roku temu, zachłysnęła się gorącą kawą. Kaszląc odstawiła kubek na stół, próbując złapać oddech. Z drobnymi łzami w kącikach oczu, zaczęła przekartkowywać swój kalendarz, by tylko dowiedzieć się, że na najbliższe trzy tygodnie jest pusty. I niespodziewanie przypomniała sobie rozmowę z mężem sprzed sześciu miesięcy.


Sasuke wszedł do salonu, trzymając telefon komórkowy w ręku. Wolnym krokiem skierował się ku żonie siedzącej wygodnie w fotelu. W jej dłoniach znajdowała się książka medyczna, którą uważnie studiowała.
- Itachi dzwonił. Pozdrawia cię - powiedział ze stoickim spokojem, opierając się o bok skórzanej kanapy.
Sakura uniosła swój szmaragdowy wzrok z ponad książki i spojrzała na męża. Wątły uśmiech zawitał na jej twarzy.
- Co u nich? - spytała mimikując jego spokój.
- Wiedzie im się. Ale nie po to dzwonił - odparł, przyglądając się uważnie żonie, z którą tak mało czasu spędzał ostatnimi tygodniami.
Pani domu zmarszczyła brwi, powodując, iż drobne zmarszczki pojawiły się na jej czole. - Coś się stało? - spytała zaniepokojona.
Sasuke pokręcił przecząco głową.
- Nic z tych rzeczy, ale przyjadą w czerwcu nas odwiedzić na trzy tygodnie. Prosili byśmy oboje wzięli urlop, bo chcieliby spędzić ten czas z nami - wytłumaczył.
Zamknęła najnowszą książkę swojej mentorki ze studiów, w której była tak zaczytana i odłożyła ją na boczny stolik.
- Dasz radę wziąć wolne? - spytała niepewnie, doskonale pamiętając jak bardzo był zapracowany ostatnimi miesiącami. I jak dużo czasu spędzał ze swoją kochanką, zamiast z nią.
- Urlop każdemu się przyda. Nam również. Mam nadzieję, że Tsunade pozwoli ci spasować na czas ich przyjazdu.
Nie spodziewała się owych słów z jego strony. Ale była mu wdzięczna za nie. Po tej krótkiej konwersacji, Sasuke wyszedł z domu, twierdząc, że musi wrócić do biura na kilka godzin. Czekała pół nocny na jego powrót. Jednak, gdy wybiła godzina druga w nocy, położyła się spać, mając przeczucie, że był u tej drugiej. Po przebudzeniu się, jedyne co świadczyło o tym, że wrócił do domu, były jego wczorajsze ciuchy w koszu na brudną garderobę.


Kolejne ciężkie westchnięcie wydobyło się z jej krtani. Musiała przyznać, że kompletnie zapomniała o przyjeździe szwagra i jego rodziny. A także o urlopie, który wzięła wraz z mężem. Była święcie przekonana, że skoro jej te odwiedziny wypadły z głowy, to tym bardziej Sasuke zapomniał. Dumała dłuższą chwilę nad tym, jak będą wyglądać następne trzy tygodnie i czy jej mąż nadal będzie przychodził do domu, gdy ona będzie głęboko pogrążona we śnie. Najgorsze jednak w tym wszystkim był fakt, że nie dość, że lodówka była kompletnie pusta tak samo jak i spiżarnia, to na dodatek obiecała, że zaopatrzy się w łożeczko dla młodszego z dzieci, a także zabawki, by nie nudziły się podczas swego pobytu.
Ponownie złapała za kubek z kawą i ciurkiem wypiła jego zawartość. Musiała się pośpieszyć, miała więcej dzisiaj na głowie niż przypuszczała.
W biegu weszła do ich wspólnej garderoby, wyciągając pierwszą lepszą ołówkową spódnicę sięgającą jej do kolan szarego koloru. Na górę natomiast ubrała białą koszulę z delikatnym dekoltem. Podchodząc do toaletki, chwyciła za maskarę i nałożyła kilka warstw na długie rzęsy, a następnie przejechała raz delikatną czerwoną szminka po swych pełnych ustach.
Tuż przed wyjściem z domu nałożyła na nogi charakterystyczne czarne klasyczne szpilki od Louboutin’a z czerwoną podeszwą, a także chwyciła za torebkę, wcześniej upewniając się, że ma ze sobą swój kalendarz i wszystkie potrzebne klucze.


Ze względu na poranne korki, dojazd do pracy zajął jej ponad godzinę. Klnęła pod nosem, stojąc w poruszającym się żółwim tempem sznurze samochodów na Tokijskiej obwodnicy. Gdy wreszcie znalazła się na szpitalnym parkingu, dziękowała samej sobie, że opuściła dom w tak ekspresowym tempie.  Tym samym uchroniając się od spóźnienia.
Będąc na przedostatnim piętrze, gdzie znajdował się jej gabinet, czym prędzej podeszła do swojej sekretarki prosząc ją do siebie na słówko. Kobieta z uśmiechem na twarzy, wykonała prośbę przełożonej. Sakura weszła do gabinetu z małym hukiem ściągając szpilki i rzucając je pod ścianę; torebkę natomiast zawiesiła na wieszaku i wyciągnęła z niej po raz kolejny obszerny kalendarz, który po chwili znalazł się na jej machoniowym biurku.
- Masz dzieci, prawda? - spytała nieco zaspana, zasiadając na wygodnym krześle, w którym ostatnimi czasie przesiadywała długie godziny.
Sekretarka nie kryła zdziwienia pytaniem pani ordynator. - Mam córkę. - odpowiedziała Misa.
- W jakim wieku jest? - zapytała włączając w między czasie komputer.
- Ma sześć lat.
Sakura spojrzała na swoją sekretarkę w zamyśleniu, aż po chwili powiedziała: - Potrzebuję twojej pomocy, Misa.
Czarnowłosa kobieta zamrugała kilka razy, zastanawiając się, o czym jej przełożona dokładnie mówi. Pierwsze, co jej przyszło do głowy, to to, że pani ordynator neurochirugii jest w ciąży, już miała zapytać o to, gdy Uchiha postanowiła kontynuować swoją wcześniejszą wypowiedź.
- Jak widziałaś pewnie w kalendarzu, dziś szwagier z rodziną do mnie przyjeżdża. A ja nie mam nic; ani kojca, ani przewijaka, ani zabawek, mogłabym wyliczać tak bez końca, ale nie mam nawet na to czasu. Starszy ma pięć lat, a młodszy chłopczyk niecały roczek. Nie pomińmy jakże ważnego faktu, że dom nie jest w najlepszym stanie, nie wspominając już o zawartości lodówki, która wynosi minus dziesięć - wyjaśniła załamanym głosem. - Kompletnie zapomniałam o tej wizycie - mruknęła pod nosem, klnąc w myślach na samą siebie, że wcześniej nie sprawdziła kalendarza.
Misa po raz kolejny uśmiechnęła się ciepło do swojej przełożonej. Sakurze czasami się wydawało, że tej kobiecie ktoś uśmiech przykleił na superglue.
- Zadzwonię do firmy sprzątającej, tej co zawsze. Moja znajoma jest tam także kierowniczką, która na dodatek wisi mi przysługę, więc pewnie nie obrazi się, jak poproszę ją o zrobienie większych zakupów.
Sakura słysząc propozycję sekretarki, była w siódmym niebie. - Jesteś aniołem! - powiedziała zachwycona.
- Znasz mój numer karty, a także masz wszystkie czeki - dopowiedziała, na co Misa skinęła potwierdzająco głową.
- A jeśli chodzi o rzeczy dla dzieci, mogę pozarezerwowywać najpotrzebniejsze przedmioty z pobliskiego sklepu i może pani je później odebrać - zaproponowała.
Różowowłosa jednak pokręciła głową. - Zrób dokładną listę. Sama się przejdę i wybiorę coś dla nich. To byłoby tyle na teraz.
Misa skinęła, a następnie opuściła gabinet przełożonej.
Sakura zaczęła przeglądać teczki pacjentów, jakie zostały jej pozostawione po wczorajszym obchodzie. Ku jej uciesze, stan dziewięciu osób podlegających pod jej nadzór był dobry, nie wymagający żadnej interwencji. Także była wolna niemalże do czasu, aż Tsunade wpadnie ze swoją zaplanowaną wizytą. Nie chcąc tracić czasu, wyciagnęła ostatni inwentraż medykamentów zrobiony przez pielęgniarki w zeszłym tygodniu i zaczęła akceptować każdy zakup, od czasu do czasu zwiększając ilość. Chciała mieć pewność, iż nim pójdzie na swój trzy tygodniowy urlop, zostawi oddział w stanie idealnym. Wątpiła jednak, że zdoła przez ten czas nie przyjść choć raz do szpitala, na małą kontrolę. No może dwa, albo pięć pomyślała z westchnięciem.
Po dłuższej chwili, spojrzała na zegar wiszący na ścianie - wybiła godzina jedynasta - i nie wiedząc czemu, od razu pomyślała o mężu. Nie potrafiła wyobrazić sobie jak będą wyglądać kolejne dni i czy rzeczywiście Sasuke także wziął urlop. To, co ją najbardziej niepokoiło, było dogłębne przekonanie, że i on zapomniał o wizycie własnej rodziny.
Niepewnie nacisnęła na intercom w stacjonarnym telefonie i złapała za słuchawkę, chcąc po raz kolejny poprosić Misę o przysługę.
- Tak, pani Uchiha? - spytała.
- Proszę, połącz mnie z kancelarią mojego męża - powiedziała dość niepewnym głosem. Zawsze mogła poprosić, by to jej sekretarka przekazała Sasuke informację, ale z drugiej strony chciała mieć pewność, że usłyszy to od niej samej.
- Już łączę - odparła.
Sakura czekała cierpliwie przy słuchawce, musiała przyznać, że dawno nie dzwoniła do niego. On zresztą do niej też. Po dość krótkiej chwili, telefon po drugiej stronie został odebrany.
- Biuro pana Uchihy, słucham - usłyszała.
Słysząc głos starszej kobiety, Sakura uśmiechnęła się pod nosem. Doskonale wiedziała z kim rozmawia. Od samego początku kobieta przypadła jej do gustu. Była pracowita i życzliwa, tak samo jak jej Misa.
- Witaj Chiyo, tu Sakura. Potrzebuję jak najszybciej skontaktować się z mężem. Jeśli możesz przełącz mnie do niego - powiedziała ciepłym tonem.
- Witam pani Sakuro - odparła kobieta wesoło. Jakby szczerze cieszyła się, że słyszy głos żony swego szefa. - Chętnie bym to zrobiła, ale niestety Sasuke jest na spotkaniu i nie kazał łączyć żadnych rozmów, dopóki nie skończy - dopowiedziała, tym razem zmieszana. Brzmiała, jakby rzeczywiście przykro jej było z tego powodu.
Różowowłosa wydobyła z siebie lekkie westchnięcie. - O której mniej więcej skończy? - spytała ze stoickim spokojem.
- Podejrzewam, że za godzinkę, może dwie. Ciężko określić - usłyszała.
Sakura wykrzywiła usta w grymasie. Mniej więcej w tych godzinach miała wizytę Tsunade, a nie chciała przeprowadzać rozmowy z mężem przy niej. Wystarczy już, że jej przełożona wystarczająco martwi się o jej rozpadające się małżeństwo.
- Będę zajęta - odparła, jednak nie zamierzała na tym kończyć rozmowy z sekretarką męża. - Wiem, że zabrzmię teraz jak zwykła suka, ale proszę cię byś wyciągnęła go stamtąd na dwie minuty. Jeśli powie, że oddzwoni do mnie, to przekaż mu, że wiem, że tego nie uczyni, bo nigdy nie oddzwania. Powiedz mu także, że jeśli zaraz nie odbierze ode mnie tego cholernego telefonu to obiecuję mu, że sama tam przyjadę i wejdę siłą na to spotkanie. Nawet ochroniarze mnie nie powstrzymają. Możesz mu mnie zacytować. - Nie wiedziała kiedy złość zdążyła ją ogarnąć, nie potrafiła się opanować. Słowa niekontrolowanie wypłynęły jej z gardła.
- Nie ma problemu. Spróbuję zrobić co w mojej mocy i nie martw się, na pewno przekażę, to co powiedziałaś. - Sakura miała wrażenie, że kobieta uśmiecha się do niej serdecznie przez słuchawkę.
- Dziękuje - odpowiedziała o wiele spokojniej.
Czekając, aż Sasuke odbierze, czuła jak jej dłonie zaczęły się niemiłosiernie pocić. Nie miała pojęcia, dlaczego tak się denerwowała przed rozmową z mężem. Może dlatego, że nie miała z nim kontaktu od dłuższego czasu? A może dlatego, że obawiała się usłyszeć głos innej kobiety w tle. Ciężkie westchnięcie wydobyło się z jej krtani. Paznokciami zaczęła stukać o solidny blat biurka, zaczynając niecierpliwić się. Nie miała wątpliwości co do słów Chiyo, była przekonana, że kobieta przekaże Sasuke, każde nawet najmniejsze jej słowo. Kątem oka zerknęła na zegar - minęło już pięć minut, od jej rozmowy z sekretarką. Nagle wiedziała, że słuchawka, po drugiej stronie została podniesiona. Słyszała jego równomierny oddech. Odebrał i to szybciej niż mogłaby się tego spodziewać. Przypuszczała, iż będzie kazał jej czekać co najmniej pół godziny, a i tak później wymyśli jakąś wymówkę, aby z nią nie rozmawiać. Miała wątpliwośći czy rzeczywiście odbierze od niej telefon. Owe wątpliwości właśnie zostały rozmyte.
- Sakura? - usłyszała wreszcie jego jak zawsze chłodny głos, w którym także kryła się nutka zdziwienia. Wiedziała, że nie spodziewał się telefonu od niej. - Coś się stało?
Różowowłosa przełknęła głośno zalegającą ślinę i zacisnęła dłoń, doprowadzając ją do białości.
- Nic się nie stało - odparła jak gdyby nigdy nic. - Dzwonię tylko przypomnieć ci, że dziś późnym wieczorem przylatuje twój brat ze swoją rodziną - powiedziała z fałszywą spokojnością. Nie wiedziała, jak mogłaby być spokojna po kilku tygodniach nie rozmawiania z nim.
Sasuke milczał.
Wiedziała, że jest zaskoczony jej słowami. Wiedziała, że zapomniał. Gdyby pamiętał o Itachim, skarcił by ją za bezpodstawowne przeszkadzanie mu w pracy. A tak to nie odpowiedział słowem.
- O której przylatują? - spytał po dłuższej chwili ze swoją oschłością.
- Ich samolot ląduje tuż przed dziesiątą w nocy na Naritę - odparła beznamiętnie. Skoro on może być dla niej nieczuły, to ona dla niego też.
- Odbiorę ich, a potem przywiozę do domu.
Sakura uniosła brwi w zdziwieniu, niespodziewając się takiej odpowiedzi z jego strony. Jeśli miałaby obstawiać, co powie, stawiałaby raczej na zdanie w stylu “Nie zdążę. Odbierz ich jeśli możesz.” Jednak to, co najbardziej w nią uderzyło był fakt z jaką łatwością wypowiedział słowo “dom”.
- Jesteś pewien? - spytała, chcąc upewnić się, że wie na co się zgadza.
- Tak. To mój brat - powiedział ze swoim stoickim spokojem.
Zielonooka wbiła paznokcie w zaciskającą dłoń, tak bardzo pragnęła odpowiedzieć, że ona jest jego żoną. Tylko czemu przestał ją traktować jak na męża przystawało?
Po raz kolejny nastała pomiędzy nimi krępująca cisza, jak za czasów studenckich.
- Sakura...? - spytał z dziwną, wręcz niepasującą do niego niepewnością.
- Tak? - zapytała drżącym głosem, a serce przyśpieszyło. Czyżby uświadomił sobie jaki dziś był dzień? Albo, że następne trzy tygodnie mają spędzić w radosnej rodzinnej atmosferze, udając zgodne małżeństwo?
Słyszała jego jakże ciężkie westchnięcie przez słuchawkę.
- Nie, nic - powiedział. - Wybacz, muszę kończyć mam ważne spotkanie.
- Ja też muszę iść na operację, a późnie również mam spotkania. - skłamała, ale nie chciała być gorsza. Miała wrażenie, że Sasuke skina właśnie głową, jak to miał w zwyczaju robić.
- W takim razie, do... do zobaczenia w domu - dodał niespodziewanie, powodując, iż rozluźniła nerwowo swą dłoń.
- Tak. Do zoba... - sygnał się urwał - ...czenia. - Rzuciła słuchawka w złości, gdy zorientowała się, że nie dał jej nawet dokończyć.


~***~


Całe spotkanie nie potrafił się skupić na sprawach zawodowych. Cokolwiek powiedział jego klient, wpadało jednym uchem i wypadało drugim. W głowie cały czas analizował rozmowę, jaką odbył z żoną półtorej godziny temu. Czarne pióro delikatnie przewracał w dłoni, udając, że skrupulatnie przysłuchuję się długiemu monologowi swojego długoletnigo klienta. W  rzeczywistości jednak  jego myśli były oddalone hen, hen daleko.


W połowie ważnej rozmowy rozległo się głośne pukanie do sali konferencyjnej, po czym Chiyo pewnym krokiem weszła do środka. Trzy pary oczu zwróciły się ku niej z pytąjącym spojrzeniem.
- Prosiłem, by nam nie przeszkadzano - powiedział spokojnie, aczkolwiek wiedział, że kobieta rzadko kiedy w jakikolwiek sposób się mu sprzeciwała. Zazwyczaj była posłuszną sekretarką, doskonale pilnującą jego interesów.
- Wiem, przepraszam - odpowiedziała ze skruchą. - Jednak pańska żona nalega na rozmowę - wyjaśniła spokojnie.
Jego brwi powędrowały ku górze, nie spodziewając się usłyszeć owych słów. Sakura nie miała w zwyczaju dzwonienia do niego w czasie pracy. Z resztą ona jako ordynator oddziału neurochirugii potrafiła zrozumieć brak możliwości odebrania telefonu.
- Niech poczeka. Mamy tu pilne sprawy do omówienia - wtrąciła niespodziewanie jego asystentka.
Sasuke od razu posłał jej karcące spojrzenie, by się nie odzywała.
- Przekaż jej, że oddzwonię, jak skończę - odparł ze spokojem, sądząc, że to zakończy przerwę w spotkaniu.
Ale Chiyo nie była zbyt długo cicho.
- Przewidziała to i kazała przekazać, że wie, że tego nie uczynisz. Prosiła również bym zacytowała jej słowa... - zaczęła pewnym siebie głosem, po czym odchrząknęła, jakby przygotowywała się do długiego przemówienia. - ... “Jeśli powie, że oddzwoni do mnie, to przekaż mu, że wiem, że tego nie uczyni, bo nigdy nie oddzwania. Powiedz mu także, że jeśli zaraz nie odbierze ode mnie tego cholernego telefonu to obiecuję mu, że sama tam przyjadę i wejdę siłą na to spotkanie. Nawet ochroniarze mnie nie powstrzymają.” To były jej słowa - powiedziała z szerokim uśmiechem na twarzy, uważnie przyglądając się asystentce swojego szefa, na której twarzy pojawiła się niespodziewana złość.
- Przepraszam, panie Matsumoto. Coś musiało się stać - powiedział niespodziewanie, opuszczając salę konferencyjną. Mężczyzna w odpowiedział, posłał mu porozumiemawcze spojrzenie wraz ze skinięciem - zrozumiał.
Podniósł słuchawkę bez najmniejszego zawahania, jednak niemalże od razu poczuł, jak słowa uwięzły w jego gardle. Tak dawno z nią nie rozmawiał, że nie wiedział, jak dobrać słowa. Wyczuwał, że różowowłosa wstrzymuje cały czas swój oddech, wiedząc, że odebrał. Nie zamierzał dłużej milczeć. Wypowiedział jej imię, a następnie zadał krótkie pytanie, które zmusiło go do odebrania telefonu. W końcu Sakura nie miała w zwyczaju dzwonić do niego z błahostką, gdy pracuje. On również trzymał się tej zasady, wiedząc, że jego żona w każdej chwili może próbować ratować pacjentowi życie. Zawsze twierdził, że ona ma bardziej szlachetniejszy zawód od niego i raczej nigdy nie zmieni zdania na ten temat. Usłyszawszy, że wszystko jednak jest w porządku, odetchnął z ulgą. A więc po co dzwoniła? I nagle wyjaśniła powód ich konwersacji.
Itachi.
Kompletnie zapomniał o planowanej wizycie rodziny. Przeczuwał, że Sakura musiała być święcie przekonana, że nie pamięta, inaczej by nie dzwoniła. Oświeciło go, że brat prosił ich oboje o długi urlop, by wszyscy mogli spędzić ten czas razem, zwłaszcza, że nie widują się zbyt często. W rzeczywistości nawet nie widział jeszcze najmłodszego bratanka, pomimo iż dziecko będzie miało niedługo roczek. Sakura natomiast, poleciała na prośbę jego szwagierki do Nowego Jorku, gdzie narodził się kolejny Uchiha. Już wtedy mieli problem z komunikowaniem się ze sobą. Teraz natomiast rzadko kiedy potrafili ze sobą porozmawiać. Dzisiejsza telefonicznia rozmowa była pierwszą od kilku tygodni. Na dodatek, żadne z nich nie było zbyt wylewne. Stwierdził bez kłopotu, że to on odbierze rodzinę z lotniska, a później zawiezie ich do ich wspólnego domu. Nie wierzył, że słowo “dom”, tak lekko wydobyło się z jego gardła.  
Dom to schronienie, miejsce, w którym są ukochane osoby, do których chce się codziennie wracać. Co noc wracał, gdy ona była pogrążona w głębokim, ale jakże niespokojnym śnie. Przez te noce potrafił przesiadywać na fotelu nieopodal łóżka w ich wspólnej sypialni, przyglądając się jej uważnie. Porozrzucane kosmyki włosów na poduszce, na jego poduszce. Wiedział, że kilka razy czekała na niego cierpliwie, aż wreszcie zasnęła wykończona po dyżurze w szpitalu. Jednak nie potrafił spojrzeć w jej oczy. Nie potrafił stawić czoła tej zieleni, która zaczęła przygasać z dnia na dzień. Wiedział, że ją ranił, że już ją zranił. I nie mógł znieść tej myśli.
Nie wiedząc czemu, ponownie wypowiedział jej imię, chcac jej powiedzieć, że... Nie wiedział nawet co, ale tak bardzo pragnął zepewnić ją, że wszystko będzie dobrze, żeby się już nie martwiła.
Gdy odpowiedziała drżącym głosem, oparł się o biurko. W głowie potrafił wyobrazić sobie żonę siedzącą w swoim gabinecie, wyczekującą na jego dalszą wypowiedź. Biorąc głęboki wdech, przymknął powieki na sekundę, po czym pragnął powiedzieć to, co zamierzał, gdy niespodziewanie ujrzał swoją asystenkę zbliżającą się do niego. A więc powiedział kolejną beznadziejną wymówkę.
Wiedział, że dzisiejszy dzień, zakończy się inaczej niż poprzednie. Dzisiaj będzie musiał spojrzeć w jej szmaragdowe tęczówki. I tak przez najbliższe trzy tygodnie. Pożegnał się z nią, a gdy ona to robiła, jego asystenka rozłączyła ją w połowie zdania, naciskając wystający guzik w aparacie telefoniczym.
- Pan Matsumoto się niecierpliwi - Nami odparła oficjalnym tonem.
- Nigdy więcej tego nie rób - warknął poirytowany, po czym wyminął ją i wrócił do sali konferencyjnej.
Znał Sakurę wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że gotuje się ze złości, po tym jak nie mogła dokończyć zdania. Będzie święcie przekonana, że to on się rozłączył i nie zdziwiłby się, gdyby na zakończenie rzuciła słuchawką.


Widząc, jak wreszcie jego klient zakończył swój jakże długi i nudny monolog, wstał oznajmiając, iż w najbliższym czasie odezwie się do niego z dalszymi instrukcjami, jak zamierzają rozwiązać kolejny problem, w jaki pan Matsumoto się uwikłał. I nie zwracając uwagi na pytające spojrzenie asystenki wrócił do gabinetu, przekręcając zamek, by nikt nie zdołał wejść za nim. To samo zrobił z głównymi drzwiami. Chciał mieć chwilę spokoju, którą zamierzał wykorzystać na kolejną rozmowę z żoną.
Mając nadzieję, że Sakura skończyła operację, o której napomknęła, chwycił za słuchawkę i wybrał numer do jej biura, który znał na pamięć. W tej samej chwili usłyszał, jak Nami próbuje dostać się do jego biura - bezskutecznie.
Po dwóch tonach sekretarka pracująca dla jego żony odebrała i nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, Uchiha wtrącił się jej w zdanie.
- Jest w swoim gabinecie? - spytał bez zbędnych ogródek, wiedząc, że Misa od razu będzie zdawać sobie sprawę, z kim rozmawia.
Nie mylił się.
- Pan Uchiha - usłyszał zdziwiony głos kobiety. - Niestety pani Sakura wyszła.
- Wyświadczysz mi przysługę i gdy wróci skontaktuj mnie z nią. Moja sekretarka będzie czekać na twój telefon - powiedział oficjalnym tonem, zasiadając w fotelu i luzując krawat wokół szyi. Nie wiedział, czemu tak bardzo zależało mu na tej rozmowie, po prostu raz jeszcze pragnął usłyszeć jej głos. I nie chciał zwlekać z tym do późnych godzin wieczornych, w których na pewno ją dziś spotka.
- Z tego, co mi wiadomo, to nie wróci już dziś do szpitala. A od jutra ma urlop - wyjaśniła niespodziewanie Misa.
Sasuke siedział w osłupieniu przez chwilę, w głowie analizując końcówkę ich ostatniej rozmowy sprzed prawie dwóch godzin.
- Co z operacją i jej spotkaniami? - spytał ze stoickim spokojem, pomimo iż w jego głowie toczyła się bitwa zaprzeczających sobie nawzajem myśli.
Usłyszał przez słuchawkę jak kobieta dokładnie kartkuje coś; przypuszczał, że to był kalendarz należący do Sakury. - Jedyne spotkanie na dziś, jakie miała zaplanowane jest z panią Senjuu. Powinno zacząć się za godzinę, ale w ostatniej chwili pani Sakura przełożyła miejsce spotkania, więc odbędzie się ono poza szpitalem - odpowiedziała, gdy upewniła się, że jedynie przekaże prawdę.
Sakura okłamała go.
Sasuke zacisnął pięść w złości i delikatnie zaczął nią stukać o blat biurka.
- Wiesz może, gdzie poszła? - spytał, próbując nie okazać sekretarce żony swojej wściekłości.
- Przypuszczam, że poszła zaopatrzyć się w rzeczy potrzebne dla pana bratanków - odpowiedziała życzliwie. - I niech pan się nie martwi, państwa przyjaciel jej towarzyszy.
- Jaki przyjaciel? - tym razem wycedził przez zaciśnięte zęby, nie potrafiąc dłużej się opanować. Sakura jeszcze nigdy go nie okłamała, aż do teraz.
- Pan Akasuna - powiedziała Misa.
Tyle Sasuke wystarczyło; nie chcąc dłużej wypytywać kobiety na temat żony, pożegnał się i rozłączył się.
- Przeklęty Sasori - warknął w niezadowoleniu. Nigdy nie przepadał za przyjacielem brata, zwłaszcza, iż odkąd tylko się poznali, uwielbiał kręcić się przy Sakurze, chcąc czegoś więcej. Żelazną pięścią uderzył w drewniany blat, a jego kare tęczówki spoczęły na zdjęciu śmiejącej się żony stojącym tuż przy ekranie komputera.


~***~


Nieobecnym wzrokiem spoglądała na dziecięce zabawki. Duży pojemny wózek, jaki pchała, był wypełniony przeróżnymi rzeczami z listy sporządzonej przez Misę. Miała już foteliki samochodowe dla obu bratanków, kojec dla młodszego, przewijak i masę rzeczy, które wzięła “na wszelki wypadek”, gdyby Mio przez przypadek czegoś nie wzięła albo nie zmieściło się do i tak obszernego bagaża. Kupiła również spacerówkę, którą ewentualnie można oddać z powrotem, jeśli okaże się nieużyteczna. Nie brakowało również dodatkowych butelek, plastikowych kubków na soczki i dziecięcej zastawy z tego samego tworzywa.
- Może to? - spytała czerwonowłosego mężczyzny wskazując na dużą kolejkę, którą planowała podarować najstarszemu z chłopców Itachiego.
Sasori uniósł jedną ze swych brwi.
- Przemyślałaś może, jak z tym się zabiorą z powrotem? - zapytał nie potrafiąc ukryć zdumienia. Odkąd tylko przekroczyli próg sklepu z rzeczami dla dzieci, Sakura od razu rzuciła się w wir zakupów, biorąc niemalże wszystko, co dostrzegły jej wyraziste oczy. Za każdym razem tłumaczyła się, że zamierza kupić tylko i wyłącznie rzeczy z listy sporządzonej przez jej sekretarkę, jednak zdążył zauważyć, że w rzeczywistości rzadko kiedy na nią zaglądała.
Sakura raz jeszcze przyjrzała się zabawce, zastanawiając się nad idealnym rozwiązaniem. Szeroki uśmiech ukazał się na niej twarzy, po czym odparła: - Dobra ciocia może im wszystko wysłać pocztą. - I nim Akasuna zdążył się obejrzeć, zabawka znalazła się w i tak przepełnionym wózku. Z resztą tak jak dziesięć kolejnych, na które jedynie przekręcił oczami. Wiedział, że nic w tej chwili nie było w stanie odciągnąć różowowłosej od kosztownych zakupów, a zdawał sobie sprawę, że to nie koniec.
- Jeszcze bramki bezpieczeństwa na schody - powiedział, gdy dostrzegł, jak kobieta zaczyna powolnym krokiem kierować się w kierunku kasy.
- I elektroniczne niańki! - dopowiedziała entuzjastycznie, zostawiając wózek i pobiegła w stronę odpowiedniego działu.
Sasori pokręcił z dezprobatą głową, jednak na jego ustach widniał szczery uśmiech. Uwielbiał ją taką widzieć - szczęśliwą, przepełnioną energią i cieszącą się życiem. Dawno nie widział, jak uśmiechała się tak szeroko, jak po wejściu do tego sklepu.
- Sakura, naprawdę sądzisz, że to wszystko będzie im potrzebne? - spytał, widząc jak wychodzi z alejki i niesie jeden zestaw elektronicznej niańki, a także cztery pary specjalnych barierek. - A co najważniejsze, czy zmieścisz się z tym wszystkim w samochodzie? - dopowiedział, nie mogąc powstrzymać swego śmiechu.
- Trzymaj i nie denerwuj mnie, człowieku - powiedziała zadziornie podając mu barierki. - Nie po to mam samochód terenowy - dodała swym melodyjnym głosem, wystawiając mu przy okazji język. Niespodziewanie przypomniała sobie, jak kilka lat wcześniej przechadzała się z mężem po salonach samochodowych z zamiarem wybrania odpowiedniego pojazdu mechanicznego dla niej. Musiała przyznać, że to był ciężki orzech do zgryzienia, zwłaszcza, że Sasuke nie miał zamiaru kupywać jej czegoś, w czym nie będzie bezpieczna. Pomimo iż tego nie powiedział na głos, ona wiedziała. Z resztą tak jak zawsze przeczuwała, co chodzi po jego glowie. Jednak teraz, gdy oddalili się od siebie, ciężko było jej cokolwiek stwierdzić. Kolejne ciężkie westchnięcie wydobyło się z jej krtani. Czemu to jest wszystkie tak cholernie skomplikowane? warczała w myślach.
- Sakura, wszystko w porządku? - zapytał Sasori, któremu uwadze nie umknęła nagła zmiana humoru u różowowłosej.
Uchiha spojrzała na kochanka z delikatnym uśmiechem.
- Zastanawiam się... - urwała, nie za bardzo wiedząc, jak dobrać dalsze słowa, a co najważniejsze czy powinna mu to mówić. - Po prostu nie potrafię wyobrazić sobie, jak będą wyglądać te trzy tygodnie pobytu Itachiego, Mio i dzieciaków - powiedziała wreszcie.
Sasori przeczesał dłonią gęste czerwone włosy, wypuszczając przy tym większą ilość powietrza. Nie potrafił odpowiedzić tak, by jej do siebie nie zrazić. Wiele razy powtarzał jej, że małżeństwo z Sasuke z dnia na dzień traci jakikolwiek sens. Za każdym razem przytakiwała, ale żadne słowo nie potrafiło przedrzeć się przez jej krtań. Któregoś dnia powiedziała mu o niepodpisanych papierach rozwodowych, które od dłuższczego czasu znajdują się w jej domowym biurku, zamknięte w szufladzie na klucz. Wiedział, że codziennie biła się z myślami, czy je wreszcie podpisać i odesłać do prawnika, którego znalazła po kryjomu, czy też nie.
- Odbierasz ich z lotniska? - spytał, widząc, że Sakura nie jest chętna do kolejnej rozmowy na temat jej w zasadzie nieistniejącego już małżeństwa.
Ku jego zdziwieniu różowowłosa pokręciła przecząco głową.
- On ich odbiera - odparła na podziw spokojnie.
- Widziałaś się z nim? - zapytał, nie potrafiąc kryć się ze zdziwieniem, jakie go ogarnęło. Z tego, co opowiadała wiele razy, to Sasuke nagminnie jej unikał. A żaden mąż nie powinien tego robić swojej żonie. Wiedział również, iż niemalże każdego poranka, Sakura znajdowała oznaki jego obecności. Zastanawiał się tylko, po co to robi? Po co tyle starań, by Sakura była przekonana, że nie porzucił jej na pastwę losu? W jego głowie kotłowały się tysiące przeróżnych myśli, próbujących rozgryźć tok myślenia karookiego.
- Zadzwoniłam do niego - wyjaśniła niechętnie, wprowadzając go w osłupienie. - Tak, wiem! - wtrąciła podniesionym głosem, widząc wyraz twarzy Sasoriego. - Zarzekałam się, że pierwsza tego nie zrobię, ale byłam przekonana, że zapomniał o Itachim. I miałam stu procentową rację.
Mężczyzna nie potrafił ukryć swego zdziwienia tymi słowami.
- Zapomniał o bracie?
- A żeby tylko - mruknęła pod nosem od niechcenia, przypominając sobie jaki jest dzisiaj dzień. Widząc jego pytające spojrzenie, dodała: - Osiem lat temu przygotowywałam się właśnie do ślubu - a wspomnienia zaczęły napływać do jej głowy, przejmując władzę nad wszelkimi racjonalnymi myślami.


Ino z Hinatą krzątały się przy niej od kilku godzin bez przerwy, próbując doprowadzić ją do idealnego stanu. Ona sama natomiast trzęsła się od samego ranka jak osika. Tak cholernie bała się tego dnia. Miała obawy, że jest zbyt wcześnie na taki wielki krok, jak małżeństwo w tak młodym wieku... Ale właśnie teraz stoi przed ogromnym trzyskrzydłowym lustrem w sukni ślubnej, z niedowierzaniem spoglądając we własne odbicie. Jej włosy były delikatnie spięte z tyłu, w skromnego, luźnego koka, gdzie były wplecione dojrzałe kwiaty wiśni. Kilka kosmyków, które specjalnie zostały pominięte, opadały delikatnie na jej policzki.
- Przestań się trząść - skarciłą ją Ino srogim tonem. - Próbuje ci welon przyczepić.
- Nie wiem, czy to jest dobry pomysł - powiedziała z paniką w głosie.
- Welon czy ślub? - spytała Yamanaka, zaprzestając swych czynności.
- Wszystko będzie w porządku - wtrąciła Hinata, obdarowując ją szczerym uśmiechem.
Przerażona Sakura wzięła głęboki wdech.
- Mam dwadzieścia lat, a wychodzę za mąż; boję się - podsumowała pokrótce swoje najskrytsze obawy. - A co jeśli po roku okaże się, że nie pasujemy do siebie i skończy się na rozwodzie? Albo znudzimy się sobą? Statystycznie...
- Zapomnij o statystykach, Sakura - powiedziała Hyuuga, podchodząc do przyjaciółki i obejmując ją czule. - Kochacie się, a to się liczy.
Kochała go i to bardzo.
- Muszę z nim porozmawiać - odezwała się nagle, wprowadzając przyjaciółki w osłupienie.
- Po moim trupie! - odparła Ino półkrzykiem. - Nie ma mowy, by ujrzał cię przed ceremonią w sukni ślubnej! To przynosi pecha!
Hinata przytaknęła blondynce, całkowicie się z nią zgadzając.
Jednak Sakura nie wyglądała ani nie była co do tego przekonana. Musiała z nim porozmawiać teraz, a nie, gdy powiedzą sobie sakramentalne “tak”. Wiedząc, że nic nie wskóra przez rozmowę z przyjaciółkami, chwyciła za materiał sukni ślubnej i zeszła z podwyższenia, kierując się ku drzwiom.
- Hola, hola a ty gdzie? - spytała zaniepokojona Ino, doganiając różowowłosą w ostatniej chwili i blokując jej wyjście.
- Muszę z nim porozmawiać - powtórzyła z istną desperacją w głosie. A szmaragdowe tęczówki zaczęły błyszczeć, przez niebezpiecznie zbierające się w nich łzy. - Muszę - dodała, spoglądając na przyjaciółki, które patrzyły się na nią zdezorientowane.
- Przyprowadzimy go - powiedziała Hinata, posyłając Ino porozumiewawcze spojrzenie.
- Ale będziecie rozmawiać przez uchylone drzwi. On nie może cię zobaczyć - dopowiedziała blondynka stanowczym tonem, po czym obie opuściły pokój.
Kilka minut chodziła w kółko, prawie wydeptując dziurę w podłodze. Potrzebowała z nim niezwłocznie porozmawiać, by mieć niezaprzeczalną pewność, że podejmują rozważny i przemyślany krok. Zawsze wyobrażała sobie, że ten moment nastąpi na kilka lat po studiach i ukończonym stażu w szpitalu. Nigdy nie przypuszczałaby, że będzie brać ślub w wieku dwudziestu lat. I nie, nie była w ciąży, by zdecydować się na taki krok. Była zakochana.
- Sakura...?
Ten głos. Jego głos!


- Sakura?
Głos Sasoriego przywrócił ją do rzeczywistości.
- Spytałem się, czy chcesz ten wieczór spędzić razem, skoro on nawet o tym dniu zapomniał? - powtórzył pytanie, którego za pierwszym razem nie była w stanie usłyszeć przez błądzenie w wspomnieniach sprzed ośmiu lat.
- Czemu nie - odparła z uśmiechem, wiedząc, że pewnie tuż po rozpakowaniu wszystkich zakupów jedyne, co by robiła, to z mieszanymi uczuciami wyczekiwała na przyjazd męża i rodziny. - O w pół do dziewiątej w Radissonie? - spytała z nutką szczęścia w głosie.
Nie zamierzała się łudzić, że Sasuke będzie czekał na nią z ogromną niespodzianką z okazji ich rocznicy ślubu. Wiedziała, że zapomniał, tak samo jak i zapomniał o Itachim i jej urodzinach, które były prawie trzy miesiące temu. Zachowywał się, jakby nie istniała już w jego życiu, ale nadal pojawiał się nocami w domu. A ona sama nie miała odwagi, by otworzyć szufladę biurka, wyciągnąć z niej papiery rozwodowe, a następnie je podpisać i odesłać do prawnika. Nie potrafiła tego zrobić. Nie potrafiła się zmusić. Raz o mało co tego nie zrobiła, jednak trzymając długopis w ręku nad papierami, wrzuciła je z powrotem do szuflady, a potem z hukiem wyszła ze swojego gabinetu i od tamtej pory tam nie weszła. Właśnie w obawie, że ponownie będzie zastanawiać się nad złożeniem podpisu na tak ważnych dokumentach.
Sasori przytaknął.
- To jak idziemy do kasy, czy jeszcze masz zamiar coś dorzucić do i tak przepełnionego wózka?
Uchiha wyszczerzyła się, ukazując rządek białych zębów.
- Ka... - zaczęła, jednak od razu w jej oczy rzucił się domowy pompowany basen. Czym prędzej chwyciła za obszerne pudełko, które pchała po sklepowej posadzce. - Kasa. - Powiedziała stanowczym głosem. - Zaraz jestem umówiona z Tsunade - mruknęła, spoglądając na swój zegarek.
Mężczyzna zaśmiał się pod nosem i skierował kroki wraz z wózkiem ku kasom, gdzie stały ekspedientki. Opróżnienie zapchanego wózka i upewnienie się, że niczego nie zapomnieli, zajęło im pietnaście minut.
Bip, bip, bip.
Rachunek z każdym zeskanowanym produktem wzrastał, a Sakura uważnie śledziła wzrastające cyferki. Wiedziała, że gdyby miała nadal normalne, małżeńskie relacje z Sasuke, nie ominęłaby ją reprymenda odnośnie rachunku, jednak w obecnej chwili mało ją to obchodziło. W końcu nie często widuje się z dziećmi Itachiego i Mio, z resztą jej wypłata także zostaje transferowana na ich wspólne konto.
- Państwa dzieci będą mieć niezłą frajdę, gdy zobaczą tyle ciekawych zabawek - powiedziała ekspedientka, uśmiechając się do nich obojga.
Speszona Sakura schowała twarz w gęstych włosach, chcąc ukryć zażenowanie tą sytuacją. Nie dość, że była bezdzietna, to jeszcze Sasori nie był jej mężem. Nigdy nie ukrywała chęci posiadania własnych dzieci. Prawdę mówiąc, zawsze sądziła, że w tym wieku będzie miała już co najmniej jedno i że to Sasuke będzie ojcem. A póki co nic nie zapowiadało się, że prędko zajdzie w ciąże; męża praktycznie nie miała, a dopóki nie dostanie rozwodu, nie chciała dziecka z innym. Z resztą nie była w stanie powiedzieć, czy cokolwiek czuła do Sasoriego, oprócz tego, że potrzebowała jego bliskości. Wiedziała, że zachowywała się egoistycznie i samolubnie w stosunku do niego, ale po prostu chciała czuć się przez kogoś kochana.
Jestem cholerną egoistką, warknęła wściekła na samą siebie.
Sasori także nie skomentował wypowiedzi sprzedawczyni, zwłaszcza, gdy ujrzał speszoną różowowłosą. Przeczuwał, iż nie była to dla niej miła sytuacja.
Sakura włożyła karte do czytnika, chcąc zapłacić za obszerne zakupy, gdy Akasuna kończył pakować rzeczy z powrotem do wózka. Niespodziewanie ujrzała na małym ekraniku, iż jej karta została odrzucona. Ściągnęła ze sobą brwi, zastanawiając się, co się u licha dzieje.
- Przepraszam, zły pin pewnie - rzuciła, po czym raz jeszcze zaczęła wbijać odpowiednie cyferki, aczkolwiek cały czas nie potrafiła oprzeć się przeczuciu, że coś jest nie tak. I widząc, jak ponownie jej karta nie zostaje przyjęta, westchnęła ciężko, jeszcze bardziej utwierdzając się w przekonaniu, że coś tu nie gra. Wszelakie środki na koncie były, a więc co było nie tak? Nie chcąc tracić więcej czasu, włożyła inną kartę do czytnika, tym razem jej własną, którą nie używała od bóg wie ile lat. W końcu to było jej stare konto, jeszcze na panieńskie nazwisko. Odetchnęła z ulgą, gdy po wciśnięciu pinu, karta nie została i tym razem odrzucona. Jednak caly czas głowiła się, czemu nie mogła skorzystać z ich małżeńskiego konta bankowego. Po zapłaceniu nieszczęsnego rachunku wraz z Sasorim skierowali się na podziemny parking, gdzie stał zaparkowany jej Range Rover. Z glową w chmurach zaczęła wpakowywać zakupy do bagażnika. Oczywiście nie obyło się bez złożenia tylnich foteli, by wszystko mogło się bez problemu zmieścić. Czuła na swych plecach zatroskane spojrzenie Sasoriego, który wyraźnie wyczuł, że coś jest nie tak. Ale nie zadawał zbędnych pytań i za to była mu wdzięczna.
- To co, widzimy się wieczorem? - spytał tuż po tym, jak zatrzasnął bagażnik jej samochodu.
Zmusiła się do małego uśmiechu, po czym dłonią przeczesała swoje gęste włosy.
- Tak - odpowiedziała z ciężkim westchnięciem. Nie tak wyobrażała sobie którąkolwiek rocznicę ślubu. W końcu to powinno być święto małżonków, którzy z szerokimi uśmiechami na twarzy cieszyliby się, że spędzili ze sobą kolejny cudowny rok swojego życia. A Sasuke zapomniał kompletnie o ich rocznicy i tylko cud był w stanie mu to uświadomić. Niespodziewanie w jej głowie zawitała nowa myśl. A co, jeśli nie chciał pamietać? Co wtedy? Czy to wreszcie znaczyło o zakończeniu ich i tak nieistniejącego w tej chwili małżeństwa? Gdy spojrzała na to wszystko z tej perspektywy, od razu poczuła, jak w jej oczach zaczynają zbierać się nowe pokłady łez. Pociągnęła mocno nosem i pośpiesznie zaczęła przecierać oczy, nie chcąc ponownie płakać przez niego.
Mężczyzna zbliżył się do niej, obejmując ją swymi umięśnionymi ramionami, w których już niejednokrotnie odnajdywała pociechę. Dłonią zaczął gładzić jej plecy uspokajającym gestem, szeptając co rusz kojące: - Ciii.
- Jeśli chcesz odwołać kolację, to tylko pow...
- Przyjdę - powiedziała nieobecnym głosem, spoglądając w pusty punkt. - Obiecuję, że przyjdę.
Nie chciała spędzić tych kilku następnych godzin w pustym domu, jak grzeczna żona czekając na męża, który tym razem na pewno wróci. Pytanie tylko: na jak długo? Czy po tych trzech tygodniach, w ciągu których prawdopodobnie będą starać się tworzyć obrazek kochającego się małżeństwa, wszystko wróci do teraźniejszego stanu? Czy nadal będzie unikana przez niego w tak ostentacyjny sposób? Czy on naprawdę łudzi się, że ona nie jest świadoma, iż ją zdradza, możliwe nawet, że na lewo i prawo? To wszystko tak cholernie bolało, że nie wie, co by zrobiła, gdyby nie ciepłe ramiona czerwonowłosego. Wiedziała, że czym prędzej musi doprowadzić się do porządku. Otarła nos i policzki, a następnie uśmiechnęła się do niego szczerze, po raz kolejny dziękując mu za tę chwilę otuchy.
- To co, do później? - spytała, wysilając się na radosny ton głosu, jednak wiedziała, że jego nie oszuka.
Sasori przytaknął drobnym skinieniem głowy, a następnie obdarzył ją czułym całusem w czoło, mówiącym, aby na siebie uważała i oddalił się w stronę własnego samochodu. Sakura natomiast wsiadła do pokaźnego Range Rover’a, opierając głowę o skórzany podgłówek. Przymknęła powieki, a dalsze wspomnienia sprzed ośmiu lat zaczęly ponownie napływać do jej głowy.


Słysząc jego głos nawołujący ją przez uchylone drzwi, obróciła się na pięcie i czym prędzej podbiegła do podwójnych drzwi, stając tuż przy nich.
- Sakura, coś nie tak? - spytał swym chłodnym, aczkolwiek zaniepokojonym głosem.
Wzięła głęboki wdech, zastanawiając się nad doborem słów. Wszystko było nie tak, a zwłaszcza to, że w jej sercu tliły się wątpliwości, których nie powinno tam być. Jak miała wyjść za mąż za mężczyznę, którego, owszem, kochała z całego serca, skoro coraz więcej gdybań zaprzątało jej umysł. Była na siebie wściekła za te głupie, niedorzeczne wątpliwości, które nie dawały jej spokoju.
- Ja... - zaczęła niepewnie, kładąc dłoń delikatnie na masywnych drewnianych drzwiach. - ...czy my postępujemy rozsądnie? - spytała przyciszonym głosem, próbując powstrzymać zbierający się w niej płacz.
Nie spodziewał się usłyszeć takich słów, a zwłaszcza nie dziś. Nie w dzień, w którym planowali się pobrać. Mimowolnie zaczął napierać na drzwi, chcąc je otworzyć szerzej, a najlepiej wejść do środka z zamiarem przytulenia jej i ukojenia wszelakich wątpliwości, ale ona mu nie pozwoliła. Zablokowała drzwi.
- Sakura, co ty...? -  spytał zdziwiony.
Haruno pociągnęła nosem.
- Ino i Hinata mnie zabiją, jeśli zobaczysz mnie w sukni ślubnej przed ceremonią - wytłumaczyła, domyślając się, iż przyjaciółki czychają gdzieś za rogiem, zerkając od czasu do czasu, czy przez przypadek przyszli małżonkowie nie zamierzają złamać tradycji. Jednak już po chwili usłyszała coś, czego się nie spodziewała. Sasuke krzyknął na cały korytarz, chcąc, by jak najszybciej Naruto się przy nim zjawił. Gdy ten to uczynił, Uchiha kazał mu ściągnać krawat i zakryć jego oczy, ze względu, iż on sam posiadał muszkę.
- Wpuść mnie,  mam zawiązane oczy - powiedział, naciskając dłonią na klamkę.
Sakura westchnęła ciężko, a następnie uchyliła drzwi zerkając przez drobną szparę na narzeczonego. Jego oczy rzeczywiście były zasłonięte przez krawat Uzumakiego, którego dostrzegła niedaleko z szerokim uśmiechem. Chwyciła czarnowłosego za dłoń, a następnie pomału wprowadziła go do środka, zamykając za nim dokładnie drzwi. Nie chciała, by ktokolwiek z zaproszonych gości usłyszał ich konwersację.
- Co się dzieje? - spytał zaniepokojny, stojąc po środku pokoju niczym ślepiec. Wyciągnął dłonie przed siebie, chcąc natknąć się na różowowłosą, która, miał nadzieję, była tuż obok niego.
- Odpowiedz mi na moje wcześniejsze pytanie - powiedziała z desperacją w głosie, zbliżając się do niego drobnymi kroczkami. Jej suknia szeleściła przyjemnie dla ucha, gdy tylko zrobiła jakikolwiek ruch. Będąc tuż obok niego, chwyciła go delikatnie za dłonie. - Proszę. - Ponownie poczuła, jak jej oczy napełniają się łzami.
Sasuke wyczuwając niepokojącą aurę bijącą od dziewczyny, przutulił ją do siebie.
- Nie płacz - poprosił ją i czując, że jej twarz znajduje się zaledwie kilka centymetrów od niego, na oślep ułożył dłoń na jej poliku, kciukiem ścierając łzę jaką właśnie uroniła.
- Kochasz mnie? - spytał szeptem.
Nie musiała się zastanawiać nad odpowiedzią, gdyż doskonale ją znała. Przytaknęła cicho.
- W takim razie czego się obawiasz? - ponowne pytanie wydobyło się z jego krtani.
- Że z czasem bańka pryśnie, a ty mnie zostawisz - wyjawiła mu swoją najpoważniejszą wątpliwość. Czuła, jak ramiona Sasuke zaciskają się jeszcze bardziej na jej ciele.
- Nawet tak nie mów - powiedział z udawanym spokojem, pod którym znajdował się wulkan emocji. - Nie żenię się z tobą tylko po to, by po kilku latach wnieść do sądu papiery rozwodowe. Żenie się z tobą, bo chcę spędzić z tobą resztę życia. Chcę, byś była przy mnie zawsze i wszędzie - wyszeptał jej subtelnie do ucha, a następnie złożył czuły pocałunek na jej karmazynowych ustach.


Na same wspomnienie tego dnia, łzy ponownie zaczęły pojawiać się w jej oczach. Zapewniał ją, że wszystko będzie w porządku. Robił wszystko, by uwierzyła w jego słowa. A gdy wreszcie się to stało, minęło zaledwie kilka lat, a jej wątpliwości sprawdziły się w pełnej okazałości. Jednak do tej pory nie była w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy żałowała, iż równo osiem lat temu złożyła przysięge małżenską. Był okres, gdzie dumała i zastanawiała się gorączkowo, czy jeśli namówiłaby go do wstrzymania się ze ślubem bądź też przełożeniem daty o rok, może dwa, czy wszystko teraz wyglądałoby zupełnie inaczej? Gdy teraz o tym wszystkim pomyślała, mogła bez problemu odpowiedzieć, że nie żałowała tych lat spędzonych z Sasuke. W końcu człowiek uczy się cały czas i to na własnych błędach. Jedyne, czego żałowała w tej chwili, to tego, iż nie była w stanie odważyć się podpisać papierów rozwodowych.
Pokręciła głową, odrzucając wszelkie myśli na bok. To nie był odpowiedni czas na przypominanie sobie przeszłości. Miała jeszcze służbowe spotkanie z Tsunade, nie wspominając już o rozpakowaniu dziecięcych zakupów z samochodu. Na dodatek wiedziała, że to na nią spadnie brzemię latania po domu z wkrętarką, by zamocować barierki w domu. W końcu Sasuke w ich czterech kątach nie zastanie, tego była w stu procentach pewna.
- Poradzę sobie sama. Wkrętarka nie jest mi straszna - powiedziała hardo, odpalając silnik samochodu.
Dojechanie do kawiarni, w której spotykała się dzisiejszego popołudnia ze swoją przełożoną, zajęło jej niecałe dzisięć minut. Tsunade czekała już na nią przy skromnym stoliku, popijąc świeżo parzoną kawę. Niemalże od razu przeszły do spraw szpitala, który ostatnimi laty coraz lepiej funkcjonował. Na dodatek szykowało im się kolejne sympozjum, które Tsunade chciała, by to Sakura poprowadziła.
- Nie nadaję się - wtrąciła, będąc jakże pewna swych słów.
W odpowiedzi pani Senjuu posłała jej pobłażliwe spojrzenie.
- Wystarczy, że wywołałaś nie mały skandal w całym środowisku lekarskim, nominując mnie na ordynatora neurochirugii - skwitowała, zatapiając karmazynowe usta w gorącej czekoladzie. - Mam ci przypomnieć, jak zostałam nazwana “kobietą przed trzydziestką bez jakiegokolwiek doświadczenia na to stanowisko”? - spytała z uniesionymi brwiami.
Tamte dni nie były dla niej pod żadnym względem przyjemne. Nie dość, że była zaskoczona niespodziewanym awansem, to niemal wszyscy współpracownicy zaczęli wytykać ją palcami. Wiedziała, że gdyby Tsunade w rzeczywistości była mężczyzną, niejednokrotnie zostałaby posądzona o “awans przez łóżko”, jednak, ku jej zadowoleniu, ominęło ją to.
- Miałaś i masz moje kompletne zaufanie. Minęły dwa lata, w których cała lekarska śmietanka przekonała się, iż dokonałam trafnego wyboru - powiedziała ze stoickim spokojem, uważnie przyglądając się różowowłosej. - Sympozjum odbędzie się za pół roku, więc masz czas na przygotowanie się do niego. Wszystkie detale wyślę ci na e-mail. Gdybyś miała jakieś pytania, bądź potrzebowała pomocy wiesz gdzie mnie szukać - dopowiedziała. - A tak w ogóle, co tam u ciebie? Sasuke...? - urwała zastanawiając się jak ma sformuować dalszą część pytania. Doskonale zdawała sobie sprawę z kłopotów, jakie przechodziło od jakiegoś czasu małżeństwo Uchiha.
- Wszystko bez zmian - szepnęła nieobecnym głosem, bełtając łyżeczką w kubku z resztkami gorącej czekolady. - A nawet gorzej... - mruknęła niechętnie, przypominając sobie sytuację ze sklepu.
Tsunade zmarszczyła delikatnie brwi, a jej wzrok nieco wyostrzył się.
- Co masz na myśli? Czyżby przestał już wracać do domu całkowicie? - spytała.
Sakura pokręciła przecząco głową.
- Moja karta została zablokowana. Robiłam zakupy z Sasorim dla dzieciaków, a przy kasie za każdym razem karta była odrzucana. Gdybym nie miała ze sobą starej karty z własnymi oszczędnościami, chyba spaliłabym się ze wstydu - wyjaśniła z grymasem na twarzy. Nie miała pojęcia, co ma myśleć o tej sytuacji. Karta czy też chip nie mogły być popsute, gdyż akurat tą kartę dostała miesiąc temu, ponieważ stara straciła datę ważności. Używała ją dzień w dzień. Ba! Wczorajszego wieczoru zapłaciła u chińczyka za kolację, a dziś ujrzawszy tylko słowa “transakcja odrzucona”, wiedziała, że coś jest nie tak. A innego wytłumaczenia niż zablokowanie karty przez Sasuke nie dostrzegała na horyzoncie.
Tsunade, czytając w jej myślach, powiedziała hardo:
- Idź do niego teraz i poproś o wyjaśnienia. Staw mu wreszcie czoła, Sakura. Nie możesz ciągle udawać, że wszystko jest w porządku. Te trzy tygodnie będziecie zachowywać się jak szczęśliwe małżeństwo? To jest chore.
Ciężkie westchnięcie wydobyło się z krtani różowowłosej. Wiedziała, że jej przełożona ma całkowitą rację. Nie może zachowywać się tak w nieskończoność. Ale z drugiej strony, bała się konfrontacji. Tak samo jak i bała się dzisiejszego wieczora, gdy będzie musiała stanąć z nim twarzą w twarz. Jednak Tsunade rzuciła solidnym argumentem, któremu nie potrafiła zaprzeczyć - to wszystko było chore.
- Jeżeli nie pojedziesz do niego zaraz i nie wyjaśnisz z nim kilku spraw, uwierz mi, zadzwonię do Yamanaki i Hyuugi. A mogę się założyć, że ta pierwsza, gdy tylko usłyszy, co się dzieje w twoim małżeństwie, wsiądzie do pierwszego samolotu do Tokio - zagroziła Tsunade, spoglądając ostro na różowowłosą.
Uchiha wydęła policzki, gdy tylko usłyszała groźbę przełożonej. I tym razem to Tsunade zagrała asem, wiedząc, iż ona nie pisnęła słowem przyjaciółkom na temat jej obecnej sytuacji. Tak samo, jak bała się reakcji Sasuke na zbliżającą się konfrontacje, tak samo bała się reakcji Ino i Hinaty, gdyby dowiedziały się, że jej idealne małżeństwo, nie jest takie wcale idealne, jak wszyscy wokół sądzą.
- Zajadę do kancelarii po drodze do domu - mruknęła, rozsiadając się wygodniej na krześle. - Masz rację, lepiej to załatwić przed przylotem Itachiego, który wraz z rodziną powinni być już w powietrzu - dopowiedziała, spoglądając przez duże kawiarniane okno na tokijskie uliczki i przechadzających się po nich ludzi. Jej uwagę przykuła wesoła czteroosobowa rodzina, która wyraźnie cieszyła się z możliwości spędzenia czasu razem. Na każdej z twarzy znajdował się szeroki uśmiech. Oh, jak bardzo im w tej chwili zazdrościła.
- Wiedziałam, że wychodzę za mąż za szybko - szepnęła rozżalona, przenosząc wzrok z powrotem na swoją przełożoną. - Miałam przeczucie, że powinnam zaczekać, ale on mnie zapewniał, że wszystko będzie w porządku - powiedziała wyraźnie zasmuconym głosem.
Tsunade chwyciła dłonie różowowłosej.
- Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, Sakuro - wtrąciła pocieszająco. - Musisz wziąć się w garść i najpierw spróbować z nim dojść do porozumienia, jeśli to nic nie da, nie zwlekaj z podpisaniem papierów rozwodowych. W obu przypadkach zwlekanie tylko pogarsza sprawę.
Sakura westchnęła ciężko, a na jej twarzy zawitał grymas. Wolałaby pierwszy wariant, aczkolwiek nie potrafiła wyobrazić sobie, jakby to wyglądało. W końcu oboje mieli kogoś na boku, na dodatek do dzisiejszego dnia nie odezwali się do siebie przez kilka długich tygodni. Nie wspomniając już o ich chłodnych stosunkach. Wiedziała, że spędzenie kolejnych trzech tygodni razem, udając szczęśliwą rodzinkę, będzie niemożliwe. Żadne z nich nie posiadało wystarczającego talentu aktorskiego, żeby móc oszukać Itachiego i Mio.


Tak jak powiedziała, tak też zrobiła. Po skończonym spotkaniu z Tsunade, w drodze do domu, podjechała pod kancelarię Sasuke. Zaparkowała auto naprzeciwko pnącego się w nieboskłon pokaźnego wieżowca, których w rzeczywistości roiło się w bogatej okolicy. Po przejęciu firmy od ojca Sasuke był w stanie postawić ją na nogi, powodując, iż w ciągu zaledwie kilku lat stała się jedną z najlepiej prosperujących kancelarii prawnych w kraju, zajmujących się niemalże każdą sprawą. Dobrej passie służył jeszcze fakt, że jej mąż nie przegrał ani jednej sprawy, sprawiając, iż stał się jednym z najbardziej porządanych i opłacalnych prawników w całej Japonii. Jednak ona oddała by wszystko, by Sasuke stał się taki jak kiedyś, by powrócił do bycia sobą. Chwilowo odrzucając na bok wątpliwości, wyszła z samochodu i, ściskając mocno torebkę, skierowała się na przejście dla pieszych, z którego od razu zwróciła swe kroki ku drzwiom obrotowym. Przechodząc przez nie przystanęła na chwilę, zastanawiając się, czy jak zwykły człowiek ma podejść do recepcji prosząc o przepustkę, czy też jak za dawnych starych czasów skierować się ku bramkom, przez które była przepuszczana bez żadnej formy identyfikacji. Chcąc sprawdzić czy tak samo jak karta, jej wejście do biura będzie zablokowane, zaczęła iść pewnym krokiem w stronę bramek, przy których stała dwójka ochroniarzy. Jednego z nich pamiętała, drugi natomiast był dla niej nowością. Zresztą ponad rok nie stawiła kroków w tym budynku. Będąc niecały metr od nich widziała, jak nowy otwiera już swoje usta, jednak został uprzedzony przez swojego kolegę, który przywitał się z Sakurą skieniem głowy, a następnie powiedział odblokowując bramkę, by mogła przejść bez problemu.
- Witam, pani Uchiha.
Sakura w odpowiedzi posłała mu szczery uśmiech i wyminęła ich, życząc im miłego dnia.
- Siostra? - usłyszała za sobą, zdziwione pytanie nowego nabytka firmy ochroniarskiej.
- Nie siostra - zaprzeczył starszy mężczyzna. - Żona. Żona szefa - dopowiedział poważnym głosem, a na jej twarzy wysunął się mimowolnie uśmiech zadowolenia. Jeszcze jest ktoś na tym świecie, kto nie przekreślił ich małżeństwa. Może jednak jest światełko w tunelu?
Wchodząc do jednej z trzech pokaźnych wind, od razu nacisnęła przycisk ostatniego piętra, na którym znalazła się w przeciągu kilku minut. Gdy metalowe drzwi rozsunęły się, wzięła głęboki wdech, powtarzając w głowie niczym mantrę, że da radę i stawi mu wreszcie czoła, jak powinna już to dawno zrobić. Pewnym krokiem zmierzała z głową uniesioną wysoko ku recepcji, gdzie z dala widziała siedzącą Chiyo wpatrzoną w ekran komputera. Mijała przeróżnych ludzi, wszystkich ubranych w garnitury, nie znała praktycznie nikogo z nich. Jednak wiedziała, że przykuła ich zainteresowanie, zwłaszcza, że nigdzie nie widniała jej przepustka, którą jako zwykły człowiek powinna dostać. Z szerokim uśmiechem na twarzy podeszła do biurka sekretarki męża, witając się z nią.
- Hej, Chiyo.
Starsza sekretarka uniosła głowę w zdziwieniu, słysząc głos pani ordynator.
- Co za kolejna miła niespodzianka z pani strony - powiedziała rozradowana.
- Już ci mówiłam wiele razy, byś mówiła mi po imieniu - stwierdziła przysiadając delikatnie na krawędzi biurka.
- Pamiętam, Sakuro. Jednak nadal pozostajesz panią Uchiha i wątpie, by pański mąż był zadowolony z tego powodu - zaargumentowała sekretarka i od razu posłała karcące spojrzenie przechodzącym młodym starzystom. - Nie macie co robić, tylko szwendać się po ostatnim piętrze? - spytała, mierząc każdnego z nich z osobna.
- Wow, jest pani żoną szefa? - spytał jeden z nich, kompletnie ignorując Chiyo.
- Gówniarze, zaraz mnie popamiętacie - powiedziała zdenerwowana, wstając od biurka.
Sakura zachichotała pod nosem, po czym uśmiechnęła się do sekretarki męża.
- Spokojnie Chiyo. - Swój wzrok następnie przeniosła na małolatów, którzy bacznie się jej przyglądali. - Tak, tak sie składa, że jestem jego żoną - powiedziała z rozbawieniem.
- Nie chwalił się, że ma taką żone. A powinien, oj, powinien - odparł jeden z nich.
- No już, smarkacze, wracać mi do swoich zajęć, bo inaczej powiem szefowi, że podrywacie jego żonę, a wątpie by był zadowolony z tego powodu! - powiedziała podniesionym głosem starsza kobieta.
Pomimo iż sytuacja nie była dla niej całkowicie komfortowa, nie potrafiła powstrzymać się od perlistego śmiechu. Dwójka nastolatków, którym jakimś cudem udało dostać się na staż do kancelarii Sasuke, zrobiła naburmuszone miny i oddaliła się w kierunku wind.
- A jeśli chodzi o mojego męża, to jest u siebie? - spytała niepewnie, biorąc wcześniej głęboki wdech.
Chiyo jednak w odpowiedzi pokręciła głową.
- Pojechał do sądu załatwić kilka spraw - wyjaśniła.
Sakura napowietrzyła policzki, wiedząc, ile zajęło jej zebranie odpowiedniej ilości odwagi, by postawić tu swoją nogę, a jego nie ma.
- Ale wydaje mi się, że zaraz powinien wrócić, jak pa.. chcesz, to możesz poczekać na niego w gabinecie - dopowiedziała z uśmiechem na twarzy. - Ja niestety muszę iść i skserować stertę papierów, a następnie wszystko odpowiednio posegregować, więc nie będe mogła ci towarzyszyć.
Rożowowłosa przytaknęła i zaczęła kierować się ku gabinetowi Sasuke, jednak bedąc już przy drzwiach zatrzymała się i jeszcze raz spojrzała na sekretarkę męża.
- Nie mówił może, czy ostatnio były jakieś problemy z naszym bankiem?
- Z tego co mi wiadomo, to nic takiego nie miało miejsca - odpowiedziała, biorąc do ręki kilkanaście grubych teczek. - Ale jeśli był jakiś kłopot, to wydaje mi się, że Nami na pewno powinna o tym wiedzieć. To ona się babra w takich rzeczach - dopowiedziała niechętnie, a na imię kobiety wyraźnie skrzywiła się.
Sakura zmarszczyła brwi, nie mając kompletnego pojęcia, o kim Chiyo mówi.
- Nami? - spytała zdawkowo.
- Asystentka pani męża.
Musiała przyznać, że nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Z tego, co jej było wiadome, Sasuke nie miał asystenki, a gdy ona mu proponowała, by kogoś zatrudnił, wręcz twierdził, że nikogo takiego nie potrzebuje. Pytanie “od kiedy?” siedziało jej na języku, jednak zamiast je wypowiedzieć, skinęła i weszła do gabinetu. Oparła się o drzwi, dokładnie przyglądając się wnętrzu, w którym od jej ostatniej wizyty praktycznie nic nie uległo zmianie. Wolnym krokiem zaczęła kierować się ku solidnemu biurku, jakie znajdowało się przy wysokim panoramicznym oknie tuż naprzeciwko drzwi. Opuszkami palców delikatnie przejechała po mahoniowym blacie, przechodząc na drugą stronę biurka. Znużona tym wszystkim, usiadła na jego skórzanym fotelu, wbijając wzrok na widok drapaczy chmur za oknem. Zastanawiała się nad reakcją Sasuke, gdy wróci do pracy i ujrzy ją wyraźnie na niego czekającą. Nigdy jeszcze nie zdarzyło jej się czekać na niego w taki sposób. Paznokciami zaczęła stukać o kolano w wymyślonym przez siebie rytmie. Przez jej głowę zaczęły przechodzić przeróżne myśli zwiazanę z obecną sytuacją. Przeklinała pod nosem swoją przełożoną, przez którą, zamiast montować bramki w domu, siedzi i czeka na Sasuke w jego gabinecie.
Czekała i czekała, bez przerwy wpatrując się w budynki za oknem. Westchnęła ciężko, a następnie obróciła się z krzesłem w stronę biurka, chcąc pobazgrać coś na papierze dla zabicia czasu. W końcu ile można czekać? Gdy zaczęła odgarniać papiery Sasuke na biurku w poszukiwaniu jakiejś czystej kartki, dłońmi uderzyła o coś metalowego. Odkładając sterte papierów na bok, zastygła w miejscu, a trzęsącymi się tęczówkami spoglądała na ramkę ze zdjęciem. Przełknęła głośno zalegającą ślinę, nie potrafiąc oderwać spojrzenia od własnego zdjęcia, zrobionego cztery lata temu na ich wspólnych wakacjach w Meksyku. Nigdy nie wiedziała, że Sasuke zrobił duplikat, który trzymał w biurze. Nic nie powiedział. Wyciągnęła drżąca dłoń i chwyciła nią za metalową ramke. Nie sądziła, że kiedykolwiek znajdzie własne zdjęcie w jego posiadaniu, a, co ważniejsze, w jego gabinecie. Jej myśli stały się z sekundy na sekundę puste, w końcu nie miała pojęcia, co ma o tym wszystkim sądzić. Od tygodni unika ją dniami i nocami, jakiekolwiek rozmowy również ledwo co się ze sobą kleją, a teraz znajduje własne zdjęcie pod kilkoma papierami z dzisiejszą datą. Poczuła niesamowite ukucie w serce, jakby ktoś właśnie próbował przebić je igłą. Odłożyła ramkę z powrotem na biurko, a twarz oparła na dwóch zaciśniętych w pięści dłoniach, uważnie przyglądając się zdjęciu.
Niespodziewanie drzwi do gabinetu otworzyły się.
Przestraszona Sakura uniosła głowę wyżej, spodziewając się Sasuke, który najprawdpodobniej spoglądałby na nią teraz z ogromnym zdziwieniem. Jednak to nie on wszedł do gabinetu. Szmaragadowymi tęczówki wpatrywała się w wysoką kobietę, która spoglądała na nią z równym szokiem.
- Kim jesteś? - warknęła nieprzyjemnie blondynka, wchodząc wgłąb gabinetu.
Sakura oparła się wygodnie w krześle Sasuke, jakby od samego początku należało ono do niej. Z uniesioną wysoko głową splotła ramiona na klatce piersiowej, a jej brew niekontrolowanie uniosła się.
- O to raczej ja powinnam się spytać Ciebie - powiedziała spokojnym, lecz oficjalnym głosem.
Nieznana Sakurze kobieta z wściekłością wypisaną na twarzy zrobiła kilka kolejnych kroków w jej kierunku.
- Pokaż mi swoje akredytację, albo wzywam ochronę - rozkazała.
Kolejny perlisty śmiech wydobył się z krtani różowowłosej.
- Takowych nigdy nie dostałam i raczej nie dostanę, gdyż mój mąż nigdy nie chciał, bym musiała pokazywać za każdym razem jakąś głupią plakietkę. Zamiast tego kilka lat temu wszystkim pracownikom przedstawił mnie i kazał doskonale zapamiętać moją twarz, bo inaczej, ku mojemu niezadowoleniu zostaliby zwolnieni - Jej głos emonował spokojnością, co nawet ją samą zaskoczyło, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. - A teraz poproszę o twoje akredytację, bo inaczej to ja zadzwonię po ochronę - dopowiedziała, łapiąc dłonią za telefon na biurku Sasuke.
Na twarzy blondwłosej zawitał grymas wyraźnego niezadowolenia, gdy tylko zorientowała się, z kim właśnie rozmawia.
- Więc? - ponaglała ją Uchiha.
Kobieta mruknęła coś pod nosem, a następnie ze swojej marynarki wyciągnęła przepustkę na smyczy i rzuciła ją Sakurze na biurko.
Żona Sasuke spojrzała na plastikową karte, gdzie widniały dane kobiety, jej zdjęcie, a także kod kreskowy. Widząc jej imię, Sakura przygryzła delikatnie wargę.
- A więc, Nami dobrze się składa, że tu jesteś, gdyż powiedziano mi, iż ty możesz mi wyjaśnić moje problemy z płatnością kartą bankową - powiedziała, wstając z fotela i zaczęła krążyć po gabinecie. - Zwłaszcza, że karta jest nowa, a konto wspólne - skwitowała, przyglądając się licznym książkom na drewnianych regałach. Zdawała sobie sprawę, że może trochę przesadzać w obecnej chwili, jednak miała nieprzyjemne przeczucie, co do asystenki męża.
- Zostało mi zlecone przejrzenie wszystkich transakcji i sprawdzić nieścisłości, które natomiast miałam rozwiązać i tak też zrobiłam - odparła zuchwale.
Sakura zastygła na chwilę w miejscu, szczerze nie spodziewając się usłyszeć takich bezpośrednich słów. Tym bardziej, że niemalże przyznała jej się prosto w twarz, że zamieszanie z kartą bankową to jej sprawka.
- Chcesz powiedzieć, że zablokowałaś moją karte? - wycedziła, spoglądając na nią chłodno przez ramię.
- Nie tobie jest mi się tłumaczyć.
Różowowłosa wzięła głęboki wdech.
- Dopóki i moje zarobki lądują na tym koncie, mi też się wytłumaczysz - skwitowała. - Jeśli chcesz, możemy tu poczekać na... - nie była w stanie wypowiedzieć jeszcze jego imienia. -  ...mojego męża i przy nim możesz się wytłumaczyć, ale wiedz, że ja się stąd nie ruszę ani na krok.
Nami spojrzała na Sakurę z istną wściekłością.
- Zaraz zadzwonię do banku i wszystko odwołam - warknęła, a następnie wyszła z gabinetu Sasuke, głośno trzaskając za sobą drzwiami.
Sakura oparła się o biurko i wzieła jakieś pierwsze lepsze papiery, którymi zaczęła się wachlować, chcąc nieco ochłonąć.
- Boże, jaka ze mnie suka - mruknęła pod nosem. Jednak musiała przyznać, że była zadowolona z efektów jakże owocnej rozmowy; ponownie uzyska dostęp do środków pieniężnych na ich wspólnym koncie. Z drugiej strony, nie pasowało jej coś w tej kobiecie, co skończyło się tak chłodną konwersacją, gdzie musiała pokazać swoją wyższość, bo jakże mogłoby być inaczej. Teraz pozostawało pytanie, co z Sasuke, który lada moment powinien wrócić. Spojrzała na zegar wiszący na ścianie, który wskazywał zbliżającą się nieubłaganie godzinę czwartą popołudniu.
- Jeśli nie będzie go o pełnej godzinie, to idę - obiecała sobie szeptem, ponownie zasiadając w jego fotelu i tak jak wcześniej zaczęła przyglądać się własnemu zdjęciu.
Po pietnastu minutach wybiła czwarta i tak, jak powiedziała, chwyciła za torebkę, a następnie zaczęła kierować się ku wyjściu. Pożegnała się z Chiyo, informując ją, że nie jest w stanie dłużej czekać na Sasuke, gdyż ma też swoje zobowiązania. Będąc przy windzie, po raz kolejny spotkała stażystów sprzed godziny, którzy ponownie prawili jej komplementy. Gdy tylko metalowe drzwi rozsunęły się, weszła do windy i czekała, aż zacznie zjeżdżać w dół. Jednak gdy drzwi miały się z powrotem zamykać, ktoś wsadził teczke powodując iż ponownie się rozsunęły.
- Przepraszam - powiedział zdyszany mężczyzna, któremu wyraźnie śpieszyło się na dół.
Sakura uśmiechnęła się do niego i wpatrywała się, jak drzwi w żółwim tempie ponownie się zasuwają. Niespodziewanie jej źrenice zadrżały, widząc, jak korytarzem przeszedł jak gdyby nigdy nic Sasuke. Nagle przystanął w miejscu i zaczął obracać się w stronę windy, jakby coś przykuło jego uwagę, jednak w tej chwili metalowe drzwi zasunęły się.


~***~


Od momentu, w którym dowiedział się, że Sakura go okłamała, wściekłość targała nim na wszystkie strony, nie pozwalając tym samym normalnie funkcjonować. W głowie bił się z przeróżnymi myślami, zastanawiając się nad powodem, dla którego w tak perfidny sposób potrafiła go okłamać. Nigdy wcześniej tego nie zrobiła, a wiedział, że kłamstwo nie łatwo jej przychodziło. Powodu, dlaczego tak postąpiła, także nie potrafił wykreować. Najpierw go okłamała, a później bez zapowiedzi zjawiła się w kancelarii, co również nie było do niej podobne. Jakby stała się marionetką, a ktoś z góry pociągał za ledwo widoczne sznureczki, kierując każdym, nawet najmniejszym jej ruchem.


Przystanął w miejscu, mając dziwne wrażenie że powinien spojrzeć w bok. Nieco zdziwiony swoim zachowaniem, zaczął się obracać i nim winda się zdążyła się zamknąć, kątem oka dostrzegł kosmyk różowych włosów. Zmarszczył brwi, zastanawiajac się, czy czasami mu sie nie przywidziało. W końcu co ona by tu robiła? Nie miała żadnego powodu, by składać mu wizyte. Wznowił krok, chcąc jak najszybciej znaleźć się w gabinecie, by odpocząć trochę po nużącym dniu. Nim Chiyo, która stała odwrócona do niego plecami, zdążyła zauważyć jego obecność, wszedł niemal bezdźwięcznie do gabinetu.
Spoglądając na biurko, od razu wiedział, że coś jest nie tak. Papiery i przeróżne dokumenty leżały uporządkowane na jednej kupce, zamiast być porozrzucane chaotycznie po mahoniowym blacie. Krzesło natomiast było odwrócone w zupełnie inny sposób, niż miał w zwyczaju je zostawiać. Pośpiesznym krokiem podszedł bliżej biurka, a widząc leżące na środku blatu zdjęcie Sakury, chwycił za ramkę i zaczął zastanawiać się, czy rzeczywiście się przewidział, czy jednak wzrok wcale nie płatał mu figli. Ściskając mocniej metalową ramkę, wyszedł w pośpiechu z gabinetu.
- Chiyo, ktoś był u mnie w gabinecie? - spytał bezpośrednio.
Sekretarka podskoczyła i odwróciła się od szuflad z licznymi dokumentami, spoglądając bezpośrednio na szefa.
- Przestraszył mnie pan - powiedziała, łapiąc się za serce. - I tak, pańska żona przed chwilą tu była. Czekała na pana ponad godzinę i nie mogła dłużej czekać. Niedawno wyszła, musieliście się minąć.
Słysząc, jak długo Sakura przesiadziała w gabinecie, nie potrafił ukryć swego zdziwienia.
- Mówiła po co przyszła?
Chiyo pokręciła głową w odpowiedzi.
Powinien za nią iść. Powinien zadzwonić do ochrony i kazać im ją zatrzymać. Powinien do niej zadzwonić. Ale nie, on jak zaklęty wrócił do gabinetu, bez przerwy kontemplując nad powodem jej wizyty.


W zamyśleniu oparł twarz na zamkniętej dłoni i nieobecnym wzrokiem zaczął błądzić po talerzu. Widelcem zaczął grzebać bezcelowo w jedzeniu, jakie przed chwilą zostało im zaserwowane.
Czując czyjś dotyk na swojej dłoni, odruchowo spojrzał w czekoladowe oczy kobiety siedzącej tuż naprzeciw.
- Wszystko w porządku? - spytała zaniepokojona Nami. - Odkąd wróciłeś z sądu nie jesteś sobą. Nie wspominając już o tym, że poszedłeś tam sam, zamiast wysłać któregoś ze starzystów.
Sasuke nie odpowiedział, jedynie machnął dłonią, zbywając ją tym samym. Nie wiedział, czemu zgodził się na kolejną z rzędu kolację z kobietą, ale nim wróci dzisiejszego wieczoru do domu, chciał w spokoju przemyśleć sprawy, które od dłuższego czasu zaprzątały jego myśli. A Nami była idealną towarzyszką do błogiej ciszy. Do tego cały czas w głowie kotłowały mu się urywki rozmowy z Sakurą.
Co ja kurwa wyrabiam?!, wrzasnął niespodziewanie w myślach, gdy zaczął pomału pojmować, iż nie tu powienien się znajdować. Zamiast przesiadywać z nic nie znaczącą kobietą, powinien być teraz w domu z żoną. Jednak bał się. Bał się spojrzeć w te intensywne szmaragdowe tęczówki, które niegdyś błyszczały za każdym razem, gdy w nie spojrzał.
Swym bezuczuciowym spojrzeniem zaczął rozglądać się bez celu po ekskluzywnej restauracji, wszystko, by tylko nie nawiązać kontaktu wzrokowego ze swą asystentką. Wiedział, że na własne życzenie spartaczył swoje życie i nadal nie wiedział, dlaczego to zrobił. A teraz jak zwykły tchórz, nie potrafi spojrzeć w elektryzujące szmaragdowe tęczówki żony. Od dłuższego czasu zastanawiał się, dlaczego w ostatnim czasie popełnił tyle błędów. Przecież był Sasuke Uchiha, który nie przegrał ani jednej sprawy sądowej! Był tym cholernym skurczybykiem, któremu wszystko udawało się niemalże od razu! Był Sasuke Uchiha, który całym sercem kochał żonę i nigdy nie chciał, by było jej źle. Ale wystaczyło jedno kiwnięcie palcem. Wystraczyła jedna kobieta, której zawdzięczał swój obecny stan psychiczny i rozgarnięcie. A co najważniejsze... nie była to jego żona, nie była to Sakura.
I jak na zawołanie, dostrzegł tak dobrze znaną sobie kobietę, przechadzającą się pomiędzy stolikami. Czarna, koronkowa sukienka do połowy uda idealnie przylegała do jej ciała, a różowe włosy miała spięte w luźnego koka, którego tak często nosiła wychodząc z nim na kolacje.
Jego spierzchnięte usta rozchyliły się minimalnie w zdziwieniu, a kare tęczówki śledziły każdy jej ruch. Dostrzegając ją, stał się zaklętym człowiekiem, który nie potrafił skoncentrować się na niczym innym, jak tylko na niej. Ostatnimi tygodniami widział ją jedynie jak śpi, a teraz przechadza się pięć metrów od niego ze znikomym uśmiechem na twarzy. Tak dawno nie widział jej szczęśliwej, że zaczynał coraz bardziej żałować swojej głupoty.
Nie wiedząc nawet kiedy, wstał od stolika, pozostawiając towarzyszkę i niczym zahipnotyzowany zaczął kierować się w kierunku Sakury, która niespodziewanie zniknęła mu z oczu. Taksował spojrzeniem stoliki, chcąc odnaleźć ją jak najszybciej. Wkoło dostrzegał śmiejących się, bądź też pogrążonych w dyskusjach ludzi, ale znalezienie jej w restauracji wielkości boiska piłkarskiego, nie było czymś prostym. Po dłuższej chwili wreszcie jego kare tęczówki ją odnalazły. Siedziała obrócona do niego plecami, widział, jak jej ramiona unoszą się w śmiechu. Kieliszek z czerwonym winem przystawiła do ust, zaczynając delektować się alkoholem. Zmarszczył brwi, mając nadzieję, że nie przyjechała tu własnym samochodem. Jednak gdy tylko odchyliła delikatnie głowę w bok, jego spojrzenie spoczęło na czerwonowłosym, który od razu go zobaczył. Jego wzrok przykuł gest Sasoriego, który od razu nie przypadł mu do gustu. W końcu nie powinien trzymać dłoni jego żony w taki a nie inny sposób.
- Sasuke, co...? - szepnęła Nami, która niespodziewanie znalazła się przy jego boku. Ale widząc kobietę siedzącą nieopodal, urwała wypowiedź.
Uchiha zignorował asystenkę i z zaciśniętą dłonią zaczął kierować się ku żonie, która delektowała się kolacją ze swoim przyjacielem, którego on nie akceptował.


~***~


Widziała, jak Sasori niespodziewanie się spina, spoglądając na coś, bądź też na kogoś tuż za nią. Z uśmiechem na twarzy odstawiła kieliszek i odwróciła się, spodziewając się ujrzeć jakąś ciekawą scenkę, jednak to, co, a raczej kogo ujrzała, niemal przyprawiło ją o palpitację serca. Sasuke stał tuż za nią. Jej źrenice rozszerzyły się gwałtownie w zdziwieniu, a ciało przeszły zimne dreszcze. Kare tęczówki intensywnie przyglądały się jej, od czasu do czasu rzucając wściekłe spojrzenia ku Sasoriemu. Pomimo iż nie powiedział nic, widziała, jak jego szczęka zaciska się z każdą nowo przebyłą sekundą.
Był wściekły.
Był zdezorientowany.
Był zazdrosny.
Bała się.
Bała się jego przenikliwego chłodnego spojrzenia, jakim ją obdarowywał, jednak gdy tylko ujrzała stojącą nieopodal blondynkę, obawy przeminęły, a zastąpiły je te same emocję, które szargały karookiego.
Była wściekła.
Była zdezorientowana.
Była zazdrosna.
W kółko pytała samą siebie, co on tu robi, aczkolwiek żadna sensowna odpowiedź ją nie satysfakcjonowała na tyle, by w nią uwierzyć. Wiedziała, że nie powinno go tu być, już od jakiegoś czasu powinien być na międzynarodowym lotnisku oczekując na przylot brata i jego rodziny.
Kątem oka zerknęła na nadgarstek, gdzie znajdował się skromny zegarek z białego złota. Było w pół do dziesiątej w nocy. Z tego, co wiedziała, samolot, na którego pokładzie była ich wspólna rodzina, miał wylądować lada moment. I jakie będzie ich zaskocznie, gdy w hali przylotów nie zastaną nikogo, kto by przyjechał ich odebrać.
Spojrzała na Sasoriego przepraszającym wzrokiem, a następnie wstała od stolika tym samym ścigając jego dłoń ze swojej. Wiedziała, że czerwonowłosy idealnie rozumie zaistniałą sytuację. A także to, że Sasuke ponownie zapomniał o jakże ważnej rzeczy.
- Wybacz - powiedziała, czule całując go w policzek i nie zwracając uwagi na wściekłe kare tęczówki, które bacznie się jej przyglądały. Wzięła kopertową torebkę i spokojnym krokiem zaczęła oddalać się ku wyjściu. Lecz nim zdążyła przejść pół metra, poczuła na nadgarstku chłodną dłoń Sasuke. Szarpnął nią delikatnie, zmuszając całe jej ciało do obrócenia się o sto osiemdzisiąt stopni, gdzie ponownie natknęła się na kare tęczówki, które emonowały negatywnymi emocjami.
- Gdzie się wybierasz? - spytał hardo.
Wściekła wyrwała rękę z jego uścisku, dostrzegając kątem oka Sasoriego przygotowanego, by w kążdej chwili się wtrącić. Jednak ona pokręciła tylko głową, by nie robił tego. Nie chciała robić niepotrzebnego zamieszania w restauracji, do której uwielbiała przychodzić.
- Tam, gdzie powiedziałeś, że ty pojedziesz. Na lotnisko po Itachiego, Mio i dzieciaki - odpowiedziała z przekąsem. - A ty sobie nie przeszkadzaj, najwyraźniej towarzystwo asystentki bardziej ci odpowiada - skwitowała i nie czekając na jego ripostę, zwróciła swoje kroki ku wyjściu, tym razem o wiele szybciej. Nim odeszła, widziała, jak Sasori posyła jej zadowolone spojrzenie. Wreszcie po jego namowach, potrafiła stawić czoła Sasuke, choćby nawet przez ułamek sekundy.
Szła w stronę wyjścia na parking, nie odwracając się ani razu za siebie. Bała się, że gdy ujrzy go za sobą, nie będzie w stanie powstrzymać potoku ostrych słów. Bała się również nie ujrzeć go za sobą, gdyż miała przeczucie, że wtedy z pewnościa po raz kolejny będzie zawiedziona. Na swojej drodze mijała nowoprzybyłych gości restauracji. Przechodząc przez szklane drzwi, poczuła uderzająco chłodne wieczorne powietrze. Nie przyjmując się nieprzyjemnym uczuciem, zaczęła rozglądać się za swoim samochodem, który, jak dobrze pamiętała, znajdował się nieopodal. Widząc czarnego Range Rover’a, zaczęła szperać w torebce w poszukiwaniu kluczyków.
Czując pęk kluczy uśmiechnęła się pod nosem, a następnie wyciągając je z kopertówki nacisnęła na drobny guzik, który odblokował drzwi samochodu.
- Daj kluczyki. Ja prowadzę - usłyszała niespodziewanie, gdy naciskała już na klamkę. Jego ton nawet teraz pozostawał nieprzyjemnie chłodny.
- Potrafię sama prowadzić samochoód. Jeśli tak bardzo chcesz teraz odebrać brata, użyj własnego samochodu - stwierdziła, otwierając drzwi, które zaraz z powrotem zostały zamknięty przez mocną dłoń Uchihy.
- Piłaś. Nie pozwolę ci prowadzić - odparł, mierząc ją karymi tęczówkami.
Salwa śmiechu wydobyła się z krtani Sakury.
- Uważasz mnie za głupią, Sasuke? - spytała, po raz pierwszy od kilku tygodniu odwarzając się wypowiedzieć imię męża. - Jako prawnik doskonale wiesz, jaki jest limit odnośnie wina. A ja wypijając zaledwie kilka łyków, nie przekroczyłam go. Ba! Musiałabym wypić co najmniej dwie lampki, by to zrobić. Więc łaskawie nie praw mi kazań - skwitowała ostro, po raz kolejny próbując dostać się do samochodu. Ku jej zdziwieniu, tym razem udało się bez zbędnych przeszkód. Pośpiesznie włożyła kluczyki do stacyjki i odpaliła silnik. Naciśnęła na mały przycisk pomiędzy jej siedzeniem a pustym siedzeniem pasażera, powodując iż szyba zaczęła się rozsuwać.
- Terminal drugi - powiedziała oficjalnym tonem, a następnie wyjechała z miejsca parkingowego, kierując się prosto na lotnisko.
Będąc na autostradzie, po chwili dostrzegła w tylnim lusterku siadzącego na jej ogonie srebrnego lexusa, który należał nie do kogo innego jak do Sasuke. Wyjeżdżając z parkingu, nie przypuszczała, że tak prędko ją dogoni, jednak on również miał turbo w swoim samochodzie. Wykrzywiła usta w grymasie, a następnie stopą bardziej nacisnęła pedał gazu, przyśpieszając tym razem. Przypuszczała, że tak jak niegdyś Sasuke nie będzie zadowolony z jej szybkiej jazdy, jednak w obecnej chwili miała go gdzieś. Nie dość, że trzy miesięce temu zapomniał kompletnie o jej urodzinach,  to dziś niepamiętał o ich ósmej rocznicy ślubu, a teraz zapomniał o odebraniu brata z lotniska, pomimo iż sam to zaproponował. Z medycznego punktu widzenia zastanawiała się, czy czasami nie wysłać go na badania, by następnie móc przepisać mu stertę tabletek na zaniki pamięci. Jak bardzo chciała wierzyć w kłopoty zdrowotne Sasuke, tak doskonale wiedziała, że to zwykły mit. Kątem oka dostrzegła w tylnim lusterku, jak karooki, co rusz zmienia światła z długich na krótkie, sygnalizując tym samym, by zwolniła. Prychnęła złowieszczo pod nosem, nie mając najmniejszego zamiaru wykonywać jego komendy.
- Teraz niby się martwi - wycedziła przez zaciśnięte zęby, skupiając się na niemal pustej drodze. Stopą jeszcze bardziej naparła na pedał gazu i zaczęła zmieniać pasy ruchu. Po krótkiej chwili muzyka ścichła, a zastąpił ją dźwięk dzwoniącego telefonu z samochodowych głośników. Nie przejęta niczym nacisnęła odpowiedni przycisk na kierownicy, odrzucając dzwoniącego męża. Nie miała najmniejszej ochoty z nim rozmawiać, wiedząc, że i tak najprawdopodobnie powie jej swoim oschłym rozkazującym tonem, że ma zwolnić. Widząc go w restauracji z Nami, zrozumiała, że ma dość.
Ma dość jego cholernego opryskliwego zachowania w stosunku do niej. Ma dość tego, że na każdym kroku jej unika. Ma dość bycia ignorowaną przez własnego męża. Ma dość tego, że pojawia się w domu w środku nocy zaledwie na chwilę. Ma dość tego wszystkiego. Ma dość tego nieszczęśliwego małżeństwa, w którym tkwi od kilku lat.
Po powrocie do domu, miała najszczerszą ochotę wejść do swojego małego gabinetu, usiąść przy biurku, odkluczyć pierwszą górną szufladę, wyciągnąć z niej papiery rozwodowe, a następnie je podpisać. Była tak cholernie zmęczona tym wszystkim, że miała ochotę powiedzieć sobie “dość”.
Nie była już szczęśliwa z Sasuke, którego i tak od kilkunastu tygodniu przy niej nie było, gdyż wolał ten czas spędzić z kochanką. Zresztą musiała spojrzeć prawdziwe w oczy - Sasuke jadący samochodem tuż za nią nie był tym samym Sasuke, którego poznała kilkanaście lat temu i za którego wyszła równo osiem lat temu.
Widząc zbliżający się zjazd na Naritę, ponownie zmieniła pas w zastraszającym tempie. Zerknęła na tylnie lusterko, nadal dostrzegając Sasuke w swoim lexusie dwa metry za nią. Wiedziała, że kipi w tej chwili ze złości, ale wcale się tym nie przejmowała. Nie miał prawa robić jej żadnych wyrzutów. Nie po tym, jak ją praktycznie porzucił. Bo jak inaczej miała nazwać tą jego ciągnącą się nieobecność? Zachowywał się irracjonalnie i infalynie jak na dwudziestoośmiolatka.
Po chwili wjechała na potężny piętrowy parking i zaparkowała na wolnym miejscu, tuż obok windy. Wychodząc z samochodu, słyszała ryk silnika innego samochodu, zdecydowanie należącego do Sasuke. Nie mając najmniejszej ochoty na niego czekać, z torebką zawieszoną na ramieniu podeszła pośpiesznym krokiem do otwartej windy. Oparła się o lustrzaną ściane, a lewą dłoń ułożyła na metalowej barierce, paznokciami pomalowanymi na krwistą czerwień, zaczęła pośpiesznie stukać o nią, niecierpliwie czekając, aż drzwi windy wreszcie się zasuną.
Widziała, jak Sasuke kroczy w jej stronę z wymalowaną wściekłością na twarzy. Najwyraźniej miała rację, iż styl jej jazdy a także prędkości nie przypadły mu do gustu. Oj, czuła w kościach zbliżającą się reprymendę z jego strony. Nie przejmowała się tym. Ku jej szczęściu drzwi zdążyły się zamknąć, nim Sasuke dobiegł do niej. Jednak tuż przed tym, uniosła prawą dłonią i pomachała mu. A usta w miedzyczasie wyszeptały pozbawione uczuć “papa”.
Oboje wiedzieli, że mogła zatrzymać windę, jednak tego nie zrobiła.
Zjeżdżając windą kilka pięter niżej, zastanawiała się, jak i czy w ogóle przetrwa te trzy tygodnie. Z każdą kolejną sekundą wątpiła, by mogli grać udane małżeństwo. Zresztą nawet nie wiedziała, czy nadal ma prawo witać się z Itachim jako bratowa, czy powinna to uczynić jako zupełnie obca kobieta, która tylko i wyłącznie ich odbiera. Z myślami pogrążonymi w istnym harmidrze opuściła windę z ciężkim westchnięciem, kierując się do hali przylotów w drugim terminalu. Nie przejmowała się chłodem, jaki panował w środku, bo i tak nie zrobiłoby się jej cieplej, a zbędne zrzędzenie mogłoby tylko pogorszyć sprawę. Będąc na miejscu, spojrzała na ogromną tablicę przylotów wiszącą tuż naprzeciw niej. Odetchnęła z ulgą, gdy dostrzegła, że lot rodziny Uchiha jest opóźniony o co najmniej kolejne dziesięć minut.
Usiadła na kiczowatym lotniskowym krzesełku. Nachyliła się, opierając łokcie o kolana a twarz kładąc na otwartych dłoniach. Z jednej strony cieszyła się z opóźnienia samolotu -  przynajmniej Itachi z rodziną nie będą musieli czekać, aż ktoś łaskawie ich odbierze. Z drugiej natomiast strony wcale się nie cieszyła. A powód właśnie kroczył w jej stronę z nienajlepszym wyrazem twarzy. Przysiadł się tuż obok niej.
- Zapomniałem - powiedział wyraźnie poirytowany tym faktem. - Jednak to nie powód do brawurowej jazdy.
- Zdążyłam zauważyć - fuknęła pod nosem. - Ale to nie jest żadna nowość - dopowiedziała z przekąsem, ignorując komentarz na temat jej stylu jazdy.
Czuła na sobie jego pytające spojrzenie, aczkolwiek pod żadnym pozorem nie zamierzała udzielać mu odpowiedzi. Nie chciała zamieniać się w żonę wypominającą mężowi byle “drobnostkę”, zwłaszcza, że problemy w ich małżeństwie nie pojawiły się z dnia na dzień.
- Co masz na myśli? - spytał swym oschłym tonem, zerkając na nią kątem oka.
Wyprostowała się, opierając się o krzesło.
- Sam powinieneś wiedzieć - mruknęła, splatając ramiona na klatce piersiowej i od czasu do czasu pocierając je dłońmi. Szmaragdowe tęczówki wbijała w tablicę informacyjną, wyczekując, aż samolot z Nowego Jorku wyląduje.
Niespodziewanie poczuła na swoich ramionach przyjemny materiał, spojrzała kątem oka na karookiego, który okrył ją właśnie swą marynarką. Nie skomentowała jego gestu, pomimo iż tony cierpkich słów cisnęło się jej na język. Zamiast tego, przewróciła jedynie lakonicznie oczyma.
- Czemu byłaś z nim na kolacji? - spytał nagle, a gdyby głos potrafił mrozić krew w żyłach, jej już dawno byłaby zamarznięta.
Nie przypuszczała, że zada jej tak bezpośrednie pytanie. Dobrze zdawała sobie sprawę, że Sasuke nigdy nie pałał zbytnią sympatią do Sasoriego, gdyż ten miał w zwyczaju podrywać ją na niemalże każdym kroku, odkąd tylko się poznali, ale pytanie i tak ja zadziwiło.
- Nie mogłam? - spytała, robiąc zdziwioną minę. - Ja tobie nie wybieram towarzyszek, z którymi jadasz wspólnie kolacje - stwierdziła bez najmniejszych ogródek, spoglądając w jego kare tęczówki.
Jego szczęka ponownie zacisnęła się, a mimika twarzy wyostrzyła się.
- Sakura... - wycedził przez zaciśnięte zęby, wyraźnie poddenerwowany jej słowami.
- Nie mów tylko, że to była kolacja biznesowa, bo ci nie uwierzę - powiedziała hardo, wstając z zajmowanego przez siebie miejsca i odchodząc kawałek. Stojąc niemalże na środku hali, rozpuściła włosy, a następnie przeczesała je, próbując przy okazji powstrzymać zbierające się w jej oczach łzy. Włożyła ręce w jego marynarkę i raz jeszcze spojrzała na tablicę informacyjną, która tym razem pokazywała iż samolot z Nowego Jorku właśnie podchodzi do lądowania. Odetchnęła z ulgą, wiedząc, że już bliżej niż dalej.
- Jeszcze chwilka - szepnęła pod nosem, kręcąc się bez celu po hali przylotów.
Po chwili poczuła na ramieniu jego mocną dłonią. Zatrzymała się i z ciężkim westchnięciem, obróciła się w jego stronę.
- Nie, to nie była kolacja biznesowa, tylko zwykły posiłek ze znajomą z pracy - powiedział tym razem o wiele spokojniejszym tonem, którego się nie spodziewała.
Sakura prychnęła złowieszczo pod nosem.
- Z wredną asystentką, która zablokowała mi dostęp do naszego wspólnego konta! - warknęła zła, próbując powstrzymać się od krzyku.
Karooki zmarszczył brwi.
- Co? - spytał wyraźnie zdziwiony. - Kto ci tak powiedział? - burknął, sądząc, że to zwykłe nieporozumienie.
Kobieta splotła ramiona na piersi, a następnie z wyższością powiedziała:
- Ona. Ona mi to powiedziała. A przy okazji chyba nie poinformowałeś jej jak wszystkich innych, że masz żonę, bo chciała mnie wylegitymować.
- Nie jesteś głupia Sakura, dobrze wiesz, że nigdy przed nikim bym nie ukrył, iż jesteś moją żoną. Nami pewnie uniosła się dumą, widząc cię w biurze - odparł.
Szmaragdowe tęczówki zadrżały.
- Bronisz jej? Ty jej kurwa bronisz?! - krzyknęła, nie potrafiąc dłużej tłumić w sobie emocji. - Poszłam na zakupy dla dzieciaków, a przez tę pizdę nie byłam w stanie zapłacić za zakupy! Myślałam, że zaraz spalę się ze wstydu!
- Sakura, uspokój się - wtrącił ostro Sasuke, czując na sobie wzrok ludzi, którzy także czekali na krewnych bądź też znajomych. Jednak różowowłosej jakoś to nie przejmowało.
- A później jeszcze miała czelność powiedzieć mi prosto w twarz, że to jej sprawka! - wrzasnęła. - Gdybym nie miała wtedy przy sobie swojej starej karty  z czasów panieńskich, która mnie uratowała, wierz mi albo nie, ale bym ją rozszarpała na drobne kawałeczki - wycedziła, zakleszczając dłonie w żelazne pięści. - Może jak wrócę do swojej dawnej karty i dawnego nazwiska, będzie to najlepszą opcją dla nas obojga.
Jego oczy rozszerzyły się gwałtownie.
- O czym ty bredziesz, Sakura? - spytał, spoglądając intensywnie w jej zaszklone szmaragdowe oczy.
Nagle drzwi tunelu, jaki prowadził do hali bagażowej otworzyły się, a liczna liczba pasażerów zaczęła wychodzić z niego obładowana bagażami. Ku zadowoleniu różowowłosej, Itachi wraz ze swoją rodziną byli jednymi z pierwszych osób, które wyszły. Ze szczerym uśmiechem na twarzy zaczęła kierować się w ich stronę, nie przestając machać ku nim energicznie. Widziała już z dala, jak oboje byli wyczerpani po czternastogodzinnej tułaczce w samolocie, nie wspominając już o śpiących dzieciach, które najprawdopodbniej niejednokrotnie dały im w kość. Wiedziała, że Sasuke idzie tuż za nią, aczkolwiek ani razu nie spojrzała w jego stronę.
- Nareszcie - powiedziała zadowolona Sakura i od razu poczuła, jak starszy z braci Uchiha obejmuje ją dużymi umięśnionymi ramionami.
- Witam moją kochaną bratową - odparł rozbawiony.
- No już Itachi, bo Mio będzie zazdrosna, a przy okazji... dusisz mnie - powiedziała ze śmiechem, a gdy tylko brat Sasuke ją puścił, przywitała się z Mio, której niestety nie mogła mocno ścisnąć, gdyż na rękach niosła śpiącego Akihiro.  
- Ale Aki-chan urósł - stwierdziła z uśmiechem od ucha do ucha.
- Taichi także - wtrącił dumny tatuś, pokazując na śpiącego w spacerówce czarnowłosego chłopczyka.


~***~


Po dłużących się w nieskończoność powitaniach wreszcie zaczęli kierować się w stronę parkingu. Sakura od momentu ich zagorzałej rozmowy na środku hali przylotów, nie odezwała się do Sasuke ani słowem. Nawet nie zaszczyciła go przelotnym spojrzeniem. Cały czas zastanawiał się nad jej słowami i ich gorzkim znaczeniem. Ale był święcie przekonany, że nie zamierzała powiedzieć tego, co powiedziała, to dlaczego to zrobiła? Miał najszczerszą ochotę zatrzymać czas wokół nich i porozmawiać z nią, tym razem na spokojnie. Niestety magikiem nie był i nie posiadał takich zdolności.
- To co, Itachi, ja biorę Mio i dzieciaki, a ty zabierzesz się z Sasuke i bagażami? - spytała nagle różowowłosa, spoglądając na jego brata, który już po chwili przytaknął zgadzając się z jej propozycją.
Bez najmniejszego słowa do niego jego żona zaczęła oddalać się z Mio, prowadząc przed sobą spacerówkę. Jego uwadze nie umknęły ciche śmiechy i chichy, jakie kobiety wymieniały pomiędzy sobą. Granatowowłosa pomachała na odchodne do męża, wiedząc, że już za chwilę ponownie się ze sobą spotkają.
Wraz z Itachim skierowali się ku jego samochodowi, który znajdował się w zupełnie innej części parkingu niż Sakury. Otworzył bagażnik i oboje zaczęli wpakowywać liczne bagaże.
- Wybacz Sasuke, że akurat dzisiaj musieliśmy przyjechać, zabukowałem bilety zanim spojrzałem w kalendarz - stwierdził z grymasem na twarzy, wkładajac jedną z większych walizek na dno bagażnika. - A widząc po waszych strojach na pewno musieliście skrócić swoje świętowanie - dopowiedział, drapiąc się w zażenowaniu po głowie.
- Jakie świętowanie? - burknął pod nosem. - Dzień jak dzień.
Itachi odstawił małą walizkę na bok i pytającym spojrzeniem spojrzał na brata.
- Ty chyba sobie żartujesz - stwierdził prosto z mosto. - Nie codzień obchodzi się ósmą rocznicę ślubu.
Sasuke słysząc dwa ostatnie słowa, zamarł w bezruchu.
- Co powiedziałeś? - spytał półprzytomnym tonem. W głowie kotłowało mu się multum myśli, które wreszcie zaczynały nabierać jakiegoś sensu. To opryskliwe zachowanie Sakury w stosunku do jego osoby zwłaszcza. Nie wierzył, że zapomniał. Nie o tej dacie.
Długowłosy uważnie obserwował reakcję brata, który wyglądał na zdziwionego jego słowami. I wcale mu się to nie podobało.
- Ty, Sasuke, tylko nie mów, że zapomniałeś.
Młodszy z braci w odpowiedzi uderzył zaciśnietą pięścią w klape od bagażnika, potwierdzając tym samym jego obawy.
Itachi syknął w niezadowoleniu.
- No, braciszku, spartoczyłeś na całej lini. Bo z tego, co mi się wydaje, to ona na ciebie najwyraźniej czekała, a ty ją olałeś. Radzę po drodze do domu zatrzymać się na stacji benzynowej i kupić jej jakieś kwiatki. Lepsze to niż nic - skwitował, chcąc poprawić reputację Sasuke w oczach Sakury.
- Tak, czekała w restauracji w towarzystwie twojego koleżki - warknął wściekły, wznawiając pakowanie bagaży. - A zresztą, nieważne - burknął pod nosem, nie mając najmniejszej ochoty rozmawiać z bratem na ten temat. Był wściekły i na siebie i na Sakurę. Na siebie za to, że zapomniał o jak ważnej dla nich obojga dacie. A na Sakurę, że cały dzień nie pisnęła słówka, nawet gdy wrzeszczała na niego na lotnisku. Chociaż z drugiej strony był święcie przekonany, że daty takie jak ta ma skrupulatnie wpisane do kalendarza jak i w telefonie. Tymczasem komórka ani razu nie poinformowała go o tym, a w kalendarzu z rana nie dostrzegł żadnej wzmianki o ich rocznicy. Wiedział, że musiał jak najszybciej to wyjaśnić, jednak jego priorytetem była w  tej chwili rozmowa z Sakurą, do której ona raczej nie była aż taka skora.
Po wpakowaniu wszystkich bagaży do bagażnika jak i na tylnie siedzenia luksusowego lexusa, bracia Uchiha wsiedli do samochodu. Zdając sobie sprawę, że ich żony najprawdopodobniej są już od jakiegoś czasu w drodze do domu.
- Sasuke, co się dzieje? - spytał Itachi, gdy tylko wyjechali z piętrowego parkingu. - Z tobą i Sakurą, mam na myśli.
Młodszy z braci zacisnął mocniej dłonie na kierownicy.
- Nie wiem - burknął. - Sam już nie wiem, co się z nami dzieje. Jesteśmy inni. Oboje - powiedział szczerze, nie mając zielonego pojęcia, co o tym wszystkim myśleć.


~***~


- Że co proszę? - spytała Mio podniesionym głosem, po czym z przerażniem obróciła się na tylnie siedzenia spoglądając na zapięte w foteliki dzieci. Gdy ujrzała, że wcale ich nie zbudziła, odetchnęła z ogromną ulgą. Jeszcze tego brakowało, by po ciężkim dniu zbudziły się w nieznajomym dla siebie miejscu.
Sakura natomiast westchnęła ciężko. Po licznych pytaniach granatowowłosej, nie wytrzymała i jak zwykła, bezbronna kobieta wypaplała wszystko, no, może pomijając nowinkę o kochankach, gdyż ta byłaby najprawdopodobniej zbyt wielkim szokiem dla szwagierki Sasuke. Ale nie miała wątpliwości, iż w niedługiej przyszłości i o tym się dowie.
- Jak to zapomniał o rocznicy i o tym, że miał nas odebrać z lotniska? - pytała nadal przejęta żona Itachiego. - To zdecydowane oznaki sklerozy. Ale że bronił tej swojej asystentki, to po prostu nie potrafię uwierzyć. Jak mógł się tak zachować i potraktować cię tak przedmiotowo? - spytała oburzona.
Różowowłosa wzruszyła beznamiętnie ramionami.
- Najwyraźniej mógł i tak się właśnie zachował - skwitowała.
- Oj, już mi się ta paniusia nie podoba - wtrąciła Mio splatając ramiona na klatce piersiowej. - Jak wygląda? - spytała, spoglądając kątem oka na kierowce.
Sakura uniosła brew.
- Nie chcesz wiedzieć - mruknęła niezadowolona, przypominając sobie walory blondwłosej asystentki męża. Jak na kobietę, musiała przyznać, że była niczego sobie. Niczego jej nie brakowało.
- Wybacz, że zamartwiam cię swoimi problemami - szepnęła, zmieniając w miedzyczasie pas ruchu, a następnie zjechała z autostrady.
- Przestań, Sakura - skarciła ją Mio. - W końcu komuś musiałaś się wyżalić i wierz mi albo nie, ale ja w podobnej sytuacji również bym tak zrobiła - dodała, pragnąc podnieść ją na duchu. - A z Sasuke musisz porozmawiać i wyjaśnić kilka spraw. Nie możecie tak dłużej tego ciągnąć.
Żona młodszego z braci przytaknęła jedynie, rezygnując tym samym z krótkiego komentarza, który brzmiałby: to nie będzie takie proste.
- Zresztą mam dziwne przeczucie, że Sasuke już wie o waszej rocznicy - mruknęła z grymasem na twarzy Mio.
Sakura zamarła, jednak po chwili kątem oka zerknęła na kobietę siedzącą na miejscu pasażera.
- Co? - spytała z przerażniem w głosie.
Nie wiedziała, czy po krótkiej, ale nieprzyjemnej rozmowie na lotnisku, byłoby dobrym rozwiązaniem, gdyby Sasuke dowiedział się o zapomnianej przez niego rocznicy. Jeszcze tego jej brakowało, by miał wyrzuty sumienia. Chociaż nie, on nigdy nie miał żadnych wyrzutów sumienia, czy też skrupułów. Więc czego się obawiała? Tego, że zacznie przepraszać, czy też wymyślać jakieś absurdalne wymówki? Nie, to w ogóle nie byłby wtedy Sasuke.
- Gdy uświadomiłam Itachiemu na jaki dzień zabukował nasze bilety, był dość niepocieszony. I w kółko twierdził, że nie tak powinniście spędzać ten dzień, dlatego mam dziwne wrażenie, że coś powiedział Sasuke albo zaraz to zrobi - wytłumaczyła na spokojnie Mio.
Na twarzy różowowłosej pojawił się grymas niezadowolenia.
- Już widzę, jak jego mózg przegrzewa się od pytań, dlaczego w ten wieczór byłam z Sasorim, zamiast z nim - fuknęła rozdrażniona pod nosem. - I mogę się założyć, że jeśli a nuż poruszy ten temat ze mną, spyta z ogromnym oburzeniem, dlaczego czegoś mu nie powiedziałam. - Na samą tę myśl przygryzła dolna wargę. Perspektywa tłumaczenia się w jakikolwiek sposób Sasuke doprowadzała ją pomału do szaleństwa. W końcu dlaczego miałaby mu o tym przypominać, skoro on sam powinien pamiętać o tak ważnej dla nich obojga dacie. Coraz bardziej zaczynała sobie uswiadamiać, że to małżeństwo nie skończy się jak w baśniach, a raczej skończy się na sali rozpraw, gdzie sędzia zadecyduje o rozpadzie ich związku.
- A niby jakim prawem masz się mu tłumaczyć? - spytała żona Itachiego, która najwyraźniej podzielała jej zdanie na ten temat. - To, że byłaś na kolacji z Sasorim w ten dzień nic nie znaczy. Może miałaś spędzić cały wieczór w domu, dołujac się tym, że on łaskawie nie był w stanie zapamietać tak prostej daty? Zresztą wtedy my byśmy koczowali na lotnisku, probując dodzwonić się do was. Jesteś silna, nie wątpię, że poradzisz sobie podczas rozmowy z nim i przemówisz mu w jakiś sposób do rozsądku.
Kolejne cieżkie westchnięcie wydobyło się z jej krtani.
- Nie chodzi tylko o jego zaniki pamięci - szepnęła wyraźnie zmieszana. Jednak nie wiedziała, czy jest dłużej w stanie ukrywać swe obawy przed bliskimi jej ludźmi. Tak, Tsunade i Sasori wiedzieli, ale tylko oni. Nie odważyła się nawet zadzwonić do Ino ani Hinaty, które również od dłuższego czasu przebywały ze swoimi małżonkami za granicą.
- Co masz na myśli? - W jej głosie Sakura wyraźnie była w stanie usłyszeć pewnego rodzaju obawę. I chyba była ona na miejscu.
- Nie widziałam się z nim od kilku tygodni - zjawia się w nocy bodajże na chwilę, zmienia ubrania i ponownie wychodzi. Rozmawiamy jedynie przez sekretarki. Dzisiaj był pierwszy dzień, w którym nie tylko odbyliśmy drętwą rozmowę przez telefon, ale także w ogóle się spotkaliśmy. Mam cholerne przeczucie, że mnie zdradza. I nawet chyba już wiem z kim. Zresztą ja też nie jestem lepsza - powiedziała na jednym oddechu rozchisteryzowanym głosem. Łzy, które niebezpiecznie zbierały się w jej oczach, zaczęły spływać po jej polikach, rozmazując cały staranny makijaż. Czując, jak nie jest w stanie dłużej prowadzić samochodu, zatrzymała się na poboczu. Zgasiła silnik, pozostawiając jedynie zapalony reflektor i wysiadła z samochodu, chcąc zaczerpnąć świeżego powietrza. Ukucnęła przy aucie, opierając się plecami o czarną karoserię, chwytając się mocno dłońmi za włosy. Szlochała. Szlochała jak małe dziecko. I wcale się tego nie wstydziła.
Po chwili poczuła jak Mio obejmuje ją drobnymi ramionami. Naparła na nią własnym ciałem, chcąc wypłakać się na czyimś ramieniu. Pociągneła mocno nosem, zakleszczając dłonie na sportowej bluzie, jaką miała na sobie granatowowłosa. Nie mówiła nic. Nie pytała o nic. I za to w tej chwili była jej wdzięczna. Wiedziała, że Mio ją w tej chwili rozumie i, że poczeka cierpliwie z dalszą opowieścią, aż ona sama będzie na to gotowa.
- Wsiadaj do samochodu, ja poprowadzę dalej - szepnęła spokojnie małżonka starszego z braci, przerywając ciszę.
Sakura w odpowiedzi przytaknęła jedynie i niczym duch powędrowała na drugą stronę samochodu. Będąc w środku, nacisnęła tylko na nawigacji przycisk 'dom', by wrazie czego Mio nie zgubiła się. Oparła głowę o skórzany podgłówek i nieobecnym wzrokiem spoglądała na nocny tokijski krajobraz.


~***~


Podróż do domu spędzili w ciszy i w spokoju, nie odzywając się praktycznie do siebie. W głowie Sasuke toczyła się burza myśli. Itachi zadał mu bardzo dobre pytanie, na które on odpowiedział najszczerzej jak tylko potrafił. Jednak nie był zadowolony z odpowiedzi, jakiej udzielił bratu. O wiele bardziej wolał powiedzieć, że pomiędzy nim a Sakurą wszystko w porządku, a obecne ich zachowanie to nic wielkiego; zwyczajna małżeńska kłótnia. Ale wiedział, że to nie prawda. Wiedział, że sam się od niej oddalił, za co nie był z siebie wcale dumny. Spartolił najważniejszą rzecz, a teraz tak cieżko było mu spojrzeć jej w oczy. Cały czas słyszał w myślach ostatnie pytanie, jakie wykrzyczała mu w twarz na środku lotniska. I nie, nie podobało mu się. Wolał nie usłyszeć go z jej ust, a jednak. Wykrzywił usta w znacznym grymasie, na samo wspomnienie ich kłótni. Musi z nią na spokojnie porozmawiać, jednak z jej temperamentem wiedział, że będzie ciężko. Jednak przede wszystkim musi rozmówić się z Nami, chcąc dowiedzieć się, co miało znaczyć to zablokowanie karty Sakury. Nie podobało mu się to.
Będąc niedaleko domu, jaki tuż po ślubie kupił z Sakurą, dostrzegł czarny samochód należący do żony. Ściągnął brwi ze sobą w zdziwieniu, gdyż już dawno powinny być w domu. W końcu to im pół godziny zajęło pakowanie sterty walizek, gdzie one tylko musiały wsiąść do auta. W skupieniu prowadził samochód, nie spuszając wzroku z pojazdu tuz przed nim. Po chwili oba samochody, wjechały na szeroki podjazd, który był oświetlony lampami ogrodowymi. Parkując auto tuż obok żony, dopiero teraz zauważył, że to wcale nie ona prowadziła. Itachi spojrzał na niego pytająco, gdy tylko dostrzegł Mio za kierownicą.
- Nie mam pojęcia, co się dzieje - odparł, odpinajac pas i wychodząc z pojazdu razem z bratem.
- Coś się stało? - spytał zaniepokojony Itachi żony, gdy ta opuszczała pojazd.
Mio spojrzała na swego szwagra, zamykajac za sobą drzwi.
- Nic takiego - odpowiedziała, obdarzając męża czułym uśmiechem. - Dzieciaki na szczęście przespały całą droge - powiedziała, będąc jakże zadowoloną z tego faktu.
- Gdzie Sakura? - wtrącił zaniepokojony Sasuke.
- Zasnęła na miejscu pasażera - wyjaśniła pokrótce, nie mając zamiaru zatapiać się w szczegółach. Po słowach Sakury sama musi ochłonąć i przyswoić informacje, jakich jej udzieliła w akcie rozpaczy.
Zdziwiony Sasuke podszedł na drugą strone samochodu, gdzie przez lekko przyciemnioną szybę dostrzegł zarys sylwetki różowowłosej. Otwierając drzwi jego tęczówki ujrzały, tak jak się spodziewał, śpiącą żonę obróconą w jego stronę. Jednak to, co najbardziej przykuło jego uwagę, był rozmazany makijaż na jej twarzy. Czarna maskara była rozmyta pod jej oczami, a także na polikach, gdzie pozostawiła po sobie paskudne ślady. Dłonią przejechał przez swoje gęste włosy, zastanawiając się, co takiego stało się podczas drogi powrotnej, że płakała. Poczuł niemiły uścisk wokół serca, jakby ktoś zaczął wbijać mu tysiące igieł naraz. Spojrzał na Mio, jednak ona wydawała się go kompletnie ignorować. Miał dziwne przeczucie, że kobiety odbyły pewną rozmowę na jego temat. Odrzucając ową myśl, odchylił subtelnie kosmyk różowych włosów, jaki zsunął się na jej twarz i nachylając się nad nią odpiął pas, jakim była zabezpieczona. Wsunął jedną z dłoni pod jej kolana, a drugą za plecy, po czym delikatnie ją dźwignął starając się jej nie zbudzić. Sakura mruknęła przez sen, wtulając się w jego klatke piersiową. Poprawił ją w swoich ramionach, a następnie zaczął kroczyć ku drzwiom frontowym.
Niespodziewanie tuż koło niego znalazł się brat. Spoglądając na niego kątem oka, dostrzegł jak w dłoni trzyma pęk kluczy Sakury. Rozumiejąc jego intencję, ponownie zwrócił wzrok ku śpiącej żonie.
- Położe ją i pomogę ci z bagażami, a także pokaże wam wasz pokój - powiedział spokojnie, nie odrywając spojrzenia od różowowłosej.
Itachi uśmiechnął się pod nosem.
- Spokojnie, póki dzieciaki śpią nie ma pośpiechu.
- Wy też potrzebujecie trochę snu - odparł, wchodzą po trzech schodkach na drewniany taras. - Klucz z niebieską obwudówką.
Starszy z braci znalazł odpowiedni klucz i włożył go do zamka.
- Tobie też on się przyda - skwitował, popychając i otwierając drzwi na oścież i po zapaleniu światła wszedł do środka. Dwie pary karych tęczówek w zdumieniu zlustrowały całe pomieszczenie, które było wyraźnie przygotowane na przybycie małych dzieci.
- No, braciszku, widzę że miałeś kupę roboty - powiedział z uśmieszkiem, przyglądając się bramkom blokującym dzieciom wejście w nieodpowiednie miejsca.
- To Sakura latała całe późne popołudnie po domu z wkrętarką w ręku - wtrąciła Mio, niespodziewanie znajdując się tuż za nimi.
Oboje obrócili się za siebie, spoglądając na granatowowłosą, która trzymała w foteliku młodszego z synów.
- Itachi weź Taichiego, trzeba ich położyć. Aki i tak pewnie obudzi się lada moment - powiedziała, spoglądając czule na męża. - A ty pokaż mi naszą sypialnię - zwróciła się chłodniej do szwagra, który wchodził wgłąb domu.
Trzymając pogrążoną we śnie Sakurę na rękach, szedł przodem, cały czas czując na sobie przenikliwy wzrok kobiety, który, gdyby mógł, wywierciłby mu dziurę w plecach. Wchodząc po hebanowych schodach, kątem oka zerknął na zdjęcia rozwieszone na ścianie. Widząc śmiech różowowłosej, który został uwieczniony na aparacie, jego kącik ust uniósł się mimowolnie. Byli tacy szczęśliwi, a teraz? Ostatnimi tygodniami nie poznawał samego siebie, nie wspominając już o Sakurze, która również się zmieniła.
- Sasuke... - zaczęła niespodziewanie Mio z wyraźna niechęcią.
Karooki, nie przerywając swego kroku, spojrzał się przez ramię na szwagierkę, chcąc, by pomimo swojej nieprzyjemnej tonacji kontynuowała.
- Dorośnij i cokolwiek masz jej do powiedzenia, nie zwlekaj z rozmową. Przestań ją ranić do cholery - warknęła wyraźnie poirytowana zachowaniem brata męża.
- Co ci powiedziała? - spytał z uniesioną brwią.
Mio parsknęła cicho pod nosem.
- Wystarczająco, by wiedzieć, że oboje zachowujecie się jak dzieci - skwitowała hardo. - Dlatego porozmawiajcie i podejmicie decyzję co dalej zamierzacie zrobić z waszym małżeństwem. Jak sam widzisz po jej twarzy, ona ma już serdecznie tego dość. I wcale jej się nie dziwię.
Sasuke zerknął kątem oka na zapłakaną żonę, która opierała głowę o jego tors. Niechętnie musiał przyznać szwagierce rację. Sakura nie wyglądała najlepiej. Nawet przez sen wyglądała na wyraźnie podłamaną. Przystanął w miejscu, odwracając się do granatowowłosej.
- Pokój gościnny jest tu - powiedział, wskazując głową w bok.
Mio przytaknęła jedynie, a następnie weszła do pomieszczenia wskazanego przez kruczowłosego. Sasuke, widząc, jak kobieta zniknęła z niemal rocznym synkiem za drzwiami, kontynuował swoją przechadzkę po pierwszym piętrze, kierując się ku głównej sypialni.
Będąc w środku położył delikatnie Sakure na łóżku i zaczął przyglądać się jej z góry. Musiał przyznać, że jeszcze ani razu nie zapadła w tak głęboki sen jak teraz. Początkowo sądził, iż pomimo jego starań, zbudzi się w połowie drogi, aczkolwiek mylił się. Ściągnął z jej stóp drogie szpilki, odkładając je na bok. Delikatnie złapał ją za ramię, zaczynając ściągać z niej swoją marynarkę, którą cały czas miała na sobie. Gdy i ją udało mu się z niej ściągnąć, nie budząc przy tym kobiety, odrzucił ją na pobliski fotel. Następnie nakrył ją kołdrą i, jak co noc, złożył czuły pocałunek na jej czole.


~***~


Otwierając powieki, nie pamiętała, jak znalazła się w łóżku, ani też o której wrócili z lotniska. W głowie miała pustkę, jakby film urwał jej sie po zbyt dużej ilości alkoholu. Ale z tego co pamiętała, to upiła zaledwie kilka łyków czerwonego wina. Zmierzwiła włosy, siadając na łóżku, po czym rozszerzyła usta szeroko, ziewając. Już miała wychodzić z łóżka, gdy niespodziewanie dostrzegła, iż miejsce tuż obok niej, pierwszy raz od kilku tygodni było zajęte. Niepewnie spojrzała na pogrążonego we śnie męża, który jak gdyby nic leżał koło niej. W głowie pośpiesznie zaczęła analizować wczorajsze wydarzenia, zastanawiając się, co pamięta jako ostatnie.
- Restauracja, lotnisko, samochód... - mruczała pod nosem, starając sobie przypomnieć, w jakim momencie urwał jej się film. Jednak dostrzegając na sobie wczorajszą sukienkę, wiedziała, że nie położyła się sama. Pośpiesznie wyszła z łóżka i na bosaka pognała do przypokojowej łazienki. Widząc się w lustrze, zrobiła krok w tył w akcie przerażenia. Cała jej maskara była okropnie rozmazana przez wczorajsze łzy, jakie były spowodowane jej wieczorną chwilą słabości. Czym prędzej chwyciła za mokre chusteczki kosmetyczne i zaczęła zmywać rozmazany makijaż z twarzy. Była przerażona. Nie stanem, w jakim się znajdowała, a faktem, że są bardzo duże szanse, że Sasuke widział ją zapłakaną. Co gorsza, miała przeczucie, iż ten aspekt również zostanie poruszony podczas ich zbliżającej się nieubłaganie rozmowy. Siadając na krawędzi wanny, wydobyła z siebie ciężkie westchnięcie. Wiedziała, że owa rozmowa najprawdopodobniej odbędzie się dzisiaj. Nie wiedziała jednak, jak ma z nim rozmawiać i co mu powiedzieć. Odkręciła kurek z gorącą wodą i zaczęła ściągać z siebie koronkową sukienkę, którą kupiła niemal rok temu. Wlała aromatyczne olejki i płyn do kąpieli, który niemal od razu przemienił się w białą pianę. Gdy wody była odpowiednia ilość, ściągnęła z siebie czarną bieliznę i nie zważając na temperaturę cieczy, weszła do wanny bez najmniejszego zawahania. Otuliła się pianą, zanużając się w wodzie po podbródek. Chciała się zrelaksować i odprężyć, jednak gorąco nie pozwalało jej na zbytnie pole do popisu.
Godzinę spędziła w wannie, rozmyślając o wszystkim i o niczym. Wychodząc z wanny, wiedziała, że zapowiadają się cieżkie trzy tygodnie, a jeszcze cięższe godziny. Miała ogromną nadzieje, że gdy tylko opuści łazienkę Sasuke nadal będzie pogrążony w swoim błogim śnie. Nie mając przy sobie żadnych świeżych ubrań, obwinęła się puchowym białym ręcznikiem i biorąc do ręki wczorajsze odzienie, uchyliła drzwi. Szmaragdowymi tęczówkami uważnie staksowała wnętrze sypialni. Gdy tylko dostrzegła męża śpiącego w najlepsze na łóżku, odetchnęła z ulgą i wyszła z łazienki, na paluszkach dreptając w stronę garderoby, która znajdowała się dwa metry dalej. Wyciągnęła z szafki czarne, krótkie spodenki z Adidasa i luźną sportową bluzkę na ramiączkach. Póki co nie musiała się stroić, jak to zazwyczaj robiła, gdy wychodziła do pracy, czy też na jakieś spotkanie. Miała wolne i wreszcie mogła pozwolić sobie na normalne ubranie.
Pozostawiając śpiącego Sasuke, czym prędzej czmychnęła z pokoju z zamiarem udania się do kuchni. Ku jej zdziwieniu dom był pogrążony w błogiej ciszy, a to coś, co nie jest normalne, gdy pod dachem było roczne dziecko i pięciolatek. Jednak miała dziwne przeczucie, że niecałą noc ich goście spędzili w ciszy i spokoju. Jak to z małymi dziećmi było, przeczuwała, iż Mio bądź też Itachi musieli wstawać do młodszedo syna co najmniej raz. Chociaż istniała jeszcze nadzieja, że dziecko jest wymęczone po długiej podróży, w której przebyło pół świata.
Schodząc do holu dostrzegła stertę walizek, która najwyraźniej nie została wciągnięta na piętro przez męską część domowników. Skrupulatnie omijając je, weszła do kuchni, gdzie panowała grobowa cisza, w jakiej reszta domu również była pogrążona.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuła chęć gotowania, chęć ponownego oddania się pasji. W końcu i gotowanie tak samo jak i jej zawód miały wiele wspólnych cech. I obie sprawiały jej ogromną przyjemność, a także satysfakcję. Swe kroki skierowała do spiżarni, która wyglądała o wiele lepiej niż wczorajszego ranka.
- Muszę podziękować Misie - powiedziała do siebie z uśmiechem, biorąc mąke i jajka. Miała ogromną chęć na lazanie i, nie zważając na pore śniadaniową, zamierzała ją zrobić, a przy okazji odprężyć się, zanim Sasuke i reszta wstanie. Z pełnej lodówki wyciągnęła masło i mleko, a następnie zabrała się do przygotowania sosu beszamelowego, bez którego przy lazani ani rusz. W małym garnku roztopiła odpowiednią ilość masła, do którego następnie dodała mąkę i zaczęła energicznie mieszać dwa składniki. Następnie zaczęła dodawać małymi porcjami ciepłe mleko, do momentu w którym powstała gładka masa. Wyłączyła palnik, chcąc pozwolić masie chwilę ostygnąć i zabrała się za krojenie cebuli. I, jak to przy krojeniu tego paskudnego warzywa bywa, łzy zaczęły zbierać się w jej oczach. Pociągnęła nosem, nie przerywając krojenia na drobną kosteczkę cebuli. Gdy cebula była gotowa, podsmażyła ją wraz z czosnkiem na patelni, w międzyczasie doprawiła jeszcze wystudzony sos beszamelowy i włączyła radio, by umilić sobie przyrządzanie potrawy. Później wszystko poszło z górki, plastry makaronowe zostały ugotowane, sos z mięsem mielonym i małymi kawałeczkami pomidorów również został zrobiony. Wyciągnęła z szafki duże żaroodporne naczynie i po kolei zaczęła nakładać odpowiednie warstwy lazani. Najpierw beszamel, później makaron, na nim warstwa mięsa z kolejną porcją sosu, a na końcu ser. I tak w kółko, aż naczynie będzie pełne. Widząc, że kolejna warstwa się już nie zmieści, dołożyła extra warstwę sera, po czym włożyła potrawę do nagrzanego piekarnika.
Chwyciła za zabrudzony nóż i deske do krojenia, chcąc je wsadzić do zmywarki, gdy niespodziewanie dostrzegła Sasuke opartego o framugę w samych spodniach dresowych, bacznie się jej przyglądającego przenikliwym wzrokiem. Jej tęczówki zadrżały a nóż wyślizgnął się z dłoni uderzając z hukiem o posadzkę. Pośpiesznie podniosła go z podłogi i budząc się z chwilowego letargu, powróciła do swoich wcześniejszych czynności, zastanawiając się, w jaki sposób powinna się do niego odezwać. Zaczęła sprzątać zabrudzony granitowy blat, gdy niespodziewanie poczuła jego obecność tuż za sobą.
Ułożył dłonie niepewnie na jej nagich ramionach, zbliżając się do niej.
Czując jego oddech tuż nad sobą, przymknęła na chwilę powieki i wzięła głęboki wdech.
- Od dawna tu jesteś? - spytała pozbawionym jakiejkolwiek barwy głosem, trzymając dłonie na blacie.
- Od dłuższego czasu - odpowiedział ze stoickim spokojem.
Przygryzła dolną wargę, wiedząc, że ją obserwował i przeklinała się w myślach, że wcześniej go nie zauważyła.
- Sakura.
Zadrżała słysząc włanse imię. Pomimo iż jego głos był spokojny jak zawsze, to wyczuwała w nim coś jeszcze - smutek.
Obrócił ją w swoją stronę, by móc spojrzeć w jej szmaragdowe tęczówki. Jednak widząc, jak ona unika jego wzroku, dotknął subtelnie jej podbródka i uniósł go nieco wyżej.
- Wiem, czemu jesteś zła i nawet nie wiem, jak mam cię przeprosić, byś..
- Powiedz mi, co cię tak rozprasza? - spytała, wtrącając się mu w zdanie. Wiedziała doskonale, co chciał powiedzieć i nie była pewna czy chce słuchać jego przeprosin. Bardziej zależało jej na wyjaśnieniach, nie tylko z poprzedniego dnia, ale i z ostatnich tygodni również.
- Myślałam, że to we mnie jest coś nie tak, skoro zapominasz i o moich urodzinach, które były trzy miesiące temu i o naszej rocznicy. Ale nigdy nie sądziłam, że zapomnisz o Itachim. - Jej głos drżał z każdym wypowiedzianym słowem. Tak, miała mu to wszystko za złe. Nie chciała być dłużej przez niego odpychana. Chciała, żeby było tak jak dawniej.
Zamarł w miejscu, słysząc jak i jej urodziny wypadły mu z głowy, a w końcu nie było to na dniach, tylko trzy miesiące temu. Najchętniej pracnąłby sobie w łeb za swoją bezmyślność. Sam zaczynał zastanawiać się, dlaczego nie pamiętał o sprawach, które bezprecedensowo były dla niego i dla niej ważne.
- Sakura... ja... - Nie wiedział, co powiedzieć. Na swoje usprawiedliwienie nie miał nic. Zapomniał. Naprawdę zapomniał.
- Nie wiem - odparł w złości na samego siebie. - Nie wiem, czemu zapomniałem o twoich urodzinach i o naszej rocznicy, nie jestem w stanie podać przyczyny, oprócz zwykłego “zapomniałem”. I wierz mi, że żałuję.
Różowowłosa zmarszczyła brwi.
- Zapomniałeś? - spytała z niedowierzaniem, uważnie mu się przyglądając. - Zapomniałeś - szepnęła tym razem stwierdzająco.
- Wynagrodzę ci to - powiedział, robiąc krok ku niej. Chciał zbliżyć się do niej, chciał ponownie przytulić ją do siebie. Jednak ona, wyczuwając jego intencje, ściągnęła ze swych ramion jego dłonie i zrobiła kilka kroków w bok.
- A wynagrodzisz mi te kilkanaście tygodni, w ciągu których nie mieliśmy ze sobą w ogóle kontaktu? - spytała drżącym głosem, bez przerwy spoglądając w kare tęczówki męża. - Tygodnie, w ciągu których wyraźnie mnie ignorowałeś?
- Nie ignorowałem cię - stwierdził hardo.
Sakura zaśmiała się pod nosem.
- Nie? - nie była obużona, lecz rozżalona i zraniona. - To jak wytłumaczysz to, co się działo w przeciągu tego czasu? To, jak wracałeś do domu cholera wie kiedy, jak zjawiłeś się znienacka, tak samo zniknąłeś? Jak wytłumaczysz to, że byłam w stanie wyczuć zapach damskich perfum z twoich ubrań? A ślady szminki? - dopytywała, czując, jak z każdym nowowypowiedzianym słowem, łzy zaczynają napływać do jej oczu.
Wziął głęboki oddech, zastanawiając się, co ma jej teraz odpowiedzieć. Wiedział, że wyciągnęła idealne argumenty, których najprawdopodobniej sam by użył, jeśli w grę wchodziłaby sprawa sądowa, jaką by prowadził. Ale to nie sąd, tylko kuchnia. Kuchnia w ich własnym domu. A oni nie są dwoma kłucącymi się partiami, którzy postanowili wejść na sądową wokande. Są małżeństwem, które niegdyś bardzo się kochało. A teraz?
- To nie jest tak jak myślisz - powiedział, spoglądając na nią kątem oka. Nie wierzył, że właśnie to powiedział. Mało filmów się oglądali, w których właśnie takiej wymówki używali zdradzajacy kochankowie.
- To ty mnie wczoraj okłamałaś - dopowiedział, korzystając ze swojej adwokackiej charyzmy. - Po czym spotkałem cię w restauracji z nie powiem kim w dniu naszej rocznicy, gdzie on jak zwykle zbytnio przymilał się do ciebie. - Tym razem warknął, będąc wyraźnie poirytowanym tym, czego wczoraj był świadkiem.
- A ty byłeś ze swoją kochaną asystentką, która była na tyle miła, by zablokować mi środki na koncie - warkneła z przekąsem. - I chciałabym ci przypomnieć, że to ty zapomniałeś, nie ja. Ja jedynie nie chciałam spędzić wczorajszego wieczoru w samotności, bo w końcu ciebie nigdy nie ma - powiedziała, intensywnie taksując go szmaragdowymi tęczówkami.
Nie mając mu nic więcej do powiedzenia, chciała wyminąć go, a następnie opuścić to pomieszczenie, przynajmniej dopóki nie będzie musiała wyciągnąć lazani z piekarnika. Ale gdy tylko zrobiła trzy kroki, chwycił ją mocno za przedramię, nie pozwalając jej nigdzie iść.
- Jeszcze dzisiaj zamierzam wyjaśnić to zamieszanie z kartą - powiedział chłodno.
Sakura prychnęła złowieszczo pod nosem, spoglądając jak jego dłoń zaciska się na jej ramieniu.
- Proszę bardzo, ze mną nie była bardzo rozmowna, aczkolwiek najwyraźniej przestraszyła się, gdy wspomniałam, że ty się o wszystkim dowiesz - fuknęła. - Coś jeszcze ode mnie chcesz?
Mężczyzna uniósł brew, nie spodziewając się takich słów z jej strony.
- Okłamałaś mnie - wycedził przez zaciśnięte zęby, powtarzając się.
- W jakiej sprawie? - spytała chłodno, taksując go swym wściekłym wzrokiem.
- Powiedziałaś, że masz ważne spotkania i operacje, a wyszłaś z nim - warknął, a jego niechęć do czerwonowłosego znowu dała o sobie znać.
- Przepraszam bardzo, jakoś ciężko mi było powiedzieć, że Misa, widząc wzmianke w kalendarzu o naszej rocznicy, zostawiła mi niemalże cały wolny dzień. I tak, wyszłam z nim, wyszłam na zakupy dla Akihito i Taichiego, bo ty nawet o ich przylocie zapomniałeś - powiedziała wyraźnie oburzona jego oskarżeniami.
- Mogłaś powiedzieć o tych cholernych zakupach, poszedłbym z tobą - stwierdził bez ogródek. - Tak samo jak mogłaś powiedzieć o rocznicy.
Sakura przewróciła lakonicznie oczyma.
- Mam dziwne wrażenie, że twoja asystentka skutecznie uniemożliwiłaby ci zakupy ze mną - odparła, wyrywając siłą swoje ramię z jego uścisku.
- O czym ty bredziesz, Sakura? - spytał zdziwiony. - Jestem w stanie decydować za siebie - powiedział hardo, bez przerwy spoglądając w niebezpiecznie iskrzące szmaragdowe oczy.
Cichy śmiech wydobył się z jej krtani.
- Akurat to ostatnio udowodniłeś - skwitowała z sarkazmem. - Powiedz mi, to jej perfumy i jej szminka, mam rację? - spytała i od razu poczuła, jak jej głos ponownie zaczął drżeć. Uważnie obserwowała reakcje męża i jego napinające się mięśnie.
- Sakura, to nie... - chciał powtórzyć wcześniejsze słowa, jednak ona czując, co chce powiedzieć, po raz kolejny wtrąciła mu się w zdanie.
- Nie zaprzeczasz - stwierdziła łamiącym się głosem.
- Sakura, daj mi wszystko wytłumaczyć -  powiedział spokojnie, próbując raz jeszcze ją do siebie przytulić, jednak ona skutecznie oddaliła się od niego. - Sakura - poprosił, robiąc kolejne kroki ku niej. Nie zamierzał odpuszczać, nie teraz, nie w takim momencie. Wiedział, że teraz jest najlepszy moment na powiedzenie jej wszystkiego, a także na wyjaśnienie sobie kilku spraw. Przede wszystkim musi jej wytłumaczyć, że to wcale nie jest tak, jak myśli.
- Sakura - powtórzył raz jeszcze tym samym zdesperowanym tonem.
- Nie - powiedziała stłumionym głosem, kręcąc głową. - Nie podchodź - dodała, czując, jak łzy zaczynają zbierać się w jej oczach. Pociągnęła nosem i przygryzła dolną wargę, spoglądając pustym wzrokiem w sufit, nie chcąc przy nim płakać. Ale wszystkie jej starania poszły na marne, gdyż już po chwili gorzkie łzy ponownie zaczęły spływać po jej zaczerwienionych policzkach.
Widząc jej niespodziewaną reakcję, po raz kolejny poczuł, jak ktoś wbija mu szpile w serce. Pomimo jej niechęci chwycił ją mocno za nadgarstek i przyciągnął do siebie, wtulając ją w swój tors. Objął ją czule, nie zamierzając prędko jej puszczać.
- Nie płacz - wyszeptał jej zaniepokojony do ucha. Nie chciał już więcej widzieć ją w takim stanie jak wczorajszej nocy. Po prostu nie chciał.
- Wiem, co myślisz i to naprawdę nie jest tak - powiedział przyciszonym głosem, bez przerwy tuląc ją do siebie.
Nie odzywała się. Bała się cokolwiek powiedzieć. Bała się, że wraz z wypowiedzianym jednym słowem, ponownie zacznie szlochać, kiedy tak bardzo nie chciała, by ponownie widział ją zapłakaną. Jednak tak jak przed chwilą, wszystkie jej chęci i starania nie przyniosły upragnionych skutków. Kolejna, tym razem większa kaskada łez zaczęła wypływać z jej oczu. Przymknęła powieki, chcąc chociaż na chwilę je powstrzymać. Jednak to nadal nic nie dawało.  
Sasuke przycisnął ją mocniej do własnego ciała. Nie chciał, by płakała. Nie chciał, by płakała przez niego.
- Ciii -wyszeptał subtelnie, głaszcząc ją delikanie po plecach, chcąc by się uspokoiła i dała mu wreszcie dojść do słowa. Tylko, że nie miał pojęcia, w jaki sposób ma wszystko jej wyjawić, nie teraz, kiedy rozkleiła się w jego ramionach.
- Oo, co tu tak ładnie pachnie? - spytał Itachi, wchodząc niespodziewanie do kuchni.
Sakura, słysząc szwagra, oderwała się od męża, jakby zostali nakryci na czymś nieprzyzwoitym. Pośpiesznie otarła łzy, nie chcąc, by i on widział ją zapłakaną. Pociągnęła nosem, spoglądając do piekarnika, gdzie piekło się włoskie danie.
- Lazania - odpowiedziała, obdarzając go wymuszonym uśmiechem. Widziała, jak brat Sasuke przygląda się jej badawczo i błagała tylko w myślach, by nie zadał jakiegoś niepożądanego pytania.
- Odpoczeliście? - wtrącił ku jej zadowoleniu Sasuke.
- Tak. Taichi jeszcze śpi, a Mio zaraz zejdzie z Akihito, jak tylko go ubierze - powiedział spokojnie, bez przerwy wodząc wzrokiem za bratową. Wyczuwał wiszącą w powietrzu napiętą atmosferę, która lada moment może runąć na nich wszystkich jak grom z jasnego nieba.
- Kawy, herbaty? - spytała, nalewając wody do czajnika, chcąc zaparzyć sobie ciepłej herbaty.
- Dla mnie kawa, a Mio pewnie będzie chciała herbatę - odparł, rozciągając się i zasiadując przy okrągłym kuchennym stole.
Sakura przytaknęła, a następnie niepewnie spojrzała w stronę męża. W końcu jednak jego też wypadałoby się zapytać. Sasuke jednak pokręcił przecząco głową, przeczuwając, co chce powiedzieć.
Gdy tylko Mio zeszła na dół, ciepłe napoje były gotowe i tuż po wyciągnięciu przez Sakurę gorącej lazani z piekarnika, wszyscy skierowali się do salonu.
- Oj, nie wiem czy wytrzymam jeszcze pół godziny bez tknięcia lazani, nawet tu ją czuć - powiedział rozbawiony Itachi, zajmując miejsce tuż obok żony na kanapie.
- Nie marudź, musisz poczekać aż wszystko ładnie ostygnie i scali się ze sobą. Wytrzymasz, a jak nie to wiesz, gdzie jest kuchnia i lodówka - skarciła go Mio, na co Sakura zachichotała pod nosem i wzięła najmłodszego członka rodziny na ręce.
- Daj jej chociaż pietnaście minut - powiedziała do szwagra z rozbawieniem, siadając z dzieckiem na podłodze. Chwyciła za gryzak, jaki kupiła wczorajszego popołudnia i zaczęła bawić się z Akihito.
Sasuke uważnie przyglądał się żonie i jej uśmiechowi, zastanawiając się, czy tylko w jego obecności wydaje mu się nieszczęśliwa.
- Tak w ogóle, to mamy dwa poważne pytania do was - powiedział Itachi, spoglądając na brata i jego żonę.
Sakura przeniosła wzrok z dziecka na granatwowłosą, zastanawiając się, na jakie poważne tematy chcą z nimi rozmawiać.
- Mówcie - odparł spokojnie Sasuke, rozsiadając się w skórzanym fotelu, w którym Sakura uwielbiała czytać książki.
- Jak mniemam obojgu udało się wziąć te trzy tygodnie wolnego? - spytała na wstępie Mio, uśmiechając się pocieszająco do różowowłosej.
Sakura przytaknęła, po czym spojrzała kątem oka na męża, który w tej chwili był wielką niewiadomą. W końcu nie mieli okazać porozmawiać o tym aspekcie przyjazdu rodziny. Ich wzrok ponownie się ze sobą spotkał.
- Tak, udało nam się - odpowiedział, nie przerywając kontaktu wzrokowego z różowowłosą.
- To co powiecie, by po niedzieli pojechać za miasto na stadnine na kilka dni? Taki odpoczynek pewnie wam również dobrze by zrobił - powiedziała energetycznie Mio, mając ogromną nadzieję, że zgodzą się na ten krótki wyjazd.
Sakura zawieśiła wzrok na Akihiko, gdy tylko usłyszała wzmiankę o posiadłości, jaka niegdyś należała do rodziców braci Uchiha. Nigdy nie byłaby w stanie zapomnieć, czy też wymazać tamtego miejsca z pamięci, w końcu to tam poznała swojego przyszłego męża.


Pamiętała tamten dzień, jakby to było wczoraj. Gorące, parne powietrze, przy którym ledwo co dało się oddychać. Nie była w stanie określić, od jak dawna nie spadła ani kropla deszczu, ale przypuszczała, że niedługo miną dwa miesiące. Kopnęła mały kamień, jaki znalazł się na jej drodze, który następnie potoczył się kilka metrów do przodu. Poprawiła torbę na ramieniu, zastanawiając się, co ona tu tak naprawdę robi. Na samo wspomnienie, że rodzice przyciągneli ją tu siłą na wspólne wakacje, złość jeszcze bardziej w niej wzbierała. Życie nastolatki było przekichane, nawet jeśli za kilka miesięcy były jej osiemnaste urodziny, to póki co i tak nie miała większego wyboru, jak tylko słuchać rodziców. Ciężkie westchnięcie wydobyło się z jej krtani, po czym ponownie kopnęła tego samego kamyka, który ponownie potoczył się kilka metrów do przodu. Niespodziewanie usłyszała tupot racic, więc zdziwiona odwróciła się za siebie, spoglądając na dwa przepiękne konie galopujące w jej stronę. Rozchyliła delikatnie usta w podziwie, ale nie wiedziała, co było piękniejsze -  zwierzęta, czy gracja dwójki jeźdźców. W zamyśleniu zaczęła robić drobne kroki do tyłu, chcąc ustąpić im z drogi, gdy nagle poczuła jak traci grunt pod nogami. Głośny krzyk wydobył się z jej krtani, gdy tylko wpadła do przydrożnego rowu, w jakim znajdowały się same pokrzywy.
Jeźdźcy zatrzymali konie i ze zdziwieniem spoglądali na nastolatkę, która klnąc pod nosem, zaczeła wygrzebywać się z krzaków.
- Nic ci nie jest? - spytał starszy mężczyna.
- A czy wyglądam, jakby nic mi nie było? - zapytała sarkastycznie, drapiąc się po niemalże całym ciele. Ale największy szok doznała, gdy zrobiła krok w przód a kostka niemiłosiernie zaczęła ją boleć. Kolejny krzyk wydobył się z jej krtani. Usiadła na piaszczystej drodze, usianej kamieniami i nie wiedziała, czy ma się drapać czy też trzymać się za najprawdopodobniej skręconą kostke.
- Daleko mieszkasz? - spytał ten sam osobnik, spogladając kątem oka na równie zdumionego brata.
- A bo ja wiem - odparła wzruszając ramionami i poczuła jak niechciane łzy zaczynają napływać do jej oczu. Tak bardzo chciała, by jej ciało przestało tak cholernie szczypać, a kostka boleć. - Nie mam nawet zielonego pojęcia, gdzie jestem. Przyszłam gdzieś stamtąd - dodała, wskazując w stronę, z której oni sami przygalopowali.
- Tam nie ma żywej duszy w  przeciągu najbiższych trzech kilometrów - wtrącił drugi chłopak, przyglądając się dziewczynie w zaciekawieniu.
- Długo szłaś? - spytał ten pierwszy, na co Sakura ponownie wzruszyła ramionami. - Mieszkamy niedaleko, pojedziesz z nami i tam cię opatrzymy, a później samochodem odwieziemy do domu - wtrącił spokojnie.
Sakura spojrzała się na nich jak na dwójkę idiotów.
- Nawet was nie znam! - zaargumentowała podniesionym głosem.
- Jestem Itachi Uchiha, a to mój brat Sasuke - powiedział bez najmniejszych ogródek, zeskakując z konia i podchodząc do niej. - Mieszkamy za tym wzgórzem - powiedział, pokazując jej na horyzont. - Nasza matka zna się na pierwszej pomocy i na pewno ci jej udzieli. Obiecuję, że nie spadnie ci z włos z głowy - dopowiedział, wyciągając do niej ręke.
Sakura zmarszczyła brwi i uważnie przyjrzała się braciom.
- Jeśli coś mi się stanie, to mój duch będzie was nawiedzał do końca waszych dni - burknęła, chwytając Itachiego za ręke.
- No, braciuszku, posuń się. Ona jedzie z tobą - wtrącił od razu.
- Czemu ze mną? - spytał, mrużąc oczy.
- Bo moja dziewczyna będzie bardzo zazdrosna, gdy zobaczy, że wiozę piękną niewiastę na koniu. A znudziły mi się już te ciągłe tłumaczenia - odpowiedział, prowadzając kulejącą i bez przerwy drapiącą się różowowłosą w stronę konia brata.
Sasuke z ciężkim westchnięciem posunął się nieco do tyłu, robiąc dziewczynie miejsce z przodu. Jakoś nie chciał słuchać pół nocy wrzasków Kimiko, bo znowu nie podobało jej się to, co robił Itachi, nawet jeśłi to było w dobrej wierze.
- Wiesz już, jak my się nazywamy, wypadałoby również się przedstawić - powiedział, gdy tylko Itachi podsadził nieznajomą.
Napowietrzyła policzki, po czym powiedziała:
- Sakura Haruno.
- Ładnie - odparł Itachi, wskakując na własnego konia. - No to kierunek dom - powiedział radośnie, ruszając z miejsca i nie zważając na Sasuke, puścił się galopem w stronę domu rodziców.
- Mogłabyś się tak nie wiercić? - spytał Sasuke, czując, jak dziewczyna bez przerwy wierci się w jego objęciach.
- Nie mogę, wszystko mnie swędzi - odparła z grymasem, nie przestając ocierać się plecami o jego tors.
Ciężkie westchnięcie wydobyło się z krtani młodszego z braci Uchiha.
- To będzie długa podróż do domu - burknął pod nosem i po machnięciu lejcami, koń ponownie zaczął się ruszać, jednak w o wiele wolniejszym tempie.


- Co o tym sądzisz? - spytał Sasuke, kierując pytanie do zamyślonej różowowłosej.
Sakura puściła gryzaka, którym zabawiał się Aki i spojrzała niepewnie na męża, zastanawiając się, czy w obecnej sytuacji wyjazd tam był rzeczywiście dla ich związku takim dobrym pomysłem. Niewątpliwie myśli Sasuke zaprzątały podobne, jeśli nie identyczne wątpliwości.
- Jestem za - powiedziała niepewnie różowowłosa, nadal nie będąc pewna, czy jest w stanie stawić czoła przeszłości.
Sasuke wyczuwając jej wahanie, spojrzał na nią łagodnie.
- A więc jedziemy - wtrącił spokojnym tonem w stronę brata i bratowej.
- Jaka była druga sprawa, o której chcieliście porozmawiać? - spytała spokojnie Sakura, ponownie zerkając na niespełna roczne dziecko, które właśnie upatrzyło sobie jej różowe kosmyki włosów.
- To raczej jest tylko i wyłącznie moja prośba skierowana do was - odparł Itachi, próbując wzrokiem objąć Sasuke i Sakurę, którzy siedzieli po dwóch różnych stronach salonu. Widząc, że zwrócił uwagę ich obojga, ponownie się odezwał
- Co sądzicie o tym, by zorganizować wieczorem grilla, na którego zaprosiłbym starych znajomych z Akatsuki? W końcu nie widzieliśmy się od lat.
Źrenice Sakury zadrżały minimalnie, a twarz pobladła delikatnie na samą myśl, że przy jednym stole Sasuke miałby usiąść z Sasorim. Przełknęła głośno ślinę i z przerażniem spojrzała na męża, który była pewna, że niestety odmówi bratu. Widziała, jak jego szczęka zaciska się ze sobą mocno, a rysy twarzy poważnieją, świadcząc o tym, że debatuje w myślach nad odpowiedzią. Ale ona była święcie przekonana, że Sasuke odmówi, więc mogła być spokojna. Jednak czy na pewno?
- Nie ma problemu -  powiedział niespodziewanie młodszy z braci, powodując, iż ciało jego żony zamieniło się w słup soli.


~***~


Sam nie mógł uwierzyć, że się zgodził. Z drugiej strony większość dawnych znajomych Itachiego nie przeszkadzała mu, no może z wyjątkiem idiotycznych kłótni Hidana, Kakuzu i Deidary. Ale największym problemem był tu Sasori, który, jak na złość, już pałętał się gdzieś po jego domu. Widział się z nim zaledwie przelotnie i od razu mógł stwierdzić, że czerwonowłosy nie był zbytnio zadowolony z tego, iż Sasuke chodzi po własnym domu jakby nigdy nic. Na samo to wspomnienie, grymas niezadowolenia zawitał na jego twarzy.
- Sasori, o czym ty bredzisz? - głos poddenerwowanego brata przykuł jego uwagę, gdy przechodził niedaleko kuchni. - To że...
- Oni nie widzieli się ze sobą od kilkunastu dobrych tygodni -  powiedział bez ogródek czerwonowłosy.
Sasuke przystanął w miejscu, doskonale wiedząc, że temat jego własnego małżeństwa został właśnie poruszony. Zaciekawiony przystanął w miejscu i ze splecionymi ramionami na klatce piersiowej oparł się o najbliższą ścianę.
- Ej, spokojnie, możliwe, że oboje mieli napięte grafiki. Dobrze wiesz, że taka możliwość rówież istnieje. I moim zdaniem pomału zaczynają dochodzić do porozumienia, aczkolwiek poruszają się w żółtwim tempie - stwierdził tym razem o wiele spokojniej Itachi.
- Sakura mu nie wybaczy - stwierdził, a po plecach Sasuke przeszły dreszcze. Niby czego ma mu nie wybaczyć? Co on wie?
- Powiedziała mi, że on ją zdradza, Itachi. Żebyś tylko widział, w jakim stanie ją wtedy znalazłem. Musiała spędzić dwie noce pod kroplówką, by jej organizm mógł dojść do siebie!
Źrenice Sasuke rozszerzyły się gwałtownie. Był zdziwiony. Był przerażony. Był zniesmaczony. Nie wiedział, czy wierzyć w jego słowa, czy też nie. Zazwyczaj, gdy nie zastawał jej śpiącej w domu, przypuszczał, że została w szpitalu ze względu na jakiś ciężki wypadek. Ale to? Nigdy by nie pomyślał, że z jego winy Sakura trafi do szpitala. Dopiero teraz dotarło do niego, jak bardzo ostatnimi tygodniami ją zranił, pomimo iż prawda nie do końca była taka, jak wszyscy wkoło kreują.
- Nie mieszaj się w ich sprawy. Znam Sakurę nie od wczoraj i wiem, że jeśli nie chciałaby dłużej ciągnąć tego małżeństwa, to już dawno jej by tu nie było - powiedział bezprecedensowo Itachi.
- Mogłem się domyślić, że będziesz bronił brata - wycedził Sasori.
- Wcale go nie bronię. Aktualnie jeśli to, co powiedziałeś, jest prawdą, to mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że mój brat zachowuje się jak skończony idiota, który najwyraźniej nie zasługuje już na swoją żonę. Aczkolwiek to nie nam jest decydować za nich - odparł Itachi, na co Sasuke wykrzywił usta w grymasie.  - To, co mnie interesuje, to dlaczego ty się w to mieszasz? Sasori, mam ogromną nadzieję, że nie przekroczyłeś pewnej granicy, która dzieliła ciebie i Sakure.
Młodszy z braci zmarszczył niebezpiecznie brwi, zastanawiając się nad dokładnym znaczeniem słów Itachiego.
- Jedyna granica, jaka jest pomiędzy nami, to papierek zaświadczający o jej małżeństwie z twoim bratem.
Sasuke rozchylił usta w szoku, wypowiadając w ogromnym zdziwieniu imię żony. Nie, nie, ona przecież nie mogła... Ale skoro on mógł, to czy powinien ją teraz winić? Zacisnął dłoń w żelazną pięść, która tuż po chwili przybrała biały kolor. Nagle usłyszał głośny huk, dochodzący z kuchni. Nie wiedział nawet, kiedy jego nogi właśnie tam go zaprowadziły. Gdy tylko wszedł do pomieszczenia gospodarczego z grobową miną, dostrzegł Sasoriego leżącego na ziemi łapiącego się dłonią za twarz. Spomiędzy jego palców zaczęła cieknąć karmazynowa krew.
- Złamałeś mi nos - wybełknotał czerwonowłosy.
- Przegiąłeś Sasori, radzę ci łapska od teraz trzymać przy sobie - warknął zdenerwowany Itachi, spoglądając z obrzydzeniem na dawnego przyjaciela.
- Ty... - wycedził Sasori, dostrzegając, iż kolejny Uchiha zaszczycił ich swoją obecnością.
- Wypierdalaj z mojego domu - warknął ostro, przystając tuż obok brata. - Albo sam pomogę ci go opuścić - dopowiedział srogo.
Jednak nim Sasori zdążył w jakikolwiek sposób zaregować, do kuchni weszła Mio zalaarmowana hałasem.
- Co tu... - urwała, widząc zakrwawionego mężczyznę na kuchennej posadzce. Zdziwionym spojrzeniem spojrzała na męża i jego brata, którzy starali się utrzymać nerwy na wodzy. Mio zrobiła kilka kroków do przodu, chcąc udzielić pomocy Sasoriemu, ale Itachi złapał ją za przedramię, nie pozwalając zrobić ani kroku więcej.
- Ten pan już wychodzi - stwierdził hardo, kątem oka zerkając na przestraszoną żonę, która nie rozumiała nic z zaistniałej sytuacji.
Niezadowolony Sasori podniósł się z posadzki i z mordem w oczach spojrzał na braci Uchiha, którzy taksowali go z równą wściekłością. Bez słowa ominął ich, uderzając Sasuke w ramię i opuścił kuchnię. Sasuke ruszył tuż za nim, chcąc mieć pewność, że mężczyzna opuści jego dom. Miał jedynie nadzieję, że Sakura, która zniknęła gdzieś jeszcze przed przybyciem Sasoriego, nie pojawi się z nienacka.
Sasori spojrzał kątem na Sasuke, idącego tuż za nim.
- Przekaż jej, że póżniej do niej zadzwonię - powiedział z zadziornym uśmieszkiem, który już po chwili zniknął z jego twarzy, gdy tylko Sasuke chwycił go za koszulę i z impetem oparł o solidne drewniane drzwi.
- Trzymaj się od niej z daleka - warknął wściekły, zaciaśniając jeszcze bardziej dłonie na jego odzieniu.
Sasori prychnął złowieszczo pod nosem.
- Teraz nagle cię ona obchodzi? - zadrwił. - A gdzie byłeś wcześniej, gdy cię potrzebowała?
- Ona zawsze mnie obchodziła -  wycedził spoglądając prosto w jego oczy. - Nie jestem takim skończonym idiotą, jak sądzisz - skwitował, nawiązując do wcześniejszych słów Itachiego.
Sasori domyślając się o co mu chodzi, zmarszczył brwi przyglądając się bojowej postawie karookiego.
- Może i nie, ale ona ma już wyrobioną opinie na twój temat. Sam do tego doprowadziłeś - stwierdził Akasuna.
- Jest tu. Nie odeszła, tylko cały czas tu jest, więc zamiast mnie przekreślać, radzę nie zbliżać się do niej nigdy więcej - warknął, po czym puścił go i zrobił krok w tył. Nacisnął na klamkę i pociągnął ją do siebie, otwierając tym samym drzwi. - Tak jak powiedziałem wcześniej: wypierdalaj - powiedział nieprzyjemnym tonem.
Akasuna tuż po rzuceniu mu nieprzychylnego spojrzenia, opuścił posiadłość Uchiha bez powiedzenia nawet słowa. Sasuke zatrzasnął za nim głośno drzwi, a gdy tylko się obrócił dostrzegł brata z żoną stojących nieopodal.
- Ochłoń zanim do niej pójdziesz - powiedziała spokojnie Mio, której Itachi zdał pokrótce relację z tego, co się wydarzyło.
- Wiedziałaś? - spytał oskarżycielsko z uniesioną brwią.
- Domyślałam się czegoś, ale wczoraj, jak sam widziałeś, nie była zbyt rozmowna. Rozkleiła się, rozkleiła się mówiąc o tobie - wyjaśniła ze spokojem.
- I nie wyciągaj pochopnych wniosków, dopóki z nią na spokojnie nie porozmawiasz - dopowiedział Itachi, gdy tylko dostrzegł, jak Sasuke kieruje się w stronę schodów. Jednak młodszy z braci nawet się nie obejrzał, tylko solidnym krokiem dążył ku pokojowi gościnnemu, gdzie Sakura miała usypiać małego Aki’ego.
Stając przed ostatnimi drzwiami na końcu korytarza, zacisnął dłoń w żelazną pięść. Mio miała rację, musiał nieco ochłonąć, nim ponownie się spotka z żoną. Wziął kilka głębszych oddechów i wiedząc, że nawet kilka godzin nie pomogłoby mu w ochłonięciu, chwycił za klamkę, wchodząc po cichu do gościnnej sypialni.
Na w pół rozpakowane walizki leżały pod szafą. Jednak jego wzrok spoczął na śpiącej różowowłosej, która dłonią trzymała małego pogrążonego również we śnie brzdąca za plecki. Wypuścił większą ilość powietrza, którą wstrzymywał w płucach, od kiedy zaczął wchodzić po schodach. Niepewnie podszedł do łóżka, zasiadając na jego krańcu, przyglądając się śpiącej żonie. Delikatnie położył dłoń na jej boku, gładząc go subtelnie.
Przez uchylone okno do sypialni słychac było śmiechy i chichy gości Itachiego, którzy delektowali się spotkaniem po latach w ich ogrodzie. Wiedział, że jego brat chwilowo nie jest w najlepszym humorze i to samo mógł powiedzieć o sobie. Niespodziewanie poczuł, jak Sakura porusza się i przewraca na plecy. Momentalnie cofnął dłoń, uważnie jej się przyglądając. Powieki lekarki delikatnie zaczęły drgać, a gdy tylko się otworzyły, od razu spoglądała na niego. Przetarła oczy, jakby zobaczyła ducha.
- Co tu robisz? - szepnęła zaspana, przenosząc swój wzrok na malca śpiącego tuż obok.
- Przyszedłem porozmawiać na spokojnie - odparł również przyciszonym głosem. - O nas i o tym, co się teraz dzieje - powiedział tym swoim pociągającym, lecz spokojnym tonem, że aż zadrżała.
Wzięła głęboki oddech i spojrzała na niego kątem oka. Wiedziała, że był zdeterminowany do rozmowy - jego zaostrzony wyraz twarzy wszystko zdradzał.
- Mamy gości - mruknęła pod nosem, schodząc z łóżka i biorąc malca na ręce, którego następnie włożyła do łóżeczka. Nakryła go cienkim kocykiem, uśmiechając się do niego czule.
- Poczekają. Itachi z Mio wcale nie spodziewają się nas prędko na dole - odparł z namysłem, śledząc wzrokiem każdy jej ruch. Pomału wstał z krawędzi łóżka i wolnym krokiem zaczął iść w stronę łóżeczka, które ona sama wczoraj złożyła. Gdy był tuż za nią, odwróciła się do niego, wyczuwając jego obecność i spojrzała zraniona głęboko w jego kare tęczówki.
- Dobrze - przytaknęła drążcym głosem, zaciskając mocno pięść. Spuściła wzrok, chcąc wyminąć go i udać się do drugiego pokoju, nie chcąc przez przypadek obudzić najmłodszego synka Mio, gdy niespodziewanie ujrzała krople krwi na jego koszuli. Zmarszczyła brwi, taksując całą sylwetke męża w poszukiwania rany, czy czegokolwiek, co mogło spodowować by krwawił. Nie znajdując niczego takiego, zaczęły pojawiać się w niej pewnego rodzaju obawy.
- Krawiłeś? - spytała, nie potrafiąc ukryć swego zdziwienia.
Sasuke potrząsnął głową, spoglądając na krople krwi, których wcześniej nie zauważył. Najwyraźniej pojawiły się na jego koszuli, gdy szarpał się z Sasorim przy drzwiach.
- To nie moja krew - odpowiedział, robiąc krok do tyłu.
A jednak, pomyślała, zastanawiając się uporczywie, do kogo ta krew należy.
- Zaraz wszystkiego się dowiesz - wtrącił, doskonale wyczytując z jej mimiki twarzy, iż w jej głowie panuje chaos.
Usta Sakury wykrzywiły się w małym grymasie, jednak zamiast coś powiedzieć, wyszła z gościnnej sypialni, kierując się w stronę ich pokoju z elektroniczną niańką w ręku.
Gdy tylko Sasuke zamknął za sobą drzwi, spokój, jaki jeszcze przed chwilą go ogarniał, wyparował, a na twarzy pojawiła się złość, którą ciężko było mu ukryć.
- Długo zamierzałaś zwlekać z powiedzeniem mi, że sypiasz z innym? - wycedził przez zaciśnięte zęby, wywiercając wzrokiem dziurę w jej plecach.
Ciało Sakury zastygło w przerażeniu na kilka sekund, po czym z wściekłością obróciła się na pięcie i z ognikami w oczach spojrzała na mężczyznę, którego niegdyś pokochała.
- A czy ty długo zamierzałeś zwlekać z powiedzeniem mi, że sypiasz ze swoją asystentką?! - krzyknęła. Nie miała zamiaru płakać już więcej. Już wystarczająco łez wylała przez niego ostatnimi tygodniami.
- Rano ci powiedziałam, że nie raz znalazłam ślady szminki na twojej koszuli, do tego każdy ciuch cuchnął damski perfumami - dodała, ściskając obie dłonie do białości.
- To kuźwa wcale nie tak! - wrzasnął, zmiejszając pośpiesznie dystans pomiędzy nimi, który ona starała się co chwile zwiększyć.
- A niby jak jest, co, Sasuke? - spytała kręcąc głową z powątpiewaniem. - Wiedziałam, że coś zaczęło się pomiędzy nami psuć, ale gdy chciałam zacząć to jakoś naprawiać, to zacząłeś znikać bez powodu, odpychając mnie od siebie na każdym kroku! A wszystkie wcześniejsze próby kontaktu z tobą zawsze spalały na pawce, aż dziwiłam się, że wczoraj odebrałeś ode mnie telefon - powiedziała, nadal niedowierzając na jakim etapie właśnie znajduje się jej małżeństwo. Oparła się plecami o parapet, spoglądając na niego intensywnie. Wiedziała, że to jest ten moment. Moment na szczerą i poważną rozmowę między nimi. Pora zadycydować, co dalej zamierzają robić z własnym życiem.
- Nie zdradzam cię, Sakura, na lewo i prawo, jak wbił ci to do głowy przeklęty Sasori - powiedział, spoglądając na nią hardo. - Raz. Zdradziłem cię raz, gdy zachlałem się w trzy dupy pół roku temu - powiedział przymykając powieki i spuścił wzrok w dół. - Tak, unikałem cię, unikałem cię, bo nie wiedziałem, jak mam spojrzeć ci w oczy! Jak mam ci to powiedzieć! Ale próbowałem... Wierz mi - powiedział ze zrezygnowaniem. - Perfumy i szminki, mówisz? Tak, należą one do niej, ale dla twojej wiadomości nic oprócz tej jednej nocy nie było. Każdą kolejną noc spędzałem w biurze. Sam - podniósł swój wzrok, spoglądając na Sakurę, która bacznie się mu przyglądała.
- A teraz czego się dowiaduję? Że sypiasz z tym dupkiem - warknął zdegustowany ową nowiną. - Jak długo Sakura, co?
Złość zaczęła w niej wzbierać. Prychnęła złowieszczo pod nosem.
- Aha, czyli teraz to ja jestem ta najgorsza - skwitowała, splatając ramiona tuż pod swoimi piersiami. - Nigdy cię nie było, Sasuke! Uległam, chowając się w jego pocieszających ramionach. Wiesz, jaka z początku byłam wściekła, że zamiast ciebie to on był przy mnie, gdy potrzebowałam kogoś bliskiego? On do mnie dzwonił, on zabierał mnie na miasto, by się przejść czy też coś zjeść. On był wszędzie tam, gdzie ty, człowiek, którego cały czas kocham powinien być! - wrzasnęła, zatapiając dłonie w gęste różowe włosy i osuwając się łagodnie na podłogę. Oparła czoło o kolano, pociągając mocno nosem. Przeklnęła samą siebie w myślach, za kolejną swą bezsilność. Jej wszystkie chęci bycia silną w jego oczach poszły w niepamięć. Nie potrafiła być juz przed nim tą silną Sakurą.
- Uległam mu dwa czy trzy razy - wyszeptala ze łzami w oczach. - Nie pamiętam dokładnie, ale wszystko wtedy było o wiele bardziej pocieszające od pustego domu i chłodnego łóżka - przygryzła dolną wargę, próbując powstrzymać się od wybuchnięcia gromkim płaczem.  
Przeczeszał dłonią włosy i wziął głęboki wdech. Czując, jak adreanalina i złość nadal buzują w jego ciele, zacisnął mocno dłoń i pięścią uderzył z impetem w najbliższą ściąne.
Sakura słysząc huk, wzdrygnęła się i w przerażeniu uniosła swój wzrok, spoglądając z trzęsącymi się tęczówkami na roztrzęsionego męża.
Widząc jej czerwone od płaczu oczy, wypuścił z płuc większą ilość powietrza i po rozluźnieniu dłoni, wolnym krokiem zaczął podchodzić do niej. Uklęknął przy trzęsącej się kobiecie, obejmując jej twarz swymi dłońmi, po czym nachylił się delikatnie nad nią stykając się z nią czołami. Wpatrywał się głęboko w jej zaszkole szmaragdowe tęczówki, a jego oddech pomału zaczął się uspokajać.
- Kochasz go? - spytał drżącym głosem.
- Dopiero co powiedziałam, że pomimo wszystko nadal cię kocham, a ty teraz pytasz się, czy kocham innego? - zapytała oburzona.
Nie wierzyła. Nie wierzyła, że zadał właśnie to pytanie. Słysząc słowo “kocham” sądziła, że następne słowo jakie wypowie, będzie “mnie”, a nie “go”. Pokręciła głową z dezaprobatą, mając najszerszą nadzieję, że się przesłyszała albo, że to on się przejęzyczył. Ale ku jej niezadowoleniu on wpatrywał się w nią intensywnie, nadal domagając się odpowiedzi.
- Nie, nie kocham go i nigdy nie kochałam. Ale ja głupia uległam pokusie bycia znowu przez kogoś kochaną, nawet jeżeli ja nigdy nie odwzajemniałam jego uczuć. Nawet nie wiesz, jak duszy jest lepiej, gdy wiesz, że jest ktoś, kto cię kocha - wychrypiała drżącym głosem przepełnionym ogromnym bólem, wtapiając się w jego kare tęczówki. - A kogo ty kochasz, Sasuke Uchiha? - spytała, wymuszając w sobie poważną tonację, chcąc stłamsić w sobie napierające do jej oczu łzy.
- Nadal kocham kobietę, którą poślubiłem osiem lat temu. I wiem, że obiecałem jej, iż nie dopuszczę, by bańka mydlana prysła i byśmy byli razem ze sobą na dobre i na złe, bo to z nią chce się zestarzeć - powiedział, a jego głos również zaczął się łamać z każdym nowo wypowiedzianym słowem.
- Odsunąłeś mnie od siebie, odizolowałeś, jakbym była nikim ważnym. Zamiast przełknąć swoją dumę i przyjść jakoś porozmawiać, ty wolałeś wykluczyć mnie ze swojego życia - zaargumentowała, wyjawiając mu ze łzami w oczach swoje najskrytsze żale. - Może i nie wybaczyłabym ci od razu, ale na wszystko trzeba czasu. A teraz? Nie wiem nawet, jak mam samej sobie przebaczyć, a co dopiero tobie. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak to cholernie boli - wychrypiała, a kaskady gorących łez zaczęły spływać po jej polikach.
Schował tęczówki pod powiekami, a następnie przyciągnął ją delikatnie, tuląc się do niej. Napawał sie jej zapachem, za którym tak tęsknił ostatnimi tygodniami. Był głupcem, że wcześniej nie zorientował się, jak bardzo ją rani. Był głupcem, że w ogóle zrobił ten krok, który spowodował efekt domina, czego w rezultacie było ciągłe cierpienie Sakury. Był głupcem, że dopiero teraz to do niego dotarło. Pogładził ją subtelnie po plecach, chcąc ukoić jej nerwy, naderwane przez jego własną osobę.
- Kocham cię Sakura, kocham cię i nie chce byś odchodziła - wyszeptał, ściskając ją mocno w ramionach. - Wiem, że postąpiłem źle i, że to wszystko jest moją winą. Sam nieumyślnie popchnąłem cię ku niemu, czego ogromnie żałuję. Żałuje tego, że tak odepchnąłem cię od siebie, zamiast stawić czoła prawdzie, woląc cię unikać, bo miałem wrażenie, że jedno twoje spojrzenie jest w stanie przedrzeć się przez moje myśli i, że nim powiem słowo, to wyciągniesz pochopne wnioski, które zniszczą nas oboje - powiedział spokojnie, bez przerwy mając zamknięte powieki.
Wsłuchiwała się w każdą wypowiedzianą przez niego frazę, zaciskając mocno dłonie na jego koszuli. Jego obecność i silny uścik był dla niej ostoją, aczkolwiek ogromny ból serca nadal nie ustępował. Była rozdarta. Nie wiedziała, co robić, pomimo iż nadal czuła, że daży Sasuke tym samym uczuciem co wcześniej.
- Nie chcę odchodzić - szepnęła, pociągając nosem i odsunęła go od siebie, chcąc spojrzeć mu w oczy, które pomału zaczął ponownie otwierać. - Chcę zostać tu z tobą, ale to wszystko naprawdę boli - powiedziała, uderzając dłonią o lewą pierś, za którą kryło się zranione serce.
Sasuke dotknął tej samej dłoni i ścisnął ją mocno, niepewnie spoglądając w jej szmaragadowe tęczówki.
- Wiem - przytaknął, a słowo ledwo co przedarło się przez jego krtań. - Jednak chce wiedzieć, czy jest szansa. Szansa na odbudowanie tego wszystkiego, co z mojej własnej głupoty runęło jak domek z kart - powiedział, unosząc prawą dłoń i delikatnie zaczął głaskać jej policzek.
Sakura przygryzła dolną wargę, ale nie opuściła wzroku, który cały czas wpatrywał się w jego twarz.
- Oboje potrzebujemy czasu - szepnęła, delektując się jego bliskością, za którą tak bardzo tęskniła. - Czasu, który pokaże, czy jesteśmy w stanie pogodzić się z  tym wszystkim, co stało się na przestrzeni ostatnich miesięcy - mówiąc to, wtuliła się w niego, udzielając mu tym samym pozytywnej odpowiedzi. Zdawała sobie sprawę, że oboje zawinili, nie tylko on czy ona. Wina leżała po obu stronach. I razem musieli przez to przebrnąć, bez naruszania fundamentów tego związku.
- Sakura... - szepnął zdziwiony, obejmując ją ponownie ramionami. Sądził, że powie, że nie ma żadnych szans na kolejną próbę w ich małżeństwie i będzie to koniec tego, co próbowali razem zbudować. Ale nie. Ona postąpiła inaczej, niż jego podświadomość mu podpowiadała. Tak jak sam powiedział Sasoriemu, została i jest tu teraz przy nim i nie ma zamiaru nigdzie odchodzić. Skromny uśmiech zawitał na jego twarzy, gdy wreszcie dotarło do niego, że nic nie jest jeszcze stracone. Jednak pomimo wszystko nadal żałował. Żałował, że zachlał się jak świnia, a na następny dzień obudził się w łóżku asystenki, nie pamiętając zupełnie nic z poprzedniej nocy.
- Nie chcę, by to się skończyło - powiedziała łamiącym się głosem, czując jak kolejna dawka łez zaczyna napływać do jej łez.
Chwycił ją delikatnie za ramiona i łagodnie odciągnął od siebie.
- Tak długo, jak ty nie będziesz chciała tego zakończyć, nie odejdę. Będę tu z tobą - powiedział ze stoickim spokojem i z zaniepokojeniem zaczął lustrować wyraz jej twarzy.
Sakura pociągnęła nosem, a następnie z wątłym uśmiechem przytaknęła.
- Nie chcę - powtórzyła uspokajająco.
Lekko skinął głową, po czym delikatnie złapał za jej dłoń.
- Wypadałoby zejść do ogrodu - wtrącił, wstając z klęczek i podciągnął ją za sobą do góry. - Pewnie już wszyscy się wypytują, gdzie jesteśmy.
Ponownie przygryzła dolną wargę, nie sądząc, że jest w stanie teraz stawić czoła Sasoriemu, który najprawdopodobniej czeka na nią w ogrodzie. To zdecydowanie nie jest najlepszy pomysł. Nie gdy wokół będzie tłum ludzi, którzy notabene byli jego przyjaciółmi.
- Ja chyba zostanę z Akihito - mruknęła nieobecnym głosem, spuszczając wzrok.
Westchnął cicho, domyślając się, co stoi za jej niechęcią do pojawienia się wśród gości.
- Nie ma go. Poszedł - powiedział chłodno, po czym zaczął ściągać z siebie poplamioną krwią koszulę z zamiarem wymienienia jej na inną.
Sakura zmarszczyła delikatnie brwi, zastanawiając się nad powodem, dla którego Sasori miałby po tak krótkim czasie wyjść.
- Coś się stało? - spytała z pewnego rodzaju obawą w głosie. Miała dziwne wrażenie, że podczas usypiania malca coś ją ominęło.
- Kazałem mu wyjść, tak samo jak i Itachi, który najpierw przywalił mu swoim prawym sierpowym bez wątpienia łamiąc mu nos - wyjaśnił beznamiętnie, wzruszając ramionami.
Jej źrenice zadrżały, ale nie dlatego, że Sasori oberwał, tylko dlatego, że to sam brat jej męża, który był zawodowym bokserem, użył siły przeciwko własnemu przyjacielowi. Wiele pytań zaczęło krążyć po jej głowie w poszukiwaniu odpowiedzi. Nie miała pojęcia, jaki bodziec zmusiłby Itachiego do takiego czynu.
Sasuke widząc, jak jego żona główkuje nad jego słowami, ponownie otworzył swe usta:
- Powiedział mu kilka nietaktownych słów i pewnie gdyby on mu nie przywalił, sam bym to zrobił.
- Co takiego powiedział? - zapytała, a lekki grymas pojawił się na jej twarzy. Wiedziała, że frazesy jakie wypowiedział, nie mogły być czymś zwykłym.
- A jak myślisz skąd wiedziałem, że wy...? - urwał, nie chcąc kończyć tego stwierdzającego pytania. Z ciężkim westchnięciem założył czystą jasną koszulę, która idealnie komponowała się z jego ciemnymi jeansami. - Idziemy? - spytał spokojnie, zbliżając się pomału ku niej.
Sakura przytaknęła, a usta wykrzywiły się w subtelnym uśmiechu. Poczuła jak tym razem niepewnie chwyta ją za dłoń, spoglądając kątem oka na nią pytająco. W odpowiedzi jedynie ścisnęła mocno jego dłoń i oboje zaczęli kierować się ku wyjściu z sypialni, gdy niespodziewanie po pomieszczeniu rozeszło się niepewne pukanie do drzwi. Gdy tylko je otworzyli, ujrzelli stojącą przed nimi Mio z wyraźnym niezadowoleniem wypisanym na twarzy. Ale gdy tylko dostrzegła trzymające się małżeństwo za rękę, uśmiechnęła się do nich czule.
- Nie chciałam wam przeszkadzać, ale ktoś bardzo irytujący się do ciebie dobija - fuknęła, podając Sasuke słuchawkę od bezprzewodowego telefonu stacjonarnego.
Karooki uniósł brew w zdziwieniu. A biorąc od szwagierki telefon spytał:
- Kto to?
- Twoja asystenka - wycedziła przez zaciśnięte zęby, a Sakura słysząc to, cała zesztywniała. Jej twarz niespodziewanie pobladła i chciała wyrwać dłoń z uścisku męża, jednak ten skutecznie jej to uniemożliwił. Spojrzała na niego kątem oka, a dostrzegając wymalowaną na jego twarzy złość i zdegustowanie telefonem jakże nieproszonej w tej chwili osobie, zaprzestała szarpać dłonią.
Gdy Mio zaczęła odchodzić, Sasuke obrócił się by móc spojrzeć na całe lico żony, po czym nogą zamknął drzwi i nie odrywając wzrok od Sakury, odebrał telefon.
- Mam nadzieję, że dzwonisz z dobrym powodem - powiedział oschle.
- Czemu nie ma cię w biurze? Pan Matsumoto żąda spotkania z tobą - usłyszał w odpowiedzi.
- Ty się nim zajmij. Ja jestem na zaplanowanym od dawna urlopie i nie życzę sobie, by ktokolwiek mi przeszkadzał. W razie jakiś pytań zgłoś się do Chiyo, ona wszystko wie - dodał i już miał się rozłączać, gdy przypomniał sobie bardzo ważną sprawę.
- Skoro już zadzwoniłaś, to teraz wytłumacz mi, co miało znaczyć to zablokowanie karty mojej żonie? Jakim prawem to zrobiłaś? - warknął wyraźnie poddenerwowany. - Gdy wrócę z urlopu, przenosisz się do innego oddziału, ale to zorganizuję później - dopowiedział i nie czekając na jakiekolwiek wyjaśnienia z jej strony, rozłączył się, rzucając słuchawkę telefonu na łóżko.
Dostrzegając, jak Sakura ponownie przygryza dolną warge, przyciągnął ją bliżej siebie.
- To był raz, który się już nigdy więcej nie powtórzy - zapewnił ją, wyczuwając bijące od niej obawy, które pojawiły się wraz z telefonem Nami.
Spoglądała w jego kare tęczówki, chcąc z całej siły wierzyć w jego słowa, ale wiedziała że ona sama święta nie była i też popełniła kilka błędów, o których nigdy wcześniej się jej nie śniło.
Uniosła dłoń i z czułym uśmiechem zaczęła delikatnie muskać jego policzek opuszkami palców.
Zahipnotyzowany jej iskrzącym spojrzeniem, nachylił się nad nią i nie widząc sprzeciwu z jej strony, objął jej twarz dłońmi i z pożądaniem wpił się w jej karmazynowe usta. Sakura zaczęła oddawać zachłanne pocałunki męża, za którymi tak bardzo tęskniła. Wplotła swoje palce w jego gęste włosy, przyciągając go jeszcze bliżej siebie.
Po dłuższej chwili oderwali się od siebie i ponownie stykneli się czołami, cały czas będąc w swych objęciach.
Niespodziewanie z elektronicznej niańki wydobył się cichy szloch dziecka. Sakura spojrzała na męża przepraszająco, po czym wyszła z ich sypialni, kierując się w stronę pokoju gościnnego.
- Coś ci się niedobrego śniło? - spytała, wyciagając zapłakanego malca z łóżeczka i kciukiem zaczęła ścierać łzy z jego polików. - No ciii... - zaczęła szeptać czule do niego, w między czasie gładząc go delikatnie po pleckach, a wszystko po to by przestał płakać. Malec z każdą nową sekundą zaczął się uspokajać, a dostrzegając luźne różowe kosmyki włosów cioci, obrał sobie je za cel zabawy. - I co, już nie będziesz spał, hę? - spytała z rozbawieniem i odwróciła się z nim na rękach w stronę drzwi, gdzie dostrzegła Sasuke, który ponownie dzisiejszego dnia bacznie ją obserwował.
- Gdyby nie tamten wypadek, byłabyś wspaniałą matką - szepnął, zaciskając dłoń w solidną pięść.
- Nie wracajmy do tego, proszę - mruknęła, podchodząc bliżej niego. Wiedziała, że poniekąd to tamte wydarzenia wpłynęły na ich zachowanie w stosunku do siebie.
- Przepraszam - odparł, spoglądając na nią zaniepokojony. Nie chciał, przypominać jej wydarzeń sprzed półtorej roku, jednak widząc ją uspokajającego małego Aki’ego nie potrafił, nie powiedzieć tych jakże prawdziwych słów, które idealnie odzwierciały jego uczucia. - Nie zaśnie już? - spytał, spoglądając na rozbudzonego malca, który bawił się różowymi kosmykami włosów.
Sakura pokręciła przecząco głową.
- Pora zabrać go do rodziców - powiedziała, uśmiechając się do malca, który już po chwili niechcący pociągnął ją za włosy.
W trójkę zeszli do ogrodu, w którym znajdowało się pełno gości Itachiego - byli wszyscy z jego starej paczki oprócz Sasoriego. Ku zdziwieniu Sakury, żaden znajomy jej szwagra nie przyszedł sam, tylko z osobą towarzyszącą. Gdy dorośli byli pogrążeni w rozmowach i śmiechach, Taichi bawił się w dmuchanym basenie, jaki kupiła Sakura.
- Najwyższy czas - powiedział Deidara, widząc małżeństwo wychodzące na taras.
- O! Aki już nie śpi? - spytała Mio, podchodząc do nich i biorąc syna na ręce, którego następnie przetransportowała w ręcę męża.
- Obudził się przed chwilą - odpowiedziała spokojnie.
- Chodź, przyniesiemy jedzenie na grilla z kuchni - powiedziała radośnie granatowowłosa, chwytając Sakurę za ręke i zaciągnęła ją z powrotem do domu. Oczywiście głównym powodem i tak było dowiedzenie się kilku istotnych rzeczy od Sakury i na czym stoi w swym małżeństwie.
Itachi również nie był dłużny bratu, gdyż tuż po zakończeniu przyjacielskich rozmów i on chciał dowiedzieć się, o co dokładnie chodzi, a przede wszystkim, co działo się ostatnimi miesięcami. Ku jego zdziwieniu Sasuke opowiedział mu wszystko, nie pomijając ani jednego szczegółu.


~***~
Kilka dni później...


- Nie lubię siedzieć na miejscu pasażera - mruknęła niezadowolona Sakura, spoglądając przez przednią szybę samochodu męża na własne autko, które prowadził Itachi. Widząc oślepiający blask zachodzącego słońca wzięła przykład z Sasuke i założyła na nos okulary przeciwsłoneczne.
- Tak, wiem, ty lubisz siedzieć za kierownicą i szarżować - stwierdził Sasuke, spoglądając na nią kątem oka, a widząc, jak uśmiecha się szeroko na jego komentarz, parksnął jedynie śmiechem.
Nagle po całym samochodzie rozszedł się dźwięk telefonu komórkowego. Kobieta pośpiesznie zaczęła grzebać w torebce, a gdy tylko znalazła urządzenie i spojrzała na wyświetlacz, westchnęła ciężko, odkładając go z powrotem.
- Coś nie tak? - spytał spokojnie, starając się skupić na drodze.
- Nie, nic - mruknęła, spoglądając na wiejski krajobraz rozprzestrzeniający się z każdej strony. Ponad tydzień przebywali już na dużej wiejskiej posiadłości, jaką wybudowali państwo Uchiha naście lat temu z dala od miejskiego zgiełku. Właśnie wracali z małej rodzinnej wycieczki nad morze, by spędzić jeszcze dwie noce z matką naturą, po czym czekał ich powrót do Tokio.
- Znowu on? - głos Sasuke wyrwał ją z zamyślenia.
Przytaknęła niechętnie.
- Muszę z nim porozmawiać, inaczej nie przestanie dzwonić - mruknęła niechętnie pod nosem.
- Jeśli nie chcesz tego robić, nie musisz. Możemy to rozwiązać w inny sposób - powiedział i przeniósł rękę ze skrzyni biegów na jej kolano.
Uśmiechnęła się pod nosem, muskając opuszkami palców jego dłoń.
- Sama to zrobię, bo znając ciebie dojdzie do rękoczynów - powiedziała spokojnie, na co Sasuke wykrzywił usta w grymasie. Nie pierwszy raz już o tym rozmawiali. Początkowo sądzili, iż Sasori sam ustąpi, zwłaszcza po tym, co wydarzyło się w ich domu.  Mylili się.
W ciągu kilku następnych minut dojechali do wiejskiej posiadłości Uchiha. Ku zadowoleniu młodych rodziców chłopcy ponownie zasnęli w samochodzie po długim i męczącym dla nich dniu. Gdy tylko rozpakowali samochody z plażowych akcesoriów, Sakura ponownie usłyszała, jak jej telefon zaczyna dzwonić. Wzięła głęboki oddech, a jej szczęka zacisnęła się w rozdrażnieniu. Chciała z nim porozmawiać w cztery oczy, gdy tylko wróci do Tokio, ale on nie dawał jej teraz wyboru. Ponownie wygrzebała telefon z torebki i trzymając go w dłoni, wyszła z domu mówiąc Mio, że zaraz wraca.
Jej kroki skierowały ją do obory, z którą również miała wiele wspomnień. Gdy tylko przypomniała sobie wydarzenia sprzed dziesięciu lat, czuły uśmiech wkradł się na jej twarz. Usiadła na snopku siana, odkładając na bok telefon, w który ciągle się wpatrywała. Zmierzwiła dłonią włosy, zastanawiając się, jak ma porozmawiać z Sasorim. Na pewno nie będzie to najlepsza rozmowa w jej wykonaniu i jest przygotowana na wyrzuty ze strony czerwonowłosego. Ona sama jednak miała wyrzuty, że postąpiła tak a nie inaczej. Ale wraz z kolejnym telefonem Sasoriego, zacisnęła dłoń na kolanie i odebrała.
- Halo? - spytała niepewnie, przymykając powieki.
- Nareszcie! Czemu nie odbierałaś? Coś się stało? Martwiłem się - usłyszała, a ciche westchnięcie wydobyło się z jej krtani.
- Nic się nie stało, ale Sasori, nie powinieneś był dzwonić - powiedziała stanowczym tonem.
- Niby dlaczego? Co ci powiedział? Co ci zrobił, Sakura?
- Nic mi nie zrobił - mruknęła tym razem nieco zła. Nie podobały jej się te oskarżenia. Pomimo swego charakteru Sasuke nie byłby w stanie jej skrzywdzić fizycznie.
- Po prostu nie powinieneś już więcej do mnie dzwonić. Byłam cholerną egoistką, Sasori, która popełniła życiowy błąd, chowając się w twoich ramionach. Nie powinnam była tego robić, dlatego nie chcę, byś więcej do mnie wydzwaniał, a w pracy zachowujmy relacje czysto zawodowe - wytłumaczyła bezuczuciowo na jednym oddechu.
- O czym ty gadasz, Sakuro? Wybaczyłaś mu to, co ci zrobił? - zapytał z odrazą.
- Najpierw muszę wybaczyć samej sobie - skwitowała hardo, nie chcąc być przez niego osądzana.
- Widzę, że ładne ci kłamstewka naopowiadał, a ty we wszystko jak grzeczna żona uwierzyłaś.
- Grzeczna żona nie zdradza męża - powiedziała, zaciskając mocno dłoń na telefonie. - Chciałam porozmawiać z tobą, gdy tylko wrócę do Tokio, ale nie dałeś mi wyboru, Sasori. Chcę to zakończyć tu i teraz. Chcę ratować swoje małżeństwo - dodała stanowczym tonem.
Słyszała jak Sasori prychnął po drugiej stronie słuchawki.
- Tylko gdy wróci do niej, nie przychodź do mnie z płaczem - skwitował bez ogródek Akasuna, po czym rozłączył się.
Sakura rzuciła telefon w stóg siana i wplotła dłonie we włosy, nachylając się nieco do przodu. Nagle poczuła, jak ktoś otula jej ramiona ciepłym pledem, uniosła swój wzrok, natykając się od razu na karę tęczówki. Zadrżała.
- Słuchałeś?-  spytała zmieszana.
Sasuke pokręcił przecząco głową.
- Wszedłem, gdy rzuciłaś telefonem - odpowiedział, siadając tuż obok niej.
Przytaknęła, wzdychając ciężko.
- Obraził cię w jakikolwiek sposób - zapytał zaniepokojony, domyślając się, z kim właśnie odbyła rozmowe telefoniczną.
- Nie - odpowiedziała i niepewnie położyła głowę na jego kolanach, lustrując uważnie wnętrze starej obory, wypełnionej stogami siana i przyrządami do pielęgnacji koni. - To miejsce jest nostalgiczne - szepnęła, a jej wzrok przykuły ostatnie promienie słońca, jakie przebijały  się przez dziury w ścianach z desek. Kącik jej ust uniósł się delikatnie, powodując, iż na jej usta wkradł się subtelny uśmiech. Nie raz przesiadywała tu z Sasuke o różnych porach dnia i nocy.
Również zaczął rozglądać się po starej oborze. Wspominając dawne czasy i na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech. Przeniósł swój wzrok na różowowłosą, która również bacznie mu się przyglądała.
- Masz rację. To miejsce skrywa wiele wspomnień - szepnął, przypominając sobie wydarzenia sprzed kilku lat.
Przygryzła delikatnie dolną wargę i nie przerywając kontaktu wzrokowego, dotkneła jego chłodnego policzka, gładząc go subtelnie kciukiem.
Czując jej czuły dotyk na swojej skórze, mimowolnie zaczął nachylać się nad nią. Ustami delikatnie zaczął muskać jej pełne wargi, a widząc jak pomału przymyka powieki, pocałował ją, a ona w odpowiedzi zaczęła pogłębiać jego pocałunki. Splotła ręce na jego karku, dłońmi co chwile mierzwiąc jego kruczoczarne, gęste włosy.
- Sakura... - wymruczał z pożądaniem pomiędzy namiętnymi pocałunkami.
Nie wiedząc nawet kiedy, wylądowali po chwili na kupce niezbitego w stóg siana, obdarowując się wzajemnie gorącymi pocałunkami.
~***~


- Czuję się jakbym miała deja vu - szepnęła Sakura, próbując uspokoić oddech. Ułożyła głowę na jego klatce piersiowej, wsłuchując się w przyśpieszone bicie serca męża.
- Nie tylko ty - powiedział również przyciszonym głosem, po czym ucałował czule czubek jej głowy i przejechał opuszkami palców po jej nagim ramieniu. - Wiele naszych wspomnień, łączy się z tym miejscem - powtórzył z uśmiechem na twarzy.
Sakura obróciła się po chwili, opierając podbródek na jego torsie i spoglądając bezpośrednio w kare tęczówki męża. Palcem wskazującym zaczęła znaczyć nic nieznaczące znaki na jego rozgrzanej skórze.
- Wiele dobrych wspomnień - mruknęła z delikatnym uśmiechem na twarzy. - Chyba pora wracać, Mio i Itachi pewnie już się niepokoją - dodała po dłuższej chwili, wzrokiem starając się zlokalizować strój kąpielowy i zwiewną sukienke, jaką jeszcze dwie godziny temu miała na sobie. Owinęła się w wełniany pled i wyciągnęła dłoń po ubrania, które ostatecznie i tak podał jej Sasuke.
- Jak wychodziłem, powiedzieli, że idą się położyć - powiedział spokojnie, podnosząc się na łokciach. Przyglądał się uważnie Sakurze, która pomału zaczęła ubierać się z powrotem w strój kąpielowy, na który następnie zarzuciła zwiewną białą sukienkę. On sam w między czasie również z powrotem ubrał bieliznę i spodnie, po czym delikatnie dotknął jej dłoni, przyciągając ją bliżej siebie.
- Gdy wrócimy do Tokio, chciałbym jakoś wynagrodzić ci te długie tygodnie mojej nieobecności - wyszeptał jej subtelnie do ucha, obejmując ją czule ramieniem.
Spojrzała na niego uważnie kątem oka. - Twoja obecność mi wystarczy - powiedziała spokojnie. - Zresztą oboje wiemy, że nie tylko ty zawiniłeś - mruknęła przyciszonym głosem, po czym przygryzła dolną warge.
- Ale wszystko zaczęło się ode mnie - przyznał niechętnie, wzdychając ciężko.
Sakura przejechała dłońmi po jego włosach, uśmiechając się do niego czule.
- Nie rozmawiajmy o tym więcej. Tak jest dobrze, co było w przeszłości, zostanie w przeszłości. Teraz musimy ponownie nauczyć się żyć ze sobą - odparła, spoglądając głęboko w jego kare tęczówki.  
Przytaknął, opuszkami palców gładząc subtelnie jej ramie.
- Wszystko będzie jak dawniej - obiecał, po czym ucałował czule bark różowowłosej.
- Jesteś głodny? - spytała nagle, przypominając sobie, że nie jedli nic od wczesnego popołudnia. Zresztą przez skwar jaki był nad morzem, wszyscy raczej byli pozbawieni apetytu.
Gdy Sasuke już zamierzał odpowiedzieć, z brzucha kobiety wydobyło się ciche burknięcie. Słysząc to nie potrawił wsytrzymać się od parsknięcia śmiechem pod nosem.
- Ja nie, ale widzę, że ty jesteś. Wracajmy - powiedział wstajając z siana, podając jej wyciągniętą dłoń.
Chwyciła ją z uśmiechem i oboje wrócili do domu z drewna.


~***~


Tuż po przebudzeniu następnego ranka, od razu zabrała się wraz z Mio za przyrządzanie śniadania dla całej rodziny. Oczywiście wszystkiemu towarzyszyły przyjemne śmiechy i żarty.
Niespodziewanie Taichi podbiegł do Sakury, ciągnąc ją co chwilę za koszulkę.
- Ciocia, ciocia, pojeździmy dzisiaj też na koniu? - spytał spoglądając na nią dużymi karymi tęczówkami.
- Taichi! - zawołała Mio. - A gdzie proszę? - spytała karcąco.
Sakura zaśmiała się pod nosem.
- Tak Taichi, dzisiaj też pojeździmy konno, ale najpierw pora zjeść śniadanie, inaczej mama będzie krzyczeć - wtrąciła, obdarzając malca uczyłym uśmiechem.
Chłopczyk pisknął z zachwytu, po czym zaczął jeść jajecznicę postawioną na stole.
- A ty co taki zadowolony z samego rana? - spytał Itachi syna, wchodząc z Akim na rękach i Sasuke do kuchni.
- Ciocia zabierze mnie na przejażdżkę! - powiedział podniesionym głosem, nie potrafiąc dłużej ukryć ekscytacji.
- Znowu? - spytał zdziwiony Sasuke, spoglądając pytająco na Sakure. Odkąd tylko tu przyjechali, niemal każdego dnia wsiadała na konia. Chyba jedynie wczorajszy dzień był wyjątkiem ze względu na ich wycieczkę nad morze.
- Nie często tu przyjeżdżamy - stwierdziła Sakura, kładąc dwa kolejne talerze z jedzeniem na stary drewniany stół.
- My z Itachim jedziemy do miasta na chwilę - powiedział tajemniczo, spoglądając kątem oka na brata, który jedynie przytaknął.
- Pewnie i tak wrócicie pierwsi niż ona z Taichim - wtrąciła rozbawiona Mio, siadając przy stole i biorąc młodszego syna na ręce. - A my z Akihito pobawimy się w ogrodzie, gdy was wszystkich nie będzie - powiedziała, robiąc śmieszną minę do malca, który następnie zaczął się śmiać do rodzicielki.
I tak jak było zapowiedziane, tuż po zjedzonym śniadaniu dwójka braci odjechała w stronę pobliskiego miasta, do którego była godzina jazdy w jedną stronę, a Sakura wraz z pięcioletnim chłopcem zaprzęgli jednego konia i odjechali na nim w pobliskie lasy na małą przejażdżkę. W końcu mieszkając w Nowym Jorku Taichi nie często ma szanse przebywać na świeżym powietrzu, a tym bardziej pojeźdźić konno tak jak teraz. Sakura siedziała z chłopcem w jednym siodle, usadawiając go wcześniej tuż przed sobą, tak jak przy pierwszym spotkaniu jechała z Sasuke. Wtedy jeszcze nawet nie wiedziała, jak wsiąść na konia, nie mówiąc już o jeździe. A teraz? Jeźdźiła konno z istną gracją, której niegdyś zazdrościła braciom Uchiha. Jak widać na jej przykładzie, czasy się zmieniają. W jej przypadku na dobre.
Spędziła z Taichim niemal trzy godziny, jeżdżąc konno po pobliskich lasach i polach, jednak wszystko w granicach rozsądku. Wbrew namowom chłopca, nie puściła się galopem do domu, nie chcąc by przez przypadek spadł jej z konia. Co jak co, ale nie chciała, by coś mu się stało. A zwłaszcza, gdy był pod jej opieką.
Dojeżdzając do dużej posiadłości zbudowanej jedynie z drewna, dostrzegła czerwonego mercedesa cabrio - takiego jak zawsze chciała; ale nie, dla Sasuke był on mało “bezpieczny”. Napowietrzyła poliki, nie odrywając wzroku od samochodu, którego tak bardzo pożądała w przeszłości.
- Ciocia, kto to jest? - spytał Taichi wskazując w oddali na postać, jaka właśnie wynużyła się z samochodu.
Sakura przymrużyła oczy, a dostrzegając blondwłosą kobietę, która notabene była już prawie ex asystentką jej męża, złość zaczęła się w niej zbierać niekontrolowanie.
-  Żmija - wycedziła przez zaciśnięte zęby, nieco przyśpieszając jazdę. Swoje wściekłe tęczówki miała zwrócone na kobiecie, która wyraźnie na nią czekała. Tylko pytanie było: po co?
- A co to? - spytał chłopczyk, spoglądając kątem oka na ciotkę.
Zmarszczyła brwi, spoglądając hardo na Nami.
- To taki bardzo obślizgły i wredny wąż, który pojawia się tam, gdzie nie jest proszony - powiedziała w gniewie.
- Ale ja mówię o tej pani! - zaprotestował, ponownie wystawiając palec wskazujący, który był skierowany na kobiete.
- Ta pani ma bardzo dużo wspólnego ze żmiją - odpowiedziała zdawkowo, a po chwili zatrzymała konia tuż przy Nami, która spoglądała na nią z ognikami w oczach.
- Czego tu szukasz? - warknęła ostro, odwzajemniając wściekłe spojrzenie.
- Przyjechałam tu z tobą porozmawiać - odpowiedziała ze stoickim spokojem blondynka, wyciągając jakiś papier z torebki.
- Ze mną? - spytała zdziwiona, a jej brew mimowolnie uniosła się. Nie miała pojęcia, o czym przyjechała taki kawał drogi z nią rozmawiać, ale Sakura nie miała zamiaru tego uczynić. Chwyciła pewniej za lejce i rozluźniła napięte ciało.
- Nie wydaje mi się, byśmy miały o czymkolwiek rozmawiać. Nie widzę ani powodu, ani takiej potrzeby - stwierdziła, przygotowując się do wznowienia jazdy, gdy niespodziewanie Nami ponownie się odezwała, tym razem bardziej stanowczo.
- Odejdź od Sasuke albo on to zrobi lada dzień.
Sakura spojrzała na nią zdziwiona, a z jej krtani wydobył się perlisty śmiech.
- Ciocia nie odejdzie od wujka, żmijo - wtrącił niespodziewanie naburmuszony Taichi, który bacznie przysłuchiwał się ich konwersacji. A Sakura nie potrafiła powstrzymać w sobie kolejnego śmiechu po usłyszeniu jego słów.
- Posłuchaj no, Nami - zaczęła rozbawiona do śmiechu różowowłosa. - Jak właśnie usłyszałaś z ust tego malca, nie mam zamiaru odchodzić od swojego męża. I jestem święcie przekonana, że on też nie odejdzie ode mnie, więc przestań pleść głupoty i radzę ci znikać stąd jak najszybciej, zwłaszcza, że słyszę odgłosy silnika, co oznacza, że Sasuke wraz ze swoim bratem już są niedaleko - powiedziała, próbując trzymać nerwy na wodzy.
Kącik ust Nami unióśł się zawadiacko do góry.
- Jestem w ciąży - wtrąciła spokojnie, pokazując Sakurze zdjęcie usg. - Prawie trzeci miesiąc. Więc chyba rozumiesz moje chęci, by to dziecko wychowywało się w szczęśliwej, pełnej rodzinie - mówiąc to, położyła prawą dłoń na brzuchu, a na jej twarzy pojawił się promieniujący uśmiech.
Źrenice Sakury rozszerzyły się gwałtownie, a warga zaczęła niebezpiecznie drgać. Odwróciła pośpiesznie wzrok w drugą stronę, starając się nie rozpłakać przy znienawidzonej kobiecie. Półtorej roku temu, ona też trzymała w dłoniach podobne zdjęcie, jednak przez wypadek, w którym spadła ze schodów poroniła w czwartym miesiącu, akurat, gdy brzuszek zaczynał być widoczny. Samotna łza spłynęła po jej poliku, którą pośpiesznie starła. Jeszcze dzisiaj rano ufała Sasuke i wszystkiemu, czego by nie powiedział. A teraz? Znowu ją okłamał? Nie jest głupia, potrafi liczyć. A pomiędzy pół roku a trzy miesiące, są kolejne miesiące. Co oznacza, że tłumacząc się kilka dni temu, nie mówił prawdy. Mówił to, spoglądając prosto w jej zapłakane oczy. Pokręciła głową, niedowierzając temu wszystkiemu, ale zdjęcie mówiło samo za siebie. Dziecko istniało w macicy kobiety stojącej tuż obok niej. Dziecko jej męża. Niespodziewanie wszystko zaczęło wirować w jej oczach, chwyciła się dłonią za głowę, przymykając na chwilę powieki. Dźwięk silnika samochodu dudnił w jej głowie, odbijając się w niej echem. Niespodziewanie poczuła jak koń pod nią zaczyna się niespokojnie wiercić. W obawie o Taichiego, chwyciła go mocno w pas, próbując w między czasie uspokoić konia, który z każdą sekundą zaczął się zachowywać jeszcze bardziej chaotycznie.
Nami zrobiła kilka kroków do tyłu, obawiając się, by zwierzę przez przypadek jej nie uderzyło. Jej niebieskie tęczówki bacznie przyglądały się Sakurze, która próbowała nie stracić panowania nad koniem, jednak już po chwili zwierzę uniosło przednie kopyta, zrzucając z siebie różowowłosą i chłopca.


~***~


- Kiedy zamierzasz jej to dać? - spytał Itachi, spoglądając na brata z zawadiackim uśmiechem.
- Nie wiem - odparł w zamyśleniu, nie spuszczając wzroku z polnej drogi jaką właśnie podróżowali. Jeszcze chwila i będą w domu, który w rzeczywistości był jedynie wakacyjną posiadłością, na którą rzadko kiedy przyjeżdżali. - Pewnie niedługo.
- Jeśli chcesz to po powrocie do Tokio, zabiorę gdzieś Mio i dzieciaki, byście mogli mieć wieczor dla siebie - powiedział spokojnie starszy z braci, zmieniając w radiu piosenkę.
- Może dzisiaj jej to dam - wtrącił Sasuke. - Ale nie wiem, jak zareaguje - dopowiedział z ciężkim westchnięciem.
Itachi poklepał brata po ramieniu.
- Chcecie spróbować raz jeszcze. Oboje tego chcecie i póki co wam to wychodzi. A to, że chcesz wręczyć jej spóźniony prezent ślubny, który jest od serca jeszcze bardziej ją w tym uświadczy. Zobaczysz - powiedział, chcąc dodać bratu odwagi. Zdawał sobie sprawę, że Sasuke doskonale wiedział, jakie błędy popełnił w życiu, a także to, że nie był z innych dumny. Wiedział, że jego brat po prostu popełnił kilka złych życiowych decyzji, które z każdym nowym dniem starał się naprawić. I wierzył z całego serca, że po pewnym czasie jego małżeństwo odrodzi się od nowa, dwa razy silniejsze.
Niespodziewanie Itachi dostrzegł czerwoną plamkę na horyzoncie. Przymróżył oczy, które następnie rozszerzyły się w zdziwieniu.
- Czyje to auto? - spytał brata, wskazując w kierunku domu.
- Co? - zapytał Sasuke wybudzony z myśli, spoglądając kątem oka na Itachiego, jednak gdy tylko zorientował się o czym jego brat mówi, nacisnął mocniej na pedał gazu, gwałtownie przyśpieszając.
- Co jest? - spytał zaniepokojony Itachi, widząc reakcję Sasuke.
- To samochód Nami i nie mam zielonego pojęcia co ona tu robi, ale czuję w kościach kłopoty - wycedził przez zaciśnięte zęby, ściskąjąc mocno dłonie na kierownicy.
Gdy tylko byli bliżej domu, oboje dostrzegli blondynke rozmawiająca z Sakurą i żadnemu się to nie podobało. Nagle dostrzegli jak koń zaczyna się zachowywać, jakby ktoś albo coś go spłoszyło.
- Nie podoba mi się to - powiedział zdenerwowany Itachi, a Sasuke z zaciśniętą szczęką jeszcze bardziej przyśpieszył.
Oboje zamarli w momencie, gdy koń zaczął unosić przednie kopyta.
Młodszy z braci zatrzymał się na podjeździe i wraz z Itachim wybiegli z samochodu, kierując się na polanę tuż przy posiadłości. Widząc, jak wypadają z siodła, z krtani obu braci wydobył się krzyk.
Jeden nawołujący syna, a drugi żonę.
Nami odwróciła się do nich w przerażeniu, jednak szybko została zignorowana, gdyż ci wymineli ją.
- Sakura - powiedział drżącym głosem Sasuke, klękając prz półprzytomnej różowowłosej. Wyciągnął dłonie chcąc ją podnieść, ale Itachi mu w tym przeszkodził.
- Nie dotykaj jej, może mieć uraz kręgosłupa - wtrącił pośpiesznie, biorąc na ręce płaczącego syna, który tulił się do niego.
Nagle Mio wybiegła z domu, chcąc sprawdzić co się dzieje, a widząc spłoszonego konia, który właśnie wbiegł samopasem do lasu i Sakure na ziemi, zamarła w przerażeniu.
- Dzwoń po karetkę! - krzyknął donośnie Itachi, wybudzając żonę z chwilowego letargu. - Taichi jest cały! - dodał pośpiesznie, chcąc by nie martwiła się zbytnio o syna.
Sasuke w międzyczasie spoglądał na Sakurę, wypowiadając co chwilę w amoku jej imię i błagając by się ocknęła. Dotknął delikatnie jej głowy, gładząc subtelnie jej fantazyjne włosy. Ale czując ciepłą ciecz na palcach oderwał dłoń, spoglądając z przerażniem na rękę, na której znajdowała się krew Sakury. Jego źrenice zaczęły drgać niekontrolowanie, a swój wzrok po krótkiej chwili znalazł się na blondynce stojącej z boku.
- Co jej kurwa powiedziałaś?! - wrzasnął na całe gardło, spoglądając z furią na asystentkę. Wiedział, że w normalnym okolicznościach nie było mowy, by Sakura spadła z konia, nie z jednej już podobnej sytuacji wychodziła cała i zdrowa. Coś musiało zachwiać jej koncentrację i wyprowadzić z równowagi. A osoba, która znała odpowiedź na dręczące go pytania, stała tuż przed nim.
Jednak Nami zamiast odpowiedzieć, wbiła wzrok w ziemię i zaczęła robić robić kroki do tyłu, chcąc jak najszybciej oddalić się z tego miejsca.
- Mów! - powtórzył nie zniżając ani na chwilę tonacji swego głosu.
- Sasuke, uspokój się - skarcił go brat, próbując uspokoić drżącego syna, który cały czas  się do niego przytulał, trzymając go za szyję. - Tak Sakurze na pewno nie pomożesz - dodał, chcąc, by Sasuke jak najszybciej ochłonął i skupił się na żonie, która to w tej chwili go potrzebowała.
Młodszy z braci chwycił mocno dłoń różowowłosej, spoglądając cały czas na jej twarz. Nagle zaczęła mamrotać coś pod nosem, ale nikt nie był w stanie zrozumieć, co mówi.
Z domu wyszła poddenerwowana Mio wraz z młodszym dzieckiem na rękach, kierując się w pośpiechu w ich stronę.
- Już jedzie! - krzyknęła z oddali, błagając tylko, by ekipa ambulansu się pośpieszyła - w końcu nie mieszkali zbyt blisko miasta.
W tym czasie Taichi, który zaczął się uspokojać, zaczął szeptać do ojca, udzielając mu tym samym odpowiedzi na niepokojącego go i Sasuke pytania. Z każdym słowem wypowiedzianym przez chłopca, jego oczy jeszcze bardziej się rozszerzały, nie wierząc temu, co właśnie słyszy. Nie miał jednak powodu, dla którego syn miałby go okłamać. Zwłaszcza nie pięciolatek. Spojrzał niepewnie na blondwłosą kobietę, która nagle cała pobladła w przerażniu, a następnie na swojego brata.
- Sasuke - zawołał spokojnie, pozwalając, aby jego żona zaczęła ściskać Taichiego. - Sasuke! - powtórzył o wiele głośniej, a na horyzoncie zaczęły się pojawiać światła sygnalizujące o nadjeżdżającej karetce.
Sasuke jak zahipnotyzowany spojrzał w stronę brata.
- To, co mówiłeś Sakurze, a później mi w skrócie było najszczerszą prawdą? - wycedził przez zaciśnięte zęby. Nie wątpił w jego słowa. Wiedział, że mówił szczerze. Ba! Nie miał co do tego żadnych wątpliwości.
Ale…
Ale Sakura najwyraźniej uwierzyła w słowa Nami.
- O czym ty teraz do mnie mówisz? - warknął rozłoszczony, pokręcając w niedowierzaniu głową.
- O tym, że ta kobieta powiedziała Sakurze coś, co jeśli okaże się prawdą, ona najprawdopodobniej od ciebie odejdzie - powiedział zdenerwowany, wbijając swoje przenikliwe kare tęczówki w asystentkę brata.
- Co żeś powiedział? - spytał oniemiały, podrywając się na równe nogi. Gdy Itachi nie odpowiedział od razu, odwrócił się i zaczął iść w stronę Nami.
- Co żeś jej nagadała?! - wrzasnął rozgoryczony. Nie miał zamiaru pozwolić, by Sakura go opuściła. Nie teraz. Nie, gdy wszystko sobie wyjaśnili i zaczęli dochodzić do porozumienia.
Pod naciskiem spojrzenia młodszego z braci zaczęła się cofać.
Itachi przeczuwając, że zaraz coś złego może się wydarzyć, podszedł pośpiesznie do brata, chwytając go za ramiona.
- Uspokój się - wycedził przez zaciśnięte zęby, próbując zmusić go, by się nie szarpał.
- Co jej powiedziałaś? - powtórzył, zaciskając mocno dłoń w pięść, powodując, że jego knykcie przybrały kolor nieskazitelnej bieli.
Ale Nami nadal milczała, wpatrując się z przerażeniem na nieprzytomną kobietę.
Karetka, którą przed chwilą słyszeli zatrzymała się tuż obok, a ratownicy medyczni czym prędzej zaczeli biec w ich stronę z torbą i specjalnymi noszami.
Sasuke, widząc zbliżających się medyków, przestał się szarpać i ponownie przeniósł zaniepokojone tęczówki na żonę, do której boku zaraz powrócił.
- Dawno spadła? - spytała lekarka, gdy tylko zaczęła sprawdzać, czy Sakura nie złamała żadnej nogi, a następnie zaczęła badać jej ręce. W między czasie drugi medyk, sprawdzał czy nic nie stało się Taichiemu podczas upadku.
- Jakieś dziesięć, pietnaście minut temu - odpowiedział pośpiesznie Sasuke. - Wszystko z nią w porządku?
- Pęknięty bądź złamany nadgarstek - mruknęła pod nosem, ignorując pytanie karookiego. Wyciągnęła mała latereczkę, otwierając powieki Sakury i świecąc intensywnym strumieniem światła w jej źrenice. - Prawdopodobny wstrząs mózgu - szepnęła, po czym pośpiesznie zaczęła zakładać specjalny kołnierz na jej szyję, a podobny tuż po chwili znalazł się na jej prawej ręce; usztywniając całą ręke od łokcia w dół. - I rozbita głowa - dopowiedziała, po czym skinęła do trzeciego lekarza, który następnie przyniósł nosze, na które zaraz Sakura została przeniesiona.
- Chłopak jest cały - odezwał się medyk badający małego Uchihę. - Wygląda na to, że ona uchroniła go przed jakimikolwiek obrażeniami - dodał, uśmiechając się wesoło do Taichiego, który wtulił się zaraz w nogę ojca.
- Co z Sakurą? - spytał Sasuke poważnym tonem, widząc, jak wokół jej ciała są zapinane specjalne pasy, żeby nie wypadła w drodze do karetki.
- Zabieramy ją do szpitala. Potrzebny jest tomograf i prześwietlenie - odpowiedziała spokojnie lekarka, a dwójka jej towarzyszy podniosła pomarańczowe nosze na jakich znajdowała się różowowłosa.
Niespodziewanie jej powieki zaczęły drgać, a po chwili otworzyły się spoglądając na przejrzyste bladoniebieskie niebo.
- Co…? - spytała nieobecnym głosem, czując, jak jest gdzieś niesiona.
- Spadła pani z konia, zaraz zabierzamy panią do szpitala, gdzie zrobimy dokładniejsze badania - wyjaśniła pokrótce lekarka.
Sasuke słysząc głos żony, od razu znalazł się przy niej, łąpiąc ją subtelnie za dłoń.
Szmaragdowe tęczówki zadrżały, gdy tylko Sakura zorientowała się, kto ją właśnie dotyka. Do jej oczu ponownie zaczęły napływać łzy, a dolna warga zaczęła drgać, sygnalizując o kolejnej salwie płaczu, którą zdusiła w sobie. Dostrzegając nieopodal asystentkę Sasuke, wyrwała dłoń z jego uścisku, spoglądając na niego z niedowierzaniem.
Nami nie mogąc znieść wzroku żony kochanka, oddaliła się biegiem i wsiadła do auta, po czym jak najszybciej odjechała.
- Sakura, nie patrz na nią. Patrz na mnie. Słyszysz mnie? Patrz na mnie - mówił błagalnym głosem, ponownie próbując dotknąć jej dłoni. Ale po raz kolejny skutecznie wyrwała mu ją.
Tuż po chwili dostrzegła, jak sklepienie niebieskie zostaje zamienione na metalowy sufit karetki.
- Jade z wami - powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu Sasuke, nie zamierzając opuszczać Sakury. Nie wiedział, co takiego Nami jej powiedziała, ale widział po reakcji żony, że nie było to nic przyjemnego.
Sakura przymknęła powieki, spod których uroniły się krystaliczne łzy.
- Nie - wtrąciła drżącym głosem, gdy Sasuke prawie znajdował się w środku karetki. - Nie chce go widzieć.
Młodszy z braci Uchiha, zamarł w bezruchu ze strachem spoglądając na Sakurę, która wzrok miała wbity w sufit karetki i za wszelką cenę nie chciała teraz na niego patrzyć. Już chciał zaprotestować, gdy Itachi położył mu dłoń na ramieniu, ściskając ją mocno.
- Ja pojade - wtrąciła Mio z Akihito na rękach, a nie widząc żadnego sprzeciwu ze strony pacjentki, lekarka wpuściła granatowowłosą do karetki.
Gdy tylko karetka zaczęła odjeżdżać, Sasuke spojrzał kątem oka na brata.
- Co ona jej powiedziała? - spytał chłodno, zaciskając dłoń w pięść chcąc uspokoić drżenie ciała.
Itachi westchnął ciężko, klękając przy synu.
- Powiedz wujkowi co usłyszałeś - poprosił, spoglądając malcowi prosto w oczy.
Chłopiec przytaknął z bladym uśmiechem na swej twarzyczce.
- Kazała cioci odejść od wujka albo wujek odejdzie od cioci - powiedział, pociągając nosem.
- Co za bzdury - warknął zdenerwowany, jednak przeczuwał, że to nie wszystko co malec ma mu do powiedzenia i nie mylił się.
- Powiedziała też, że będzie mieć dzidziusia - dodał spokojnie, spoglądając bacznie małymi oczkami na wujka.
Słysząc słowa bratanka, wzdrygnął się.
- Nie odważyłaby się tak kłamać - wyszeptał pod nosem niedowierzając, jednak gdy tylko rzeczywistość w niego uderzyła, od razu zaczął kierować się w stronę samochodu. - Zapłaci mi za to - wycedził hardo.
- Sasuke! Gdzie jedziesz? - krzyknął Itachi, biorąc syna na ręce i ruszył pędem za nim.
- A jak myślisz? Do szpitala.
- Jadę z tobą - odpowiedział, po czym oboje z Taichim wsiedli do terenowego samochodu Sakury, ze względu na przymocowane w nich już foteliki.
Czterdzieści minut.
Tyle zajęło im dojechanie do szpitala, jaki znajdował się na obrzeżach pobliskiego miasta.
- Nie możecie tam wejść - powiedziała Mio dość niepewnie, gdy tylko doszli do niej. A widząc pytający wzrok Sasuke, dodała pośpiesznie.
- Zakładają jej gips na rękę. Nic poważnego jej nie jest, doznała też wstrząsu mózgu, tak jak przypuszczała ta lekarka.
Oboje odetchneli z ulgą, słysząc, że wszystko z Sakurą w miarę w porządku. Najważniejsze było, że nie doznała żadnego urazu kręgosłupa. W końcu po upadku z wyrośniętego konia można się spodziewać wszystkiego. Nawet najgorszego.
- Muszę z nią zaraz porozmawiać - powiedział nagle Sasuke, wiedząc, że musi jej wyjaśnić to nieporozumienie z Nami jak najszybciej.
Mio zerknęła na niego, po czym westchnęła ciężko, a następnie podała mu teczkę, którą cały czas trzymała w dłoni.
- Ona nie chce już rozmawiać, Sasuke - powiedziała, przygryzając wargę i spoglądając na szwagra z bólem. - Te papiery przed chwilą zostały przefaksowane z Tokio, a ona od razu je podpisała. Przykro mi, Sasuke - wyszeptała, spuszczając wzrok w podłogę.
Itachi zapominając się, przeklnął siarczyście pod nosem, całkowicie zapominając o stojącym obok niego pięciolatku. A Sasuke drżącymi natomiast dłońmi otworzył teczkę, po czym zamarł w miejscu widząc papiery rozwodowe.


~***~


Dwa miesiące później…
Przez skromne okulary śledziła w skupieniu uważnie tekst na ekranie monitora, notując zaraz lewą ręką na drugim laptopie najważniejsze informacje.
Nagle drzwi do mieszkania otworzyły się, a przez nie weszła Yamanaka z kilkoma reklamówkami zakupów. Nogą zatrzasnęła drzwi, odkładając siatki pod ścianę
- A ty nadal siedzisz przy tym biurku - wtrąciła wyraźnie oburzona, podchodząc bliżej przyjaciółki z rękoma ułożonymi na biodrach. - Jest taki piękny dzień. Wyjdź do parku na spacer czy nawet do sklepu. Cokolwiek innego niż ślęczenie nad tymi laptopami.
- Przygotowuję prezentację na sympozjum - skwitowała beznamiętnie, nie uraczając przyjaciółki nawet spojrzeniem.
Ino wyciągnęła dłonie przed siebie, udając, że właśnie dusi Sakure.
- To dopiero za cztery miesiące! Masz czas!
- Im szybciej to zrobię, tym lepiej.
- Nie sądzisz, że bardziej powinnaś się przygotować do jutra?
Sakura zaprzestała swych czynności i spojrzała z nadmuchanymi policzkami na Ino.
- Nie mam się do czego przygotowywać. Po prostu pójdę tam i będę trzymać się tego, co powiedziałam wcześniej, i co przekazywał mu mój prawnik - odpowiedziała bacznie, przyglądając się przyjaciółce.
- A on powie swoje i znowu termin rozwodu nie zostanie ustalony - odparła z rozdrażnieniem. - Oboje jesteście cholernie uparci. I nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że robicie to specjalnie.
- Niby co? To on chce mi wcisnąć dom w Tokio i posiadłość za miastem, która również należy do Itachiego. Ale on najwyraźniej o tym zapomniał - powiedziała odkładając okulary na bok i wstała z biurowego krzesła, zaczynając kierować się ku aneksowi kuchennemu. - Herbaty?
- Kawy - odparła, idąc za nią. - To czemu nie możesz ich od niego wziąć i po prostu dom sprzedać, a posiadłość przepisać na Itachiego?
- Nie mam zamiaru niczego sprzedawać. Niech on to zrobi - burknęła pod nosem, włączając czajnik i nasypując lewą ręką kawy do filiżanki dla Ino. Kątem oka zerknęła na drugą dłoń, którą jeszcze skrywał gips. Pozostał jej jeszcze tydzień i będzie mogła normalnie funkcjonować. Tydzień, by się dowiedzieć czy będzie mogła powrócić do rychłego operowania pacjentów. Póki co nie myślała nawet, że może okazać się inaczej. Chociaż wiedziała, że najprawdopodobniej nie na długo nacieszy się wykonywaniem operacji.
Ino westchła cieżko.
- Nadal nie wierzę, że się rozchodzicie - szepnęła, spoglądając lazurowymi tęczówkami.
- Dziękuję, że przyjachałaś i udostępniłaś mi swoje mieszkanie. Jestem wdzięczna - powiedziała nagle Sakura, spoglądając na nią przez ramie.
- Po takim telefonie, jaki dostałam wtedy od ciebie, nie trudno było mi podjąć właściwą decyzje, ale Sai już się piekli, ciągle dopytując się, kiedy wracam - odparła z ciężkim westchnięciem. A gdy tylko woda się zagotowała, Sakura zalała dwa kubki, jeden z kawą, drugi z zieloną herbatą.
- Od kiedy jesteś fanką zielonej herbaty? - spytała Ino z niedowierzaniem. - Zawsze się od niej stroniłaś, gdy ci ją proponowałam - dodała, nie kryjąc swojego zdziwienia.
- Nie wiem, ostatnio jakoś miałam na nią ochotę i tak już zostało - mruknęła, podając kubek gorącej kawy przyjaciółce.
Ino zmarszczyła brwi, uważnie lustrując różowowłosą.
- Ostatnio ogólnie dziwnie się zachowujesz, ale zwalam to na stres i rozwód - powiedziała spokojnie.
- Pewnie masz rację. Chcę to mieć już wszystko za sobą - odparła, siadając z gorącą herbatą przy małym kuchennym stoliku.
- Wiesz, że tamta kobieta blefowała z tą ciążą i że już nie pracuje dla Sasuke? - spytała ostrożnie, przysiadając się do przyjaciółki.
Sakura przygryzła dolną wargę, a następnie przytaknęła pewnym skiniem głowy.
- Wiem. Dowiedziałam się tuż po wyjściu ze szpitala, ale nie mam zamiaru  cofać swojej decyzji, Ino. Poniekąd mogę jej podziękować, że wtedy przyszła z tą bajeczką o dziecku. Gdyby nie tamta sytuacja, nigdy by do mnie nie dotarło, jak bardzo zostałam przez niego zdradzona. I pomimo iż nadal pałam do niego głębszymi uczuciami, po prostu nie jestem w stanie z nim być. Zdradził raz - zdradzi kolejny. Wiem, co zaraz powiesz. Wiem, że tymi słowami również mieszam samą siebie z błotem, ale ja nie potrafię… - wyszeptała, spoglądając cały czas na parującą ciecz.
Yamanaka wyciągnęła dłoń, którą następnie położyła na jej ręce.
- To twoje życie, ty decydujesz i ty zrobisz, co uważasz, że będzie dla ciebie najlepsze - powiedziała, uśmiechając się do niej czule.
Sakura ponownie skinęła głową, zastanawiając się nad słowami przyjaciółki.
- Wiesz, że Naruto miał dzisiaj przylecieć do Tokio? - spytała po chwili Ino, zmieniając kompletnie temat.
- Z Hinatą? - zapytała, unosząc głowę spoglądając w lazurowe tęczówki kobiety, siedzącej tuż naprzeciwko niej.
- Niestety nie. Ona została z dziećmi w Chinach. Zresztą Naruto przyleciał ponoć zaledwie tylko na dzień, załatwić jakąś sprawę biznesową i miał do niej wracać - odpowiedziała, a szczery uśmiech nie schodził ani na chwilę z jej twarzy.
- Szkoda, chętnie bym się z nią spotkała - mruknęła, odwzajemniając uśmiech.
- Oj tam, rozwiedziesz się, przeprowadzisz to cholerne sympozjum i później ją odwiedzisz, w czym problem? - spytała wzruszając ramionama, a następnie upiła większy łyk ciepłej kawy.
Sakura również zanurzała usta w cieczy.
- Nie będę mogła - odparła z ciężkim westchnięciem.
- Bo? - zapytała zaskoczona jej słowami, a brew od razu powędrowała ku górze. - Tsunade na pewno pozwoli ci wziąć weekend wolnego, byś mogła ich odwiedzić w Pekinie - dopowiedziała, będąc święcie przekonana swojej racji.
Różowowłosa, wyprostowała się biorąc głęboki wdech, gdy nagle poczuła, jak robi jej się niedobrze. Odłożyła kubek na blat dębowego stołu, a zdrową dłoń przystawiła do ust. Jednak czując odruch wymiotny, czym prędzej odsunęła krzesło i pobiegła do mieszczącej się nieopodal łazienki.
Ino zamrugała kilka razy widząc praktycznie wymiotującą przyjaciółkę, a gdy tylko ocknęła się z chwiloweggo letargu, czym prędzej pognała za nią. Widząc nachylającą się nad muszlą klozetową panią ordynator, chwyciła za jej włosy, pozwalając Sakurze wymiotować w spokoju.
- Przynieść ci coś? Wody? - spytała, gdy po kilku minutach Uchiha usiadła na chłodnym kafelkach, przyglądając się jej zamglonym wzrokiem.
- Nie, dzięki - szepnęła, a następnie ponownie się nachyliła, zwracając jak kot.
- Czegoś ty się najadła? - spytała karcąco, przyglądając się jej z troską.
Sakura otarła usta papierem.
- To nie jedzenie - odpowiedziała z ciężkim westchnięciem.
- A co?
Tak szybko jak wypowiedziała swe pytanie, tak szybko jej twarz pobladła.
- Sakura, ty chyba nie chcesz powiedzieć, że…? - Kolejna porcja wymiocin przyjaciółki, spowodowała, iż przerwała w połowie swą wypowiedź.
Gdy tylko poczuła się lepiej, wstała z kafelek i opłukała twarz lodowato zimną wodą.
- Jestem w ciąży, Ino - odpowiedziała słabym głosem, wpatrując się we własne odbicie w lustrze. Od razu przypomniała jej się noc spędzona z Sasuke w oborze dwa miesiące temu. Noc, której poczeli dziecko.
Ino wzięła głęboki oddech.
- Nie chcę zabrzmieć chamsko, ale czyje to dziecko? Sasoriego, czy… Sasuke?
Bojąc się reakcji przyjaciółki przymknęła powieki, zaciskając również mocno lewą dłoń na umywalce.
- Sasuke - wyszeptała. - Lekarz tydzień temu pozbawił mnie wszelkich wątpliwości. To na pewno jest jego dziecko.
- Wiesz o tym od tygodnia i dopiero teraz mi to mówisz? - spytała z wyrzutem, spłukując toaletę i siadając na zamkniętej klapie. - Chociaż nie dziwię ci się - mruknęła, spoglądając na czarne podłogowe kafelki. - Zamierzasz mu powiedzieć?
Sakura westchnęła ciężko, wyprostowując się i ponownie otwierając powieki.
- Kiedyś na pewno - powiedziała i nim Ino zdążyła cokolwiek powiedzieć, wyszła z łazienki.
- Sakura! - zaprotestowała Yamanaka, podążając za jej krokami.
- Gdy brzuch stanie się widoczny, na pewno wieści i jego dojdą. A jeśli umie liczyć, na pewno się do mnie odezwie. Pytanie tylko: co wtedy? Bajka się skończyła, gdy on zdradził mnie a ja jego - powiedziała o dziwo spokojnie, biorąc chłodnawą herbatę do ręki i kierując się z nią z powrotem przed biurko.
- I jesteście kwita. Oboje wiecie, że zrobiliście źle i postąpiliście bardzo pochopnie - zaczęła, ostrożnie dobierając słowa. - Wcześniej nie kwestionowałam twojej decyzji o rozwodzie, bo to wasza sprawa. Ale teraz? Sakura, pomyśl o dziecku.
- Myślę o dziecku - wtrąciła srogo, próbując zatracić się w tekście na temat ewolucji układu nerwowego. - Myślę, jak będę je sama wychowywać, oczywiście poświęcając równie ważną dla mnie pracę. Nie zamierzam zabraniać mu spotykać się z własnym dzieckiem, ale o wszystkim dowie się później.
Ino zmarszczyła brwi, przypuszczając jaki powód stoi za taką a nie inną decyzją przyjaciółki.
- Czy ty rzeczywiście myślisz, że jak dowie się o dziecku teraz, nie podpisze papierów rozwodowych? - spytała zasiadając na niedalekiej kanapie.
- Ino, ja to wiem - odpowiedziała spoglądając cały czas na szklany monitor. - Znam go na tyle dobrze, by móc stwierdzić ten jakże ważny fakt.


~***~


- Oboje postradaliście rozum - mruknął pod nosem niezadowolony Naruto, sącząc drinka. - Powienieneś wtedy wejść do tego szpitalnego pokoju, usiąść na środku i stwierdzić, że nie masz zamiaru spełniać tej jej zachcianki - burknął, nie potrafiąc powstrzymać się od tego komentarza.
Sasuke zamieszał whisky w szklance, wpatrując się w jej dno.
- Chce rozwodu, który obiecałem jej dać, jeśli nie będzie chciała dłużej ze mną być - powiedział, upijając większy łyk czystego alkoholu. - Ale mogłaby do cholery zatrzymać ten dom - dodał wykrzywiając usta w grymasie. - I samochód. I wszystkie rzeczy, jakie do niej należą. Zabrała jedynie kilka książek i laptopa.
Przyjaciel spojrzał na niego zdziwiony.
- A ubrania? I te inne kobiece duperele?
W odpowiedzi karooki pokręcił jedynie głową.
- Wszystko jest nietknięte, jakby lada moment miała wrócić - warknął z rozdrażnieniem, po czym wypił haustem whisky i zamówił kolejne.
- Cała Sakura, boi się wrócić do wspomnień - mruknął idąc śladem Sasuke, opróżniając szklankę do pusta. Obrócił się na barowym krzesełku, rozglądając się swymi lazurowymi tęczówkami po całym lokalu. Na dworze było już dawno ciemno, dzięki czemu wnętrze baru i małej restauracji było rozświetlane jedynie przez lampy jak i nieliczne świeczki, znajdujące się na niektórych stolikach. Po chwili dostrzegł mały blask dochodzący ze strony przyjaciela, na której spojrzał kątem oka. Widząc co trzyma w ręce, od razu powrócił do swojej poprzedniej pozycji.
- Wooow, ładne! - powiedział nagle, zachwycając się wisiorkiem z białego złota, na którym zawieszone były dwa serca i mała blaszka, z tego samego tworzywa. - Ej, ale… - wtrącił, nie za bardzo wiedząc dlaczego Sasuke tak bacznie się w nie wpatruje i skąd w ogóle ten naszyjnik wziął się w jego ręce.
Sasuke westchnął ciężko.
- Kupiłem go zaledwie półtorej godziny przed jej upadkiem. Miałem dać jej to po powrocie do Tokio jako spóźniony prezent na rocznicę ślubu - powiedział niemrawo, wpatrując się w inscrypcję na blaszce, jaką kazał wygrawerować, a następnie schował go ponownie do kieszeni.
- Jesteś tak samo głupi jak i ona w tej chwili - skwitował hardo Naruto, uważnie się mu przyglądając. - Nawet nie chcę myśleć, co by było, gdybyście mieli dzieci. Też byście się o nie kłócili, tak jak w tej chwili o dobra materialne? - spytał z uniesioną brwią. - Chociaż nie, moment, złe porównanie - dodał zmieszany, widząc złowieszczy wzrok przyjaciela. - Przecież wy się o nic nie kłócicie teraz, tylko sobie nawzajem wciskacie dom i inne pierdoły.
- Wiedziałam, że was tu znajdę - powiedziała Ino, zjawiając się niespodziewanie tuż obok nich. - Podwójna wódka z redbullem - dodała, nawiązując kontakt wzrokowy z barmanem, do którego następnie puściła oczko.
- Co ty tu robisz? - spytał zdziwiony Sasuke, spoglądając ze zmarszczonymi brwiami na przyjaciółkę żony.
- Po tym jak Naruto napisał mi, że wychodzi na drinka, wiedziałam, że ty będziesz mu towarzyszyć - powiedziała bez najmniejszych ogródek Yamanaka, siadając tuż po jego drugiej stronie.
Sasuke posłał przyjacielowi pytające spojrzenie, na co ten w odpowiedzi jedynie wzruszył ramionami.
- Muszę z tobą porozmawiać - dopowiedziała Ino, zanużając usta w alkoholu. - Ale nim coś powiem muszę się nieco upić, by zdobyć się na odwagę i przy okazję mieć wymówkę, by Sakura nie wysłała mnie do grobu - mruknęła i nie zważając na zdziwione spojrzenie Naruto i Sasuke, zaczęła ciurkiem pić zamówiony alkohol, co chwilę wykrzywiając usta w niesmaku.
Karooki zmarszczył brwi, bacznie przyglądając się Yamanace.
- Kawa na ławę Ino. Co się dzieje z Sakurą ? - spytał nieco zaniepokojony.
Ino zamówiła kolejną szklankę wódki z redbullem i nim mu odpowiedziała, wypiła ją do połowy.
- Nim cokolwiek powiem, Naruto obiecaj mi, że upewnisz się, że wróciłam cała do domu - powiedziała, ignorując chwilowo pytanie Uchihy.
Naruto spojrzał uważnie na kobietę.
- No dobra - odparł, mając dziwne przeczucie, że Ino wyleci z jakąś bombą.
- A teraz słuchaj mnie, Uchiha, nie podpiszesz żadnych papierów rozwodowych - powiedziała nagle blondynka, upijając kolejny większy łyk alkoholu, który zostawiał cierpki smak w jej ustach.
Sasuke westchnął ciężko.
- Jeśli zgodzi się zatrzymać dom to podpiszę, skoro tak bardzo chce tego rozwodu - mruknął, zamawiając kolejną whisky dla siebie i przyjaciela. - Co się z nią dzieje, Ino? - powtórzył pytanie z przed chwili, wiedząc, że bez dobrego powodu nie pofatygowałaby się tu.
Yamanaka przystawiła szklankę z wódką do ust, sącząc ją tym razem po mału. W jej organizmie znajdowało się już wystarczająco alkoholu, by móc go obwiniać za swoje nieracjonalne i infantylne zachowanie. - Sakura jak to Sakura pewnie nadal będzie siedzieć nad dwoma laptopami, zmieniając po raz enty temat sympozjum jaki ma przeprowadzić za cztery miesiące. Ale co się dziwić? W końcu hormony w niej buzują - odparła, zerkając uważnie na Sasuke. - I wierz mi, nie podpiszesz ich nawet jeśli zgodzi się zatrzymać dom. Zresztą ona sama mi to powiedziała - stwierdziła prosto z mostu.
Karooki, słysząc jej słowa, zachłysnął się własnym alkoholem.
- Ona ci tak powiedziała?
Ino przytaknęła, odkładając szklankę na bok.
- Dokładnie tak. Ale z drugiej strony możesz zachować się jak bezduszny dupek, któremu nie zależy w żadnym stopniu na rodzinie. Wybór należy do ciebie Uchiha.
- O czym ty mówisz? - spytał uważnie się jej przyglądając.
Yamanaka widząc jak jej starania nic nie dają, wykrzywiła usta w grymasie.
- Dobra, koniec owijania w bawełnę - warknęła, mierząc go złowieszczym spojrzeniem, a Naruto od razu przełknął głośno śline. - Oboje zachowujecie się jak dzieci, które nie są w stanie stawić czoła swoim problemom. Ona jest w ciąży, Sasuke! I zgadnij, kogo to dziecko. Twoje! - powiedziała uderzając dłońmi o siebie. - I sama mi o tym powiedziała.
Źrenice Sasuke zadrżały, gdy tylko usłyszał słowa blondynki.
- Co powiedziałaś? - spytał nieobecnym wzrokiem, wstając z barowego krzesła.
Uzumaki spojrzał na przyjaciela ze zmieszaną radością.
Ino wzięła głęboki oddech.
- Sakura jest w ciąży i jest w stu procentach przekonana, że to ty jesteś ojcem. Ze względu na to, że wcześniej poroniła, musi teraz bardziej uważać na siebie, dlatego praktycznie od tygodnia nawet nie wyszła z domu, bo boi się o dziecko.
- Zamierzała mi o tym powiedzieć? - spytał, czując niespodziewany napływ złości.
- Nie zamierzała trzymać tego przed tobą w tajemnicy. Ale chciała najpierw mieć rozwód z głowy - wyjaśniła, ponownie biorąc szklankę z alkoholem do ręki.
- Cała Sakura - skwitował ze zrezygnowaniem Naruto. - Boi się stawić czoła problemom. Jakoś mnie to nie dziwi.
Sasuke zmierzwił włosy.
- Mieszka u ciebie, prawda? - spytał Yamanaki.
- O nie, teraz do niej nie pójdziesz. Chce jeszcze pożyć trochę - zaprotestowała pośpiesznie Ino, kładząc dłoń na jego ramieniu. - Porozmawiaj z nią jutro, gdy przyjdzie ze swoim prawnikiem do kancelarii. Jeśli teraz do niej pójdziesz nieco wcięty, na pewno ją zdenerwujesz.
- Czyli co według ciebie mam zrobić?
- Wróć do domu, wyśpij się pożądnie. A rano wszystko przemyśl i podejmij decyzję, co zamierzasz zrobić z waszym małżeństwem. Czy nadal będziesz chciał je odbudować, czy jednak skreślacie wszystko, co pomiędzy wami było.


~***~


Stojąc przed kancelarią Sasuke wraz z panem Toshida, który był jej prawnikiem, wzięła głęboki oddech i zaciskając dłoń na torebce weszła do środka. Ku zdziwieniu wszystkich, wraz z reprezętującym ją adkowatem, podeszła do recepcji prosząc o dwie przepustki, czego nigdy wcześniej nie robiła. Widziała te pytające spojrzenia recepcjonistek, a także dwójki ochroniarzy, których mijała przy bramkach. Tym razem nie odezwała się, a jedynie uśmiechnęła się do nich blado.
Już po chwili kroczyli szerokim korytarzem na ostatnim piętrze budynku.
Chiyo, dostrzegając ich, uśmiechnęła się pośpieszająco do Sakury.
- Czeka na was w sali konferencyjnej - powiedziała niemrawo kobieta, odchodząc od swojego biurka. - Podać kawy albo herbaty?
Pan Toshida pokręcił w odpowiedzi głową.
- Nie kłopocz się, Chiyo - mruknęła Sakura, a na jej usta wkradł się minimalny uśmiech.


Tak jak powiedziała Chiyo, Sasuke czekał na nich w sali konferencyjnej. Stał przy dużym oknie, sięgającym od podłogi aż po sufit, a swymi karymi tęczówkami bacznie przyglądał się sąsiadującym drapaczom chmur. Słysząc dźwięk otwieranych drzwi spojrzał przez ramię na nowo przybyłych gości.
- Zanim przejdziemy do spraw rozwodowych, chciałbym porozmawiać z żoną na osobności - powiedział chłodno, odwracając się do nich całym ciałem.
Sakura, która od początku próbowała ignorować jego spojrzenie, tym razem spojrzała mu prosto w oczy.
- Nie mamy już o czym rozmawiać, Sasuke - odparła stanowczym głosem.
Brew Uchihy powędrówała ku górze.
- Albo porozmawiamy, albo sprawa rozwodowa będzie toczyć się latami - wtrącił, zaostrzając jeszcze bardziej swoją tonację. - Twój wybór.
Prychnęła złowieszczo pod nosem.
- Jak ja nienawidzę, jak tak mnie traktujesz - warknęła poirytowana, jednak swe kroki skierowała w stronę jego gabinetu, do którego po chwili weszła.
- To może trochę zająć - uprzedził prawnika żony, a następnie poszedł za nią, zamykając za sobą dokładnie drzwi. Gdy wszedł do środka Sakura już siedziała w jego krześle z ramionami splecionymi tuż pod piersiami.
- A więc o czym chciałeś porozmawiać? - spytała ze stoickim spokojem, pomimo iż w środku cała się gotowała.
Powolnym krokiem pdoszedł do biurka, na którym leżała beżowa teczka, z której następnie wyciągnał papiery rozwodowe.
- Podpisałem - powiedział odwracając najważniejszą kartkę tekstem do Sakury.
Sakura przyjrzała się mu uważnie, a jej brwi mimowolnie zmarszczyły się.
- Mogłeś mi to powiedzieć przy prawniku - odparła, jednak w tej chwili Sasuke zaczął drzeć papiery. - Co ty..?
- Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć o dziecku? - spytał, wtrącając się w jej zdanie.
Ciężkie westchnięcie wydobyło się z jej krtani, a następnie spuściła wzrok i okręciła się na fotelu, nie chcąc by teraz na nią patrzył.
- Niedługo - wychrypiała, pociągając nosem. - Nie zamierzałam trzymać tego przed tobą w tajemnicy.
Sasuke zmierzwił włosy, nie za bardzo wiedząc, co ma teraz powiedzieć. Prawdę powiedziawszy, dopóki nie usłyszał tego z jej ust, nie był do końca pewny czy rzeczywiście jest w ciąży. Niepewnym krokiem zbliżył się do niej i przykucnał tuż obok, chwytając ją za dłoń.
- Sakura… - wyszeptał, spoglądając na jej przymknięte powieki.
- Wiedziałam, że to zrobisz, wiedziałam, że teraz nie dasz mi rozwodu - powiedziała jeszcze bardziej zaciskając powieki, spod których zaczęły wypływać krystaliczne łzy.
Uniósł dłoń, która subtelnie dotknęła jej policzka i starła łzy.
- Powiedz mi, Sakura, dlaczego tego chcesz? Wiesz, że Nami wtedy kłamała, przyznała się tobie. Wiesz również, że mówiłem prawdę, więc dlaczego? - spytał, uważnie się jej przyglądając. - Nie kochasz mnie już? - dodał, czując rwący ból w klatce piersiowej.
Cichy szloch kobiety rozniósł się po gabinecie.
- Kocham - wyszeptała, otwierając zapłakane oczy. - Ale jak mam być z tobą, skoro nie potrafiłam ci zaufać? Skoro zwątpiłam w twoje słowa? Skoro przez ułamek sekundy jej uwierzyłam?
Przyciągnął ją bliżej siebie, obejmując mocno.
- Głupia… - wyszeptał. - Myślisz, że przez taką błahostkę pozwolę, byś odeszła? Zwłaszcza teraz, gdy ponownie jest szansa byśmy zostali rodzicami?
Swoją dłoń przesunął świadomie na jej brzuch, w którym tliło się nowe życie.
- Nie ma nawet takiej możliwości - dopowiedział spoglądając na nią czule. - Nie chcę, byś odchodziła, Sakura. Po prostu nie chcę - wychrypiał.
Sakura trzęsac się, nachyliła się nad nim i zetknęła swe czoło z jego, niepewnie dotykając również jego dłoni, które cały czas znajdowały się na jej brzuchu.
- Nie potrafię wybaczyć samej sobie, że byłam na tyle głupia, znów w ciebie zwątpić - wyszeptała drżącym głosem, spoglądając prosto w kare tęczówki.
- Gdybym był na twoim miejscu, też bym zwątpił - wtrącił spokojnie. - Damy radę, Sakura. We trójke.
Spojrzała na niego zamglonymi tęczówkami.
- Nie masz wątpliwości czy to twoje dziecko? - spytała drżącym głosem, przygryzając dolną warge.
- Skoro mówisz, że jest ono moje, to ci wierzę - odpowiedział bacznie lustrując jej wyraz twarzy.
Nagle objęła go mocno, wtulając się w jego klatkę piersiową.
- Jest twoje - wyszeptała dławiąc się łzami, a Sasuke splótł swe ramiona wokół niej, po czym ucałował ją czule w policzek.


- Cii… wszystko będzie już dobrze. Obiecuję.








Od Autorki: Nawet nie wiecie jak się teraz stresuję przed opublikowaniem. Wiem, to trochę niedpodobne do mnie, ale z drugiej strony to moja pierwsza w życiu jednopartówka. A więc, nie pozostaje mi nic innego jak prosić o szczere opinie ;) Mam w głowie mały pomysł na drugą partówkę, ale zabiorę się za nią dopiero po zakończeniu Bonds ;)